21 sierpnia 2011

Geneza planety małp (2011 - kino)

2 [dodaj komentarz]

     Planeta małp – francuska powieść fantastyczno-naukowa autorstwa Pierre'a Boulle'a z 1963 roku, na podstawie której powstała seria amerykańskich filmów science-fiction, a także jednosezonowy serial telewizyjny. Ów produkcji powstało w sumie ponad dziesięć, z przypadku widziałem jedną (Planeta Małp od Burtona – ledwo dotrwałem do końca) co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że świat gadających małp to zupełnie nie moja bajka (małpa to małpa). Najnowszego filmu, Genezy planety małp w reżyserii Ruperta Wyatta też nie chciało mi się oglądać, ale chwalebny projekt Środy z Orange ma niestety tą wadę, że nie działa z filmami 3D co obecnie eliminuje jakieś 85% (chore) interesującego mnie repertuaru kinowego. A Geneza planety małp będąca bądź co bądź blockbusterem, okazała się płaska jak decha więc idealną opcją do wykorzystania kodu.
     Głównym bohaterem filmu jest oczywiście małpa o imieniu Cezar. Losy ów jegomościa obserwujemy od narodzin, przez dojrzewanie i ewoluowanie jego inteligencji (pod wpływem leku wyprodukowanego przez ludzi), po dorosłe życie będące jednocześnie dramatem stworzenia żyjącego w niewoli. Jak nietrudno się domyśleć, rozejdzie się o to do czego każdy ma prawo – wolność.



     Duże, pozytywne zaskoczenie. Geneza planety małp to od początku do końca bardzo dobre, trzymające w napięciu kino wakacyjne. Jest tu wszystko czego dusza zapragnie – świetna muzyka, doskonałe efekty specjalne, ciekawi bohaterowie, dialogi trzymające poziom oraz prosta acz nader wciągająca fabuła. Twórcy nie ustrzegli się pewnych denerwujących schematów (chciwość korporacji, pomyleniec w zoo), ale z drugiej strony trzymają widza w napięciu od początku do końca umiejętnie unikając niepotrzebnych zwolnień oraz, co się chwali, głupich rozwiązań. Fakt, chciałoby się, aby pewne wątki były głębsze w treść, aby skrótów myślowych było ciut mniej, ale mimo wszystko wydaje mi się, że jak na wakacyjnego blockbustera i tak wyszło lepiej niż dobrze. Akcja zmierza do określonego celu, motywacja i działania poszczególnych bohaterów mieszczą się w graniach zdrowego rozsądku i tak najzwyczajniej w świecie Genezę pod względem fabularnym chce się oglądać do samego końca.
     Same małpy jako tako uważam za mało ciekawy obiekt do podziwiania… W końcu małpa… to małpa :) Jednak te w filmie wyglądają… bajecznie realistycznie. Ich ruchy, gestykulacja, mimika twarzy, a przede wszystkim oczy to małe mistrzostwo świata dla którego warto ten film obejrzeć. Wypada jednak zaznaczyć, że realizm, czyli bardzo dobre efekty specjalne, to jedno, uwierzenie w to co się widzi i przejmowanie się takim cyfrowym małpiszonem (przypominam: małpa to małpa) to drugie. A w tej materii Genezę planety małp widzę już jako małe arcydzieło, które trzeba zobaczyć. Z drugiej strony ciekawe, że pod względem wizualnym film nie stara się być bardziej wielki niż w rzeczywistości jest. Tzn. wszystko jest dopracowane w najmniejszych detalach, ale nie ma tu przesadnego widowiska czy też tradycyjnego „jeb” w finale. Rzekłabym nawet, że to taka zajebiście dopracowana, ale kameralna mega produkcja. Brak 3D uważam za gigantyczny plus bo a) mam dość 3D, b) jakoś nie wyobrażam sobie tego filmu w cyfrowej jakości (to tak jakby te małpy wrzucić do Mody na sukces – jakoś tego nie widzę).



