29 stycznia 2009

UZUPEŁNIENIE: Mroczny Rycerz na DVD

9 [dodaj komentarz]
Krótki wpis bo sesja jeszcze się nie skończyła i brakuje czasu na.. cokolwiek :). Poniżej uzupełnienie do recenzji "Mrocznego Rycerza" czyli kilka słów odnośnie wydania dvd (swoją drogą od teraz będę się starał opisywać wydania dvd właśnie w taki sposób). Poza tym, nieśmiało informuje że już wkrótce odbędzie się skromny konkurs z nagrodami. Więcej szczegółów niebawem.. :)
Aha, jak ktoś gdzieś zauważy byka (treść i ortografia) to dajcie znać bo jak ostatnio zauważyłem, że "morze" napisałem przez "ż" to mało z krzesła nie spadłem.. :P

Mroczny Rycerz DVD - wydanie 2-płytowe, bardzo dobre.
CENA: od 49.90
rozdzielczność: 2.40:1
dźwięk: 5.1 (DD) - polski, angielski + napisy PL
+ wydanie w pełni spolonizowane (menu itp)
+ wszystkie dodatki z polskimi napisami
DODATKI:
+ Niekonwencjonalne filmowanie
Spory materiał odnośnie filmowania w technologi IMAX. Niby nic nowego ale jak się okazuje taśma filmowa IMAX ma znacznie większą rozdzielczość niż tradycyjna, ma szerokość 70 mm (tradycyjna ma 35mm) przz co kamery są ogromne i ok 5 krotnie cięższe. Cała ekipa opowiada o trudach związanych z kręceniem w tej technologii a obraz pokazuje przykładowe ujęcia. Niestety na zwykłym telewizorze LCD różnica w obrazie jest niewielka ale wierzę, że w IMAX robi wrażenie bo kilka filmów w tej technologii widziałem.
+ Dźwięk anarchii
To chyba najlepszy dodatek z całej płyty bowiem Hans Zimmer wraz James'em Newton'em opowiadają o tworzeniu poszczególnych dźwięków i melodii. Najlepszy jest fragment Zimmera opowiadający o tym jak szukał dźwięku który miał być swego rodzaju wizytówką Jokera. Puszcza przykłady, analizuje, interpretuje i co więcej, pokazuje swoje studio nagrań które zrobiło na mnie spooooreee wrażenie.
+ Pościg
Oddzielny dodatek opowiadający o produkcji pościgu w tunelach miasta i o tym co dzieje się zaraz po tej sekwencji. Dużo materiału z wielotygodniowych przygotowań a także z samego planu. Największe wrażenie robi materiał o ciężarówce która wywraca się do góry nogami. Zaskakujące jest jak niewiele zostało wykorzystanych efektów komputerowych!
+ W obiektywie - MROCZNY RYCERZ
Materiał o efektach specjalnych i uporze reżysera aby podczas projektu wykorzystywać jak najmniej efektów komputerowych. Ciekawy, bo w filmie jest wiele scen które, wydawało by się, są efektem grafików a okazuje się, że nie.
+ Ewolucja Rycerza
Po dodatku "dźwięki anarchii" drugi doskonały dodatek o zmianach jakie zachodzą w Batmanie. Chodzi o jego strój, uzbrojenie ale największe wrażenie robi fragment o budowie Batpoda (ten taki motorek).
+ IMAX - efekty
6 sekwencji w formacie wysokiej rozdzielczości, prezentowane w kinowym formacie IMAX (1.43:1): Prolog, Hong Kong, Pościg wozem opancerzonym, Wypadek Lamborghii, Budynek Prewitt, Mroczny Rycerz. Na LCD różnica w obrazie jest niewielka (ale jest). Sprawdzałem też na 42 calowej plazmie i efekt podobny.
+ Gotham dziś
6 premierowych epizodów "Gotham City News". Inscenizowane wiadomości odnoszące się do największych wydarzeń w Gotham (pokazanych podczas filmu). Ciekawe, ale miejscami przegadane.
+ Galeria
Karty Jokera, szkice, plakaty, Kadry produkcyjne
+ Zwiastuny
3 zwiastuny kinowe i 6 zajawek telewizyjnych.

- brak jakichkolwiek wywiadów z aktorami
- brak jakichkolwiek komentarzy aktorów (tylko ekipa produkcyjna)

25 stycznia 2009

ZWIASTUN: 2012

13 [dodaj komentarz]
17 lipca 2009 roku Roland Emmerich w swoim najnowszym filmie pt. "2012" zafunduje spektakularną wizję tego co może wydarzyć się w 2012 roku. A co się może wydarzyć? Euro2012?:P Nie tylko, bowiem wg kalendarza majów dokładnie 21 grudnia 2012 roku nastąpi koniec świata.. Wiem jedno - ten film trzeba zobaczyć.

(kliknij w HQ/HD na playerze aby odtwarzać w lepszej jakości)




Polecam JESZCZE LEPSZĄ JAKOŚĆ (z polskimi napisami)
QuickTime, High Definition (1080p)
QuickTime, High Definition (720p)
QuickTime, High Definition (480p)



A jeszcze przy okazji. Nie wiem jak u Was ale u mnie

S ystem
E liminacji
S tudentów
J est
A ktywny..

