26 lutego 2009

0 [dodaj komentarz]
          Nina (Natalie Portman) jest baleriną w jednym z najlepszych zespołów baletowych w Nowym Jorku. Przygotowuje się do głównej roli, królowej łabędzi w spektaklu Jezioro Łabędzie Czajkowskiego. Jednak wymarzona rola nie należy do najłatwiejszych - Nina musi grać zarówno słodkiego, delikatnego Białego Łabędzia, jak i mrocznego, uwodzicielskiego Czarnego Łabędzia. Z pierwszą rolą nie ma problemu, ale z drugą nie może sobie poradzić przez co jej udział w spektaklu zostaje zagrożony przez wyluzowaną (uwodzicielską) Lily (Mila Kunis).

          Na pierwszy rzut oka Czarny Łabędź zapowiada się jak filmidło z wypisz wymaluj typowo ‘taneczną’ historyjką o skromnej, ciężko pracującej tancerce, której całe życie zamyka się w ciężkich treningach czyli dążeniu do bycia one of the best. Wielbiciele tanecznych sportów (do których się nie zaliczam) na wieść o kolejnej tego typu produkcji z pewnością zacierają ręce, mnie natomiast ta tematyka kompletnie nie interesuje. Filmu nie wyczekiwałem i pewnie w ogóle bym go nie obejrzał (nawet trailera nie widziałem), gdyby nie reżyser Darren Afronofsky, którego nazwisko wyło mi w obliczu tak banalnego skryptu. Z pewnością wielu widzów było przekonanych, że Afronofsky ‘da czadu’ robiąc coś z niczego, dla mnie natomiast balet + twórca Requiem dla snu to tak jakby napisać Muminki w reżyserii Rolanda Emmericha :), po prostu jedno do drugiego nie pasuje. Nie mniej sympatia do reżysera, a także pozytywne opinie bloggerów sprawiły, że wylądowałem w kinie.
          A byłem w nim ponad dwa tygodnie temu i z perspektywy czasu mogę spokojnie powiedzieć, że gdyby tak ogołocić Czarnego Łabędzia z wizjonerstwa Afronofsky’ego to rzeczywiście wyszedłby z tego mało porywający przeciętniak. W filmie nie brakuje typowych kulis osiągania perfekcji w swoim fachu - ukazuje wielogodzinne treningi i związane z tym załamania psychiczno-fizyczne, ciągłą ostrą rywalizacje współzawodniczek no i oczywiście wiecznie niezadowolonego trenera, który do znudzenia powtarza “jeszcze raz” lub puste “poczuj to, wyraź to!”. Tego typu motywy były przerabiane z milion razy, są oklepane do bólu i do tego najczęściej (chociaż tak naprawdę mam na myśli “zawsze”) podawane w miłosno-bajkowej niewiele mającej wspólnego z rzeczywistością otoczce (chociaż, co ja tam mogę wiedzieć, w końcu nie oglądam tego typu filmów..:).
          Na szczęście w Czarnym Łabędziu pierwsze skrzypce gra nie do końca kolorowy świat Niny. Dziewczyna skromna, ale potwornie ambitna, przeraźliwie obowiązkowa i przesadnie wymagająca od siebie rzeczy niemożliwych. Zagrożenie utraty wymarzonej roli budzi w niej chorą obsesję osiągnięcia perfekcji i spełnienia pokładanych w niej oczekiwań, głównie tych wyznaczonych przez nią samą. Nie ułatwia jej tego nadopiekuńcza matka, rozczarowany trener, i Lily - mająca “cos” w sobie, przez co frapująca rywalka. Dążenie do perfekcji zamienia się w szaleństwo co Afronsky pokazuje bez żadnych ugrzecznień najczęściej stawiając widza face to face z obłędem Niny. Kamera nie odstępuje głównej bohaterki nawet na chwilę (w filmie nie ma ani jednego momentu bez genialnej Portman), podąża za nią omalże przylepiona do jej pleców, ale najczęściej pokazuje bohaterkę w bardzo dużym zbliżeniu. Chcąc nie chcąc, widz z każdą kolejną minutą wchodzi w świat młodej perfekcjonistki i zaczyna odczuwać na własnej skórze jej przytłaczającą presję. A Afronofsky, twórca dosadnego Requem dla snu, wie jak rzucić widzem o ścianę, aby zrozumiał co siedzi w głowie jego bohaterki - mix surrealizmu, dramatu, horroru i erotyki powoduje, że po, momentami drastycznej projekcji trudno ot tak wstać z fotela, wyjść z sali kinowej i zapytać się “no i jak, podobało się?”. Wrażenie z ostatnich 30 minut filmu, w których muzyka dudni na całego, kamera szaleje w tańcu wraz z Niną (coś niesamowitego), jest nie do opisania. Autentycznie przeżycie, odczuwanie, spełnienie a co za tym idzie, pełne identyfikowanie się z główną bohaterką. Muszę powiedzieć, że Czarny Łabędź to jeden z niewielu filmów, podczas którego na chwilę wyłączyłem się, zapomniałem, że siedzę w sali kinowej.
          Lubię zaczytywać się w przeróżnych ciekawostkach z filmu i dowiadywać się, że ściany były ze styropianu, że spluwy były gumowe, że czegoś tam wykorzystano w tysiącach itp., itd., ale dowiedzieć się, że aktorka przez rok, po 10 godzin dziennie trenowała i ogólnie przygotowywała się do roli zatyka. Natalie Portman błyszczy w każdej sekundzie, szczególnie wtedy, kiedy jest o włos od kamery i myślę, że to właśnie do niej powędruje złoty golas czyli Oscar. Muszę również wspomnieć o Mili Kunis, którą do tej pory znałem z Max Payen’a i Księgi Ocalenia (role raczej średnie) - bardzo pozytywne zaskoczenie.