     Reasumując, nie byłem przekonany, zresztą dalej uważam, że pomysł na film o małpach jest deczko poroniony – małpa to małpa :). A jednak okazało się, że w dobie Avatarów, Transformersów, Potterów i innych cudów, bunt małp spokojnie dają radę. Przemyślany, wciągający, dobrze nakręcony film czyli duże, pozytywne zaskoczenie. Warto zobaczyć.

::::::::::::::::: 8/10 :::::::::::::::::

28 czerwca 2011

#26 SHORT FILMS: Polish Cinema

1 [dodaj komentarz]



POPRZEDNIE KRÓTKOMETRAŻÓWKI

19 czerwca 2011

Sucker Punch (2011 - kino)

1 [dodaj komentarz]

     Zack Snyder konsekwentnie uderzał i uderza w esencję tego co w sali kinowej brzmi i wygląda najlepiej - audio-wizualny rozpierdziel. Zagorzali fanatycy kina ambitnego - Bergmana, Kubricka, Polańskiego i innych wielkich nie mają tu czego szukać. No chyba że traktują Snydera jako podstawka do bycia full profesionall - przyrównać popcorniarza do ww. reżyserów i powiedzieć, że Snyder to kompletne dno. Niemniej, pomimo mojej wielkiej sympatii do tegoż reżysera i jego slow motion style pozbawionego jakichkolwiek głębszych treści, muszę powiedzieć, że Sucker Punch to niewiarygodna słabizna. Snyder miał dać czadu… No i dał, jak krowa na beton.