Wszystkim życzę powodzenia (nie dziękować :)

22 stycznia 2009

K-PAX (2001 - dvd)

14 [dodaj komentarz]

     Pewnego dnia na dworcu kolejowym pojawia się mężczyzna w ciemnych okularach. Widząc jak dwóch punków okrada bezbronną staruszkę podchodzi, aby pomóc starszej pani. W tej samej chwili pojawia się policja, która prosi o wylegitymowanie się mężczyzny i zdjęcie okularów. Mężczyzna uśmiecha się sympatycznie i kulturalnie informuje, że na naszej planecie jest za dużo światła, aby zdjąć okulary. Policjantka bez wahania stawia diagnozę: kolejny naćpany. Mężczyzna zostaje przewieziony do kliniki, w której badania wykazują brak jakichkolwiek odurzających substancji. Tym samym nieznajomy trafia do doktora Marka Powella, szefa psychiatrii klinicznej na Manhatannie.
- Czy wiesz, po co tu jesteś?
- Oczywiście. Ma mnie pan za wariata.
- Wolimy słowo "chory". Myślisz, że jesteś chory?
- Trochę tęsknię za domem.
- Poważnie? Gdzie jest twój dom?
- Na K-PAX
- Kay-packs?
- Duże "K", kreska, duże "PAX". K-PAX to planeta. Proszę się nie bać. Nie pożrę pana żywcem.

     Uwielbiam filmy, w których cała akcja koncentruje się na jednym bohaterze. Nieważne, kim on jest. Ważne, że posiada jakąś wiedzę i aby do niej dotrzeć trzeba stoczyć pojedynek na słowa i ukryte między wierszami szczegóły. Film "K-PAX" w reżyserii Iain'a Softley (scenariusz oparty na książce Gene'a Brewer'a o tym samym tytule) widziałem już kilka razy i spokojnie mogę powiedzieć, że jest to film będący doskonałym i chyba najlepszym przykładem takiego kina. Jednak nie jest to jedyny atut tego filmu. Po kolei:
     W "K-PAX" tym tajemniczym bohaterem jest Prot. Twierdzi on, że pochodzi w planety K-PAX leżącej w konstelacji Liry 1.000 lat świetlnych od Ziemi, na którą przybył, bo zawsze chciał zobaczyć planetę klasy BA-3 (wczesne stadium rozwoju). Cóż, z takimi przekonaniami wydawać by się mogło, że psychiatryk jest dla niego odpowiednim miejscem, bowiem słuchając o podróżowaniu z prędkością 5-krotnie większą od prędkości światła, o teleportacji, o życiu na nieznanej planecie K-PAX każdemu nasuwa się jedna myśl: "świr". Jednak jak na "świra" Prot jest inteligentny i posiada niebywałą wiedze astronomiczną, która dostępna jest kilku nielicznym uczonym na świecie. Poza tym jest bardzo ciepłym, sympatycznym, rozbrajająco uśmiechniętym człowiekiem/kosmitą, więc krótko mówiąc jest.. niezwykle przekonujący. Jego opowieść jest zupełnie nieprawdopodobna, ale skłania do przemyśleń wychodzących poza utrwalone już schematy. Może w skali kosmosu rzeczywiście nie jesteśmy najinteligentniejszą formą życia? Może jest tak jak mówi Prot - ziemia to wczesne stadium rozwoju i nie potrafimy przyswoić czegoś, co dla innych może być wiedzą powszechną? Tak czy inaczej, postać Prota została rozpisana rewelacyjnie i jest to, wg mnie, jeden z najoryginalniejszych bohaterów współczesnego kina. Warto zwrócić uwagę na aktora, czyli Kevin'a Spacey który w roli Prota wypada doskonale. To dzięki niemu postać ta jest naprawdę przejmująca (tutaj warto wspomnieć sceny w których Prot zostaje zahipnotyzowany - małe arcydzieło aktorstwa). Wg mnie Kevin stworzył postać wiarygodną ale w pewnym sensie również "nieziemską".. :) i szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie innego aktora w tej roli (a podobno do roli Prota pod uwagę był brany Will Smith... dziękować, że odmówił :)
     Aby wydobyć z Prota całą jego doskonałość i tajemniczość potrzebny jest drugi bohater - Mark Powell (Jeff Bridges), szef psychiatrii klinicznej na Manhattanie. Poznajemy go, jako doktora lekko znudzonego swoją pracą, który z niejednym "kosmitą" miał już do czynienia. Mimo wszystko po kilku spotkaniach z Protem jego racjonalne postrzeganie rzeczywistości (które wynika także z jego pracy) zostaje mocno zachwiane i wystawione na próbę. Tak więc Powell na nowo odkrywa swój zawód a nawet dostaje obsesji na punkcie rozgryzienia "kosmicznego człowieka". Postać ta jest nie mniej ciekawa od postaci Prota, bowiem z tym bohaterem widz identyfikuje się. Jego wątpliwości są wątpliwościami widza a co za tym idzie jego pytania są również pytaniami widza. Jeff Bridges podobnie jak Kevin Spacey stworzył postać wyrazistą i doskonałą, dzięki czemu konfrontacja racjonalnej rzeczywistości z racjonalną rzeczywistością wg Prota jest niezwykle wciągająca.
     "K-PAX" to przede wszystkim dwie główne postacie, czyli Prot i doktor Powell. Jednak drugi, techniczny plan jest nie mniej istotny i ma duży wpływ na odbiór całego filmu. Za doskonałą muzykę odpowiada Ed Shearmur. Polecam odsłuchać jeden utwór w muzycznej zagadce (menu po prawej stronie) bo warto. Jest to muzyka w każdym calu ilustracyjna, która w połączeniu z ciekawą pracą kamer doskonale podkreśla intrygującą fabułę i atmosferę filmu. Techniczne aspekty filmu to oczywiście kolejne atuty, które tworzą również mały zgrzyt. "K-PAX" to kolejny film przedstawiający chorych psychicznie w lekko wyidealizowany sposób. Pacjenci kliniki są..takimi pozytywnie zakręconymi świrami którzy regularnie chadzają na pogadankę do doktora a sama klinika to przytulna przystań dla zbłąkanych. A przecież wiadomo, że praca takiego doktora nie jest prosta a pacjenci bywają.. trudni i na pewno nie jest tak sympatycznie. Jednak mimo wszystko można na to przymknąć oko.