          Muszę przyznać, że wgniotło mnie w fotel. Czarny Łabedź okazał się trochę takim spektakularnym, hipnotyzującym przerostem formy nad treścią. I mówię to bez cienia ironii czy rozczarowania, a z wielkim uznaniem. Afronsky znane wszystkim schematy pokazał od kulis prześwietlając psychikę Ninę na wszystkie możliwe sposoby. Oczywiście można przyczepić się naiwności, pretensjonalności, wyraźnych kontrastów na zasadzie czerń-biel, ale wg mnie to tylko ułatwia zżycie się z główną bohaterką i odczuwanie tego, czym dla niej był taniec. A ten został sfilmowany w niezwykły sposób. Warto zobaczyć, koniecznie w kinie.

18 lutego 2009

Requiem dla snu (2000 - dvd)

9 [dodaj komentarz]

     Requiem dla snu miał być pierwszym filmem opisanym na tym blogu. Kilkukrotnie zbierałem się z przelaniem myśli na monitor, ale przy każdej próbie opisania dzieła Darren'a Aronofsky'ego okazywało się, że nie jest to takie proste… Dlaczego? Requiem dla snu jest obrazem prostym, lecz niebywale szokującym. Wpływa na psychikę i w żadnym wypadku nie pozostawia widza obojętnym na to, co dzieje się na ekranie. Myślę, że każdy, kto widział ten film doznał takiej solidnej terapii szokowej, po której trudno się otrząsnąć..
     Fabuła filmu opowiada o losach czterech osób zmagających się z nałogami życia codziennego. Samotna staruszka Sara Goldfarb, jej syn Harry Goldfarb, jego dziewczyna Marion Silver i ich przyjaciel Tyrone C. Love. Każde z nich ma swoje marzenia i pragnienia - ubrać sukienkę sprzed lat, rozkręcić własny biznes czy być bogatym i niezależnym. Przez nieświadomość i własną głupotę przy realizacji swoich celów popadają w uzależnienie od tabletek na odchudzanie (Sara), narkotyków (Harry, Marion, Tyrone) i przez iluzję życia idealnego staczają się na samo dno.



     Darren Aronofsky nie bawi się w skomplikowaną intrygę i bez zbędnego moralizowania za pomocą pewnych przejaskrawień, ironii a także obrazu i muzyki pokazuje brutalną prawdę o uzależnieniach nękających zwykłych ludzi. W Requiem są to tabletki i narkotyki, ale równie dobrze może być to alkohol, seks, miłość, pieniądze i inne, z pozoru mniej szkodliwe, ale dalej niebezpieczeństwa. Wykorzystując jednak najpopularniejsze formy uzależnienia, Aronofsky obrazuje i przedstawia głównego bohatera, jakim jest nałóg a przy okazji nie pozostawia złudzeń co do samych narkotyków.
Requiem dla snu w szokująco dosłowny sposób pokazuje, że nałóg jest chorobą, która atakuje powoli, ale skutecznie. Tworzy iluzję, której mimowolnie człowiek poddaje się, wierzy w nią, nie zwracając uwagi na otaczającą go rzeczywistość, w której powoli psychicznie jak i fizycznie sięga dna. Requiem przedstawia uzależnienie w skrajnie odrażający sposób, co nie zmienia faktu, że nałóg, jakikolwiek by on nie był, nigdy nie prowadzi do niczego dobrego. Slogan filmu „Wszyscy jesteśmy narkomanami – różne są tylko uzależnienia” jest wg mnie niezwykle celny a filmowi bohaterowie podkreślają, że nie ma znaczenia czy człowiek jest zły, dobry, starszy czy młodszy – dla każdego jest to ta sama wyniszczająca ścieżka. Co więcej, wizja ta nie pozostawia złudzeń - na końcu tej ścieżki jest tylko horror wywołany zderzeniem z rzeczywistością, która zwykle okazuje się odwrotna do wcześniejszej iluzji.
Poza