     W kwestii najbardziej charakterystycznej, czyli efekciarstwa, Snyder dał radę. Warto jednak zaznaczyć, że dać radę oznacza, że jest ok, a takie ok po tym co Snyder pokazał w poprzednich filmach już takie ok dla mnie nie jest. Ogólnie rzecz ujmując Sucker Punch to film po brzegi wypełniony walkami, wybuchami, strzelaninami, pościgami i wszystkim innym co na blue screenach wygląda najlepiej (a za co Snyder jest uwielbiany - przynajmniej przez tych, którzy idą do kina się “rozerwać“). Choreografia walk wypada momentami świetnie, montaż nie jest oczojebny, a akcję uzupełnia maaaaasa charakterystycznych zwolnień oraz przesadnych detalizacji różnych przedmiotów/sekwencji. W sumie można spokojnie powiedzieć, że w porównaniu do poprzednich filmów Snydera, w Sucker Punch akcji jest dwa, a może nawet trzy razy więcej. Problem w tym, że wygląda to wszystko ładnie, ale ani to grzeje, ani ziębi. Po pierwsze, wszystko już gdzieś było, po drugie, nawet w głupim, wysokobudżetowym mordobiciu trzeba uważać aby nie przegiąć z infantylizmem. Momentami miałem wrażenie, że ktoś tu garściami czerpie z kreskówek typu Dragonball co kompletnie nie wpisuje się w moje osobliwe wyobrażenie kina akcji. Za dużo tu nadnaturalnych zdolności, przewidywalności i walk na zasadzie “jeden na wszystkich”, które były dobre za czasów Chucka Norrisa.
     Historia u Snydera zawsze jest na drugim planie, ale gdy za scenariusz odpowiada sam Snyder okazuje się, że ów historii nie potrzebuje wcale. Gdyby tak wyciąć śladowe ilości dialogów i wszystko inne co odpowiada za jakiś tam związek przyczynowo skutkowy to mielibyśmy do czynienia z nudnym jak flaki teledyskiem. A tak, dzięki wizjonerstwu Snydera jest i nudno i głupio. W telegraficznym skrócie historia ma się następująco: tleniona blondyna Babydoll zostaje umieszczona przez ojczyma w zakładzie psychiatrycznym i za pięć dni ma przejść zabieg lobotomii. Babydoll wariatką niby nie jest, ale od problemów ucieka w zdrowo porypany świat wyobraźni, w którym nie braknie smoków, nazistów, robotów, olbrzymów, a ona sama w spódniczce mini (coś na wzór mangi) biega z M14 i killuje wszystko co się rusza rozwiązując tym samym problemy w realu (zmyślne, prawda?). Dałoby się to łyknąć gdyby nie nieśmiertelność głównej bohaterki i pomysł na idiotyczne poszukiwanie 5 przedmiotów pozwalających na ucieczkę z zakładu psychiatrycznego. W grach komputerowych jasne zasady to rzecz normalna, a nawet bardzo pożądana, dlatego są tzw. tutoriale pokazujące co, kogo i w jaki sposób. Dzięki temu można szybko ogarnąć zasady rozgrywki i potem giercować przez pół nocy. W Sucker Punch sytuacja ma się niestety podobnie - po pierwszym przeniesieniu do świata wyobraźni wszystko staje się jasne, ale tu widz nie ma żadnego wpływu na dalszą akcje. Musi siedzieć i bezmyślnie lampić się na fajerwerki ze świadomością tego, że tak już będzie do końca filmu (5 przedmiotów, 5 światów, 5 walk) i niczego nowego nie zobaczy. Lipa, Snyder od razu rzuca na stół wszystkie karty, potem konsekwentnie tłucze idiotyczne poszukiwania (co jest tak interesujące jak zeszłoroczny śnieg), nie martwiąc się przy tym o fatalne dialogi i kompletny brak bohaterów - liczy się tylko 1,5 godzinna teledyskowa rozjebka, której zwyczajnie nie chce się oglądać do końca (bo i po co, i tak wszystko jest jasne). Trzeba przyznać, że w kinie akcji to jakiś ewenement - cały czas coś dudni, wybucha, akcja zapiernicza jak głupia, a z nudów można sobie flaki powypruwać.
     Słów kilka elemencie drażniącym, ale i zarazem bardzo udanym, czyli o muzyce. Do tej pory często odsłuchuje poszczególne kawałki (szczególnie Sweet Dreams) i muszę przyznać, że to jeden z ciekawszych i dynamiczniejszych soundtracków, jakie dane było mi posłuchać. Problem w tym, że ów muzyka w moim odczuciu kompletnie nie pasuje do filmu. Nigdy nie lubiłem w muzyce filmowej utworów śpiewanych bo wg mnie jest to zwyczajnie ‘mało filmowe’ i zabija klimat. Oczywiście, w przeróżnych komediach, animacjach zdaje to egzamin, pod warunkiem, że jest to jeden/dwa utwory obrazujące jakiś ciekawy motyw (taki przerywnik na złapanie oddechu). W Sucker Punch filmowy klimat zabijają zbyt charakterystyczne wokale, które nijak nie komponują się z akcją. Wszystko sprawia wrażenie “na siłę zajebistego”, tak jakby sponsorem podkładu muzycznego było MTV promujące nowe gwiazdy muzyki POP. Co ciekawe, w momencie najbardziej odjechanej sekwencji, w której to babeczki po kolei eliminują zastępy robotów, a wszystko sprawia wrażenie “pociągnięcia jednym ujęciem” w tle słychać ryczące chóry, które do dynamicznej rozpierduchy pasują jak pięść do oka (chyba właśnie w tym momencie powinna dudnić jakaś szpanerska melodyjka - tak jak przy walce Neo z oddziałami specjalnymi w pierwszej części Matrixia)



     Cóż, wg mnie Snyder zaliczył mega wtopę i nie sądzę, aby wersja reżyserka miała tu cokolwiek zmienić (ponoć ma rzucić nowe światło na całą fabułę i w ogóle pozamiatać - jasne..). Sucker Punch to film rzeczywiście dynamiczny, widowiskowy, ale nie bez powodu teledyski na MTV trwają 4 minuty, a nie 1,5 godziny. Wniosek dla mnie jest oczywisty - ze Snydera taki scenarzysta jak z braci Mroczków aktorzy. Mam nadzieję, że jego następne filmy nie będą jego autorskimi pomysłami a jeno adaptacjami - książek, gier, czegokolwiek co nie będzie podpisane jego nazwiskiem. I świat znowu będzie piękny.

::::::::::::::::: 3+/10 :::::::::::::::::

10 maja 2011

#25 SHORT FILMS: Czarny punkt

1 [dodaj komentarz]
Teraz Polska!




POPRZEDNIE KRÓTKOMETRAŻÓWKI