     Na sam koniec warto zaznaczyć, że zakończenie filmu jest bardzo dobre i na tyle sprytne, że pozostawia widza w lekkiej niepewności. Myślę, że każdy, kto obejrzał film co najmniej raz zapytał sam siebie: "był z K-PAX czy nie był?" Swoją drogą podobne wątpliwości paradoksalnie wyraża doktor Powell w ostatniej scenie filmu po... napisach końcowych (kto nie dotrwał do końca niech żałuje :). Polecam z czystym sumieniem, bo rzadko się zdarza, aby do kin trafił tak ciekawy i przemyślany film. Wciągająca historia, niezwykłe postacie i doskonała muzyka dają na swój sposób efekt magiczny, przez co "K-PAX" pochłania widza bez żadnego problemu. Jest to jeden z moich ulubionych filmów, przy którym można się rozluźnić, rozmarzyć i pomyśleć o tym, czy jesteśmy sami czy gdzieś tam w gwiazdach jest ktoś jeszcze. Myślę, że „K-PAX” odbije swoje piętno na każdym widzu niezależnie od wieku i upodobań kinowych.

::::::::::::::::: MOJA OCENA: 9/10 - REWELACYJNY :::::::::::::::::


Kilka słów o wydaniu DVD (bardzo dobre)
CENA: od 19.90
+ jakość obrazu bardzo dobra (lepsza od większości innych filmów na dvd)
+ dźwięk: DD 5.1, DTS 5.1 (brawo), lektor PL DD 5.1 + polskie napisy
+ materiał "za kulisami" z polskiem lektorem
+ pełne polskie wydanie (polskie menu itp)
+ polski materiał tekstowy o twórcach i aktorach
+ polski materiał tekstowy o produkcji filmu
+ różne opcje kolorystki menu (raz jest na zielono, innym razem na niebiesko.. fajny bajer :).
- krótkie i mdłe wywiady z aktorami (wywiad z Jeff'em Bridges'em i reżyserem Iain'em Softley to chyba jakaś pomyłka)


#8 Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.

19 stycznia 2009

ZWIASTUN: PLANET 51

3 [dodaj komentarz]
Kilka dni temu w sieci miała miejsce premiera zwiastuna najnowszej animacji pt "Planet 51". Zwiastun jak każdy inny ale... Warto go zobaczyć z jednego powodu - kapitalny piesek! Obcemu szczęka opadłaby do samej ziemi (oglądać do końca! :P).

(kliknij w HQ na playerze aby odtwarzać w lepszej jakości)


JESZCZE LEPSZA JAKOŚĆ:
QuickTime, High Definition (1080p)
QuickTime, High Definition (720p)
QuickTime, High Definition (480p)

16 stycznia 2009

Mamma Mia! (2008 - dvd)

7 [dodaj komentarz]

     Dwa szwedzkie małżeństwa, które poruszyły cały świat: Agnetha Fältskog, Björn Ulvaeus i Benny Andersson, Anni-Frid Lyngstad czyli w skrócie ABBA. Zespół powstał w 1972r i przez prawie dekadę nie schodził z czołówki światowych notowań przebojów. Nawet w tej chwili, pomimo tego, że grupa rozpadła się w 1982r (nawiasem mówiąc małżeństwa też się posypały) trudno znaleźć osobę, która nie słyszała bądź w ogóle nie zna ABBY. Ich przeboje są ponadczasowe – proste teksty, wpadające w ucho refreny i melodie, które chcąc nie chcąc poruszają nasze ciała :). Współcześni artyści czerpią garściami z dorobku ABBY a niektórzy wręcz tworzą zespoły, coverove jak np. A-Teens czy nawet polski zespół ABBA Family na który natknąłem się przez przypadek w necie (w skład wchodzą oczywiście dwa małżeństwa.. :))
     W zeszłym roku w kinach zagościła ekranizacja znanego i docenionego musicalu „Mamma Mia!” opartego właśnie na twórczości zespołu „ABBA”. I szczerze mówiąc pomimo tego, że znam i lubię ABBĘ, jak tylko zobaczyłem zwiastun a potem tytuł filmu, powiedziałem sobie: „nie, nigdy w życiu”. Potem film wszedł na ekrany i posypała się lawina ochów i achów jaka to Mamma Mia nieziemska i wspaniała. Coś zaczęło we mnie pękać, ale ja twardy człowiek i bardzo dluuuuugo zabierałem się za ten film.. W końcu jednak nadszedł ten dzień.
     Film opowiada historię młodziutkiej Sophie (Amanda Seyfried), która niebawem ma wyjść za mąż. To ma być wymarzony ślub i Sophie bardzo chciałaby, aby na uroczystości pojawił się jej ojciec. Problem w tym, że nigdy go nie poznała i nie wie kim jest. Pewnego dnia w jej ręce wpada pamiętnik matki, Donny (Meryl Streep), z którego dowiaduje się, że ma trzech potencjalnych ojców. W tajemnicy przed matką zaprasza mężczyzn licząc na to, że uda jej się odnaleźć tego właściwego. Oczywiście wkrótce cała sprawa wychodzi na jaw..

     Trzy roześmiane, opalone nastolatki skaczą, piszczą, tańczą, śpiewają, po wzgórzach biegają i ciągle radośnie gestykulują (co najmniej tak jakby w końcu obliczyły ile to jest 2+2). Wokół zielone góry, w oddali błękitne morze a w tle piękne słońce. Wietrzyk lekko muska trawkę, ptaszki leniwie fruwają a wszyscy są tacy piękni, szczęśliwi i bez żadnych trosk. Krótko mówiąc, pierwsze 10min filmu to obraz tak mdły i przejaskrawiony, że trudno spokojnie siedzieć i go oglądać. Od razu na człowieka spada tona cukru pudru w polewie truskawkowej z różowym puddingiem. Przyznam, że gdybym był jedynym widzem to z miejsca wyłączyłbym film a z płytki dvd zrobiłbym niewracający bumerang. Niestety, musiałem oglądać do końca, bo wyjść nie wypadało. Na szczęście dalsza część filmu jest o niebo lepsza. Chociaż podejrzewam, że jest o niebo lepsza tylko dlatego, że człowiek po tych 10 minutach po prostu w jakiś sposób przestawia się na różowy świat wg „Mamma Mia!” i zachwyca się lub (tak jak ja) toleruje go. Sama konwencja filmu nie zmienia się ani odrobinę, cały czas jest radośnie, wspaniale, pięknie i magicznie (bleaahh :P).
     Fabuła filmu jest prosta jak budowa cepa i nie ma sensu się nad nią rozwodzić natomiast trzeba zaznaczyć, że paradoksalnie scenariusz nie jest taki zły. W końcu został napisany pod istniejącą już twórczość (w tym przypadku ABBY) a nie odwrotnie. I trzeba przyznać, że upchać w 2 godzinnym filmie 27 piosenek nie jest rzeczą najprostszą. Tzn. upchać zawsze można, ale upchać tak, aby miało to jakikolwiek sens to już coś. Swoją drogą całe szczęście, że jest ich aż tyle, bo wypełniają ok. 85% filmu. Dzięki temu można posłuchać dobrej, znanej muzyki w nowych, ciekawych aranżacjach, co jest największym atutem całej produkcji. Tutaj warto wspomnieć o aktorach, którzy utwory ABBY śpiewają przy pomocy własnych ust u strun głosowych. Szczerze mówiąc, nie mam zielonego pojęcia, czym się kierować w ocenie śpiewu, więc przyjmuje prostą zasadę: podoba mi się lub nie. I tak, przede wszystkim zaskakuje Pierce Brosnan który wg mnie telnetu wokalnego nie ma a do filmu pasuje jak pięść do oka. Mimo wszystko jego postać jest najbardziej charakterystyczna ze wszystkich – nieźle gra, a że śpiewać nie potrafi to wychodzi mu to całkiem oryginalnie i z jajem (naprawdę można się pośmiać). Paskudna Meryl Streep gra szaloną, radosną mamuśkę i trzeba przyznać, że miło na nią popatrzeć aczkolwiek nie wiem czy jest się nad czym zachwycać. Owszem, głos ma i utwory w jej wykonaniu są dopieszczone w każdym detalu, ale jakoś nie poraziła mnie. Zresztą, odniosłem wrażenie, że niektóre utwory zostały mocno przesłodzone albo nafaszerowane emocjami np. scena właśnie z Meryl Streep i Brosnanem na wzgórzu zaraz przed ślubem. Nie wiem, albo ona za bardzo się wczuwała albo on stał jak kołek i nie wiedział, co ma ze sobą zrobić i strasznie nienaturalnie to wypadło. Jednak w ogólnym rozrachunku obsada filmu nie zawodzi, każdy aktor ma swoje 5min na grę aktorską i 5min na śpiewanie.

     Reasumując, nie nadaje się na takie filmy. Wg mnie „Mamma Mia!” to przykład idealnego kobiecego odmóżdżacza. Film wyreżyserowany przez kobietę, wg scenariusza kobiety, więc siłą rzeczy (co zresztą podkreślają sami twórcy filmu) jest to film dla kobiet. I niech tak będzie, ja mam swojego odmóżdżacza czyli durne kino akcji pt. „zabili go i uciekł” (i zapewne zaraz pozwolę sobie coś obejrzeć coby wrócić do normalności :) ). „Mamma Mia!” przygniotła mnie swoim pięknym, przekoloryzowanym światem a jedyne, co jest warte uwagi to piosenki ABBY, które można słuchać na okrągło i nigdy się nie znudzą. Soundtrack to siła tego filmu – można nucić, tańczyć, gibać się, ale czy potrzeba do tego kręcić film? Może wystarczyło wydać nowy album ze znanymi nazwiskami i nakręcić jeden konkretny teledysk do promocji..? Tak czy inaczej, tylko ze względu na soundtrack oceniam film na OK. czyli 5/10 bo film po prostu mnie rozczarował (czyli powinno być 4/10). Swoją drogą, ciekawe czy taki film miałby w ogóle jakąkolwiek szanse na sukces gdyby powstał w oparciu o twórczość innego zespołu.. Nie sądzę.
Moulin Rouge! – to jest dopiero musical.

::::::::::::::::: MOJA OCENA: 5/10 - OK :::::::::::::::::


Kilka słów o wydaniu DVD (bardzo dobre)
CENA: od 49zł
+ film z lektorem, z napisami lub z lektorem i napisami podczas piosenek (szkoda, że lektor nie śpiewa, ocena byłaby wyższa :P)
+ sceny usunięte (w tym jedna piosenka), wpadki na planie (niewiele, ale zawsze coś)
+ wywiady z aktorami, z reżyserką i panią od scenariusza
+ na planie filmu, realizacja, jak powstawały różne sceny, budowa scenografii
- beznadziejny teledysk Gimme, Gimme, Gimme
- fatalny zwiastun równie fatalnego filmu Wild Child


#7 Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.

13 stycznia 2009

ZWIASTUN: Earth

5 [dodaj komentarz]
40 operatorów przez 4500 dni (!) w 26 krajach nakręciło niesamowity film przyrodniczy w technologi HD. Polecam obejrzeć zwiastun - jeśli film będzie tak dobry jak zapowiada to zajawka to coś mi się wydaje, że będę musiał zastanowić się nad zakupem odtwarzacza BluRay..

(kliknij w HQ na playerze aby odtwarzać w lepszej jakości)


LEPSZA JAKOŚĆ
QuickTime, High Definition (1080p)
QuickTime, High Definition (720p)
QuickTime, High Definition (480p)

10 stycznia 2009

Okrucieństwo nie do przyjęcia (2003 - dvd)

8 [dodaj komentarz]
<
     Zwykle podczas oglądania komedii romantycznych zachowuję się tak jak większość kobiet podczas oglądania filmów wojennych. Wiercę się, bawię komórką, śmieje się w nieodpowiednim momencie albo ziewam tak długo aż mi łzy z oczu lecą.. Gdy w moich rekach pojawiła się płytka DVD z filmem "Okrucieństwo nie do przyjęcia" i usłyszałem hasło "oglądamy!" nie mogłem się powstrzymać i wywijając oczami ciężko sobie westchnąłem. Jak się później okazało, nie było tak źle a nawet zaskakująco dobrze.
     Miles Massem (George Clooney) to specjalista od rozwodów. Skuteczny, pewny, wzbudzający szacunek w swoim środowisku. Jego nazwisko to gwarancja wygranej sprawy niezależnie od tego czy klient jest winien rozpadowi związku czy nie. Marylin Rexroth (Catherine Zeta-Jones), seksowna i uwodzicielska brunetka również zawodowo zajmuje się rozwodami. Wykorzystując swoją urodę i naiwność płci męskiej rozkochuje delikwenta, a potem doprowadza do rozwodu zgarniając przy tym majątek kochanka. Jej obecna ofiara, leciwy, ale bogaty inwestor w nieruchomościach zostaje przyłapany na zdradzie z inną kobietą (oczywiście całkiem „przypadkiem”). To stwarza idealne warunki do rozwodu i łatwego przejęcia dobytku męża. Kaseta video jako dowód, trochę łez na rozprawie sądowej i sprawa wygrana. Jednak na jej drodze staje adwokat męża, czyli Miles Massem we własnej osobie. Marylin z konfrontacji z niezawodnym adwokatem wychodzi bez złamanego grosza. Wściekła postanawia, że nie odpuści Miles’owi..

     Nie jestem znawcą twórczości braci Coen, ale szczerze mówiąc byłem zaskoczony, gdy ujrzałem ich nazwiska w napisach początkowych. Jak się później okazało, „Okrucieństwo…” swoim stylem jest całkiem podobne do ostatniego filmu Coenów „Tajne przez poufne” (wiem, powinno być na odwrót, ale w takiej kolejności oglądałem filmy).
     Fabuła prosta, ale inteligentna, ubrana w zakręcone wątki i niespodziewane zwroty akcji. I tu warto zaznaczyć, że w filmie brak przerysowanych scen romantycznych, brak jakiegokolwiek wyciskacza łez w postaci podniosłej muzyki i niewiarygodnie magicznych ujęć, brak wyznań miłości jak również brak typowego happy endu.. No dobra, z tym happy Endem to trochę przesadziłem, bo jest i szczerze mówiąc jest to wg mnie najsłabsze ogniwo całego filmu. Ale tak czy inaczej, wyjadacze typowo hollywoodzkich produkcji romantycznych mogą czuć się zawiedzeni natomiast fani dobrego kina dialogu powinni być usatysfakcjonowani. „Okrucieństwo..” jest bowiem filmem, którego siłą napędową są groteskowe teksty i tzw „odzywki”. W sumie nie sposób czegokolwiek zacytować, bowiem tekst wyrwany z kontekstu nie ma takiej „siły rażenia”. Chociaż jest jedna scena, która utkwiła mi w pamięci. Jeden z bohaterów drugo-planowych poniósł całkiem niecodzienną śmierć (swoją drogą scena tej śmierci to po prostu mistrzostwo – człowiek ginie a ja śmieje się w najlepsze) no i główni bohaterowie kombinują jak to zatuszować. W końcu jeden z nich wymyśla teorię i mówi „to proste, obudził się w nim kompleks własnego stylu życia i się zabił”.. Mało się nie popłakałem jak to usłyszałem.
     Doskonałe dialogi to również doskonali bohaterowie pierwszo i drugo-planowi. Niekwestionowaną gwiazdą „Okrucieństwa” jest George Clooney, który bezbłędnie wciela się w rolę Miles’a. Po raz kolejny udowadnia, że jest wszechstronnym i świetnym aktorem dorównującym całemu szumowi medialnemu, który cały czas wokół niego się kręci. Catherine Zeta-Jones w roli inteligentnej i przebiegłej sex bomby sprawdza się i nie ma na co narzekać jak również nie ma się czym zachwycać. Chociaż, jeśli chodzi o jej urodę, która jest wg mnie delikatnie laleczkowata to mimo wszystko muszę przyznać, że jest na czym oko zawiesić a w czerwieni to już „palce lizać” :P. W rolach drugo-planowych zobaczymy takie gwiazdy jak Billy Bob Thornton jako bogaty „nafciarz” czy Geoffrey Rush w roli faceta którego kobieta zdradziła a któremu Miles udowodnił, że to jego wina :P Poza tym na ekranie zobaczymy jeszcze detektywa „udupiarza” Gus’a Petch’a (Cedric the Entertainer) który swoją teorią „łapania za dupę” po prostu zwala z nóg.

     „Okrucieństwo nie do przyjęcia” jest filmem niezwykle lekkim, pogodnym, wesołym i, co najważniejsze, inteligentnym. Nie brakuje w nim ciekawej intrygi, doskonałych bohaterów/aktorów i dobrego, miejscami czarnego humoru. Polecam kupić/wypożyczyć i w sobotni wieczór na luzie obejrzeć.
Swoją drogą, muszę przyznać, że Bracia Coen odwalają naprawdę dobrą robotę i zaczynam rozumieć ludzi, którzy niecierpliwie wyczekują ich kolejnego filmu. Ja sam jestem ciekaw, czym mnie znów zaskoczą i mam nadzieję, że będzie to komedia. Póki, co poszperam w ich dotychczasowej filmografii, bo podejrzewam, że jest co nadrabiać.

::::::::::::::::: MOJA OCENA: 8-/10 - BARDZO DOBRY :::::::::::::::::


Kilka słów o wydaniu DVD
Szczerze mówiąc niewiele mogę powiedzieć, bo tym razem film nie był mój a z dodatków obejrzeliśmy tylko sceny niewykorzystane (których nie było dużo). Na pewno wśród dodatków znajduje się materiał za kulisami ale nie mam pojęcia czy z polskimi napisami i czy ów materiał jest ciekawy. W każdym razie chwali się, że wydanie DVD nie jest „gołe” :)


#6 Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.

7 stycznia 2009

ZWIASTUN: 9

1 [dodaj komentarz]
09.09.2009 odbędzie się światowa premiera animacji "9" w reżyserii Shane'a Ackera. Produkcję projektu nadzorują Tim Burton i rosyjski reżyser Timur Bekmambetov.
 Zapowiada się post apokaliptyczny mega-hit.

4 stycznia 2009

Amityville (2005 - dvd)

9 [dodaj komentarz]

     Film oparty na prawdziwej historii. 13 Listopada 1974 roku policja w hrabstwie Suffolk otrzymuje zawiadomienie o popełnionym morderstwie. Policjanci udają się na miejsce zbrodni (112 Ocean Avenue na Long Island) nie przypuszczając, że to, co zobaczą wstrząśnie całą Ameryką. Z 7 osobowej rodziny przeżył tylko Ronald DeFeo Jr. który jednak nie potrafił logicznie wytłumaczyć co się stało. Dopiero po czasie, gdy Ronald był jedynym podejrzanym w końcu przyznał się do zastrzelenia rodziców i czwórki rodzeństwa. Motyw? Ronald twierdził, ze do mordu zmusiły go głosy które słyszał w domu.. Sąd jednak nie dał wiary takiemu tłumaczeniu (kto by uwierzył?) i Ronald DeFeo za swoją zbrodnie do dzisiaj odsiaduje wyrok sześciokrotnego dożywocia. W rok po masakrze do feralnego domu wprowadziła się rodzina Lutzów. Nigdy nie wyjaśniono wydarzeń, które miały potem miejsce.. Wiadomo tylko, że 28 dni później ów rodzina porzuciła nowy, wymarzony dom zostawiając cały swój dobytek..
     Historia Amityville to wypisz wymaluj gotowy scenariusz na film. Pierwszy obraz inspirowany makabrycznymi wydarzaniem powstał już w 1979 roku i odniósł spektakularny sukces (z tego, co czytałem film ten jest w ścisłej czołówce światowych horrorów). Jednak wg. Hollywood’u temat nie został wyczerpany i tak powstało jeszcze kilka innych filmów m.in. „Amityville: Klątwa”, „Amityville: Drzwi do piekła”, „Amityville: Demon”, „Amityville: Opętanie” itp. itd. Film który miałem okazję zobaczyć to ostatnia tego typu produkcja pod całkiem oryginalnym tytułem „Amityville Horror”.

     Film opowiada o rodzinie Lutzów i ich 28 dniowym pobycie w domu DeFeo. Co się wtedy wydarzyło? Cóż, film oparty na faktach ale odpowiedź jest czysto teoretyczna (żeby nie powiedzieć wyssana z palca) bowiem w rzeczywistości w domu nie straszyło a Ronald był zwyczajnie psychiczny. Zresztą całkiem trafnie kwituje to filmowy George Lutz który układa krótką, zmyślną teorię „nie domy a ludzie zabijają” i tym samym, pomimo makabrycznej historii po okazyjnej cenie dom zostaje przez niego kupiony. Wkrótce potem rozpoczyna się seria niefortunnych zdarzeń..
     Nie od dziś wiadomo, że człowiek najbardziej boi się tego, czego nie widzi a co podpowiada wyobraźnia. W filmie „Amityville” zostały wykorzystane chyba wszystkie możliwe chwyty, aby ów wyobraźnie u widza pobudzić. W upiornym domu pojawiają się zatem dziwne cienie, głosy, szepty, jęki, skrzypienia i wszystko to, co może przyprawić o gęsią skórkę. Na domiar tego córka Lutzów twierdzi, że w domu mieszka mała i sympatyczna dziewczyna z dziurą w głowie a George ciągle odnosi wrażenie, że ktoś do niego mówi „zabij ich”..
Tak to mniej więcej w skrócie wygląda i muszę przyznać, że pierwsza połowa filmu strasznie mi się podobała. Film oglądałem ok. 2 w nocy na dvd wraz z dziewczyną i oboje trzymaliśmy w pogotowiu kołdrę coby w razie czego szybko się nią przykryć :P A momentów w których owa kołdra nie była potrzebna było naprawdę niewiele. Warto wspomnieć scenę w łazience, do której za potrzebą w środku nocy udaje się najmłodszy syn Lutzów. Wiadomo było, że coś się wydarzy, ale twórcy filmu przeciągnęli napięcie do granic możliwości. Czekałem w napięciu maksymalnie skupiony na ekranie i aż się do siebie uśmiechnąłem bowiem zdałem sobie sprawę, że zwyczajnie w świecie mam cykora :P Już myślałem, że zrobiono mnie w balona aż tu nagle! … Nie wiem, coś widziałem, ale potem świat przesłoniła mi kołdra i szepty „Kurde, wyłączmy ten film!” :P Jeżeli ktoś lubi budzić w sobie zdrowego cykora to ten film stwarza ku temu idealne warunki.
     Druga część filmu nie jest już straszna, co nie znaczy, że jest zła. Wszystkie tajemnice zaczynają się wyjaśniać, a główny bohater, czyli George Lutz powoli ulega głosom, przez co zaczynają go nachodzić mordercze myśli związane z jego rodziną. Innymi słowy, druga część to konkretny i trzymający w napięciu thriller, który swoją akcją nie ustępuje pierwszej połowie filmu. Swoją drogą, proporcje pomiędzy horrorem a thrillerem zostały wyważone idealnie. Nie można narzekać na brak strachu czy napięcia związanego z fabułą.

     Reasumując, film godny uwagi. Nie jest to arcydzieło, absolutnie nic nowego do gatunku nie wnosi, ale nie irytuje denną fabułą i głupimi dialogami (czy też rozhisteryzowanymi panienkami) a naprawdę straszy. Historia ciekawa, bardzo dobre i straszące efekty specjalne (również te dźwiękowe) + niezła muzyka Steve’a Jablonskego gwarantują solidną dawkę adrenaliny i strachu. I o to właśnie chodzi. Poza tym warto wspomnieć, że film jest nagrany w systemie DTS tak więc jeśli ktoś ma dobre kino domowe to polecam oglądać głośno i w nocy. Ja tak właśnie zrobiłem i chociaż po seansie strasznie chciało się nam pić to jednak nikt nie odważył się wyjść z wyrka i pójść do kuchni… :P

::::::::::::::::: MOJA OCENA: 8/10 - BARDZO DOBRY :::::::::::::::::


Kilka słów o wydaniu DVD
+ cena (od 9.90zł do 19.90zł)
+ ścieżka dźwiękowa w DTSie
+ zwiastuny innych filmów grozy
- brak jakichkolwiek dodatków (a przydałby się jakiś krótki film dokumentalny)


#5 Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.

1 stycznia 2009

Władca Pierścieni: Powrót Króla (2003 - kino, dvd)

6 [dodaj komentarz]

     W okresie 1954-55r. Tolkien miał nie lada problem. Po 17 latach pisania "Władcy Pierścieni" wydawca stwierdził, że jego dzieło jest.. za grube na jedno-tomową powieść. Obawiał się bowiem, że nikt nie sięgnie po książkę wielkości encyklopedii. Tolkien oczywiście nie mógł się z tym zgodzić ale po naciskach wydawcy nie miał wyboru i podzielił "Władcę Pierścieni" na trzy osobne tomy. Kilkadziesiąt lat później, tyle ile tomów, tyle też powstało filmów w reżyserii Petera Jacksona. Niestety, żadne kino nie wyświetlało całej trylogii jako jednego filmu tak więc obejrzenie wszystkich trzech części (tak jak przeczytanie jednym tchem wszystkich tomów) nie wchodziło w grę. Jedynym wyjściem był Enemef czyli ok 11 godzinny nocny Maraton Filmowy pt. "Władca Pierścieni" z przedpremierowym pokazem "Powrotu Króla". Jak tylko usłyszałem, że taki maraton się odbędzie wiedziałem, że nie mogę tego przegapić. I nie przegapiłem.. :) A teraz, po przydługim i niepotrzebnym wstępie mogę przejść do meritum :)


     Trzecia odsłona „Władka” to największa bitwa w dziejach Śródziemia jak również kinematografii. Sauron wysyła wielotysięczną armię na Minas Tirith, stolicę Gondoru aby zniszczyć największe miasto ludzi i rozpocząć koniec ery ludzi. Jednak na czele dobra stoi Biały Czarodziej – Gandalf i Aragorn, potomek Isildura i prawowity dziedzic korony Gondoru. Ostatnia część to również Frodo i Sam którzy docierają do Góry Przeznaczenia. Czy uda się zniszczyć Jedynego?
     "Powrót Króla" jest najbardziej widowiskową częścią „Władcy Pierścieni”. Niestety, jest to również odcinek który jest najmniej wierny książce. Przede wszystkim zaskakuje zupełny brak tak kluczowej postaci jak Saruman. Żadnej wzmianki a przecież jest to jedna z głównych postaci. Fakt, że został pokonany w „Dwóch Wieżach” nie powinien dyskwalifikować go w „Powrocie Króla” bowiem i w tej części odegrał niebagatelną rolę (kto czytał książkę ten wie :P) Co więcej, pominięto wiele innych ciekawych wątków które wg mnie w filmie być powinny. Choćby walka Gandalfa z Królem Czarnoksiężników czy rokowania Aragorna z wysłannikiem z Mordoru (w książce ten fragment wywołuje olbrzymi przypływ adrenaliny). Wszystkie te braki są co najmniej dziwne, bowiem Jackson serwuje chyba najdłuższe zakończenie filmu jakie do tej pory powstało a ja wolałbym kilka minut mniej na końcu by zobaczyć tak kluczowy dla historii wątek jak np. śmierć Sarumana. Szczerze mówiąc pod względem wierności książce, przez pryzmat poprzednich części "Powrót Króla" niestety dość mocno rozczarowuje.
     Drażni również ciągnący się wątek Froda. Owszem, jego męki są bezpośrednią konsekwencją noszenia Pierścienia i Jackson musiał to jakoś pokazać, jednak pomimo starań Elijah'a Wood'a irytowało mnie to jak ów bohater przeżywa psychiczne katusze. Wpływ Pierścienia można było przedstawić troszkę inaczej - np. w pierwszej części dało się słyszeć szept Pierścienia.. Dlaczego z tego zrezygnowano?
     Kolejną sprawą która jest co najmniej zastanawiająca to wspomniane już zakończenie filmu. Wielu twierdzi, że jest cukierkowate i ciągnie się jak przysłowiowy glut z nosa. Wg. mnie zakończenie jest po prostu na miarę całej trylogii - długie, wzruszające i genialne chociaż deczko inne niż w książce. Poza tym to jest finał filmowej trylogii której nakręcenie zajęło ładnych kilka lat (wliczając napisanie scenariusza itp) więc nie wyobrażam sobie 5 minutowego podsumowania prawie kilkunastogodzinnej trylogii. Mimo wszystko to długie i niebanalne zakończenie wg mnie powstało kosztem pominięcia np. wątku Sarumana.
     To tyle jeśli chodzi o marudzenie z mojej strony. Czas na garść zachwytów :) Efekty specjalne wyznaczają nowy standard prawdziwego widowiska. Miasto Minas Tiriith, stolicę Gondoru którą odkrywa przed nami Gandalf po prostu powala na kolana. Ujęcia z lotu ptaka a później zdjęcia bitwy w której biorą udział dwie wielotysięczne armie a nawet baśniowe Olifanty po prostu zachwycają (aczkolwiek scena w której Eowyna odcina głowę smokowi była przegięciem nawet dla fanów fantasy). Największą wg mnie rewelacją była Szeloba - ogromny, przerażający ale naprawdę realistyczny pająk który przerósł moje oczekiwania. Nie można pominąć doskonałej muzyki a co za tym idzie pieśni.. W książce jest ich bez liku ale w filmie, dopiero w "Powrocie Króla" usłyszymy dwie krótkie pieśni z ust Merrego a potem Aragorna. Właśnie, trzecia część "Władcy" to przede wszystkim postać Aragorna której metamorfoza dopełnia się i Aragorn zostaje królem. Wielkie brawa dla Viggo Mortensena który swoim aktorstwem delikatnie przyćmił resztę ekipy.

     „Powrót Króla” to dalej opowieść o takich wartościach jak miłość, przyjaźń, honor i poświęcenie. Film na pewno rozczaruje sporą część fanów Tolkiena ale nie zmienia to faktu, że jest to wspaniałe widowisko z dużą ilością różnorodnych bohaterów, doskonałymi efektami specjalnymi i bardzo dobrą muzyką. Peter Jackson spisał się i wszystkie nagrody jakie otrzymał są wg mnie zasłużone. Dzięki jego ekranizacjom mania Tolkiena rozprzestrzeniła się jeszcze bardziej i wiele osób sięgnęło po oryginał aby wgryźć się w historię Śródziemia. (i np. odpowiedzieć sobie na znienawidzone przez fanów pytanie: Dlaczego ludzie nie polecieli na Orłach aby zniszczyć Pierścień… :P )

::::::::::::::::: MOJA OCENA: 9/10 - REWELACJA :::::::::::::::::


Kilka słów o wydaniu DVD
Tak jak w przypadku „Drużyny Pierścienia” i „Dwóch Wież” wydanie „Powrotu Króla” zawiera 2 płyty DVD. W tym przypadku dodatków jest całkiem sporo (w porównaniu np. do wydania „Dwóch Wież”) bowiem jest dodatek odnośnie Minas Tirith i bitwy na Polach Pelennoru i są to materiały całkiem konkretne. Nie zabraknie również zwiastunów ale jest ich znacznie mniej niż w „Dwóch Wieżach”.


#4 Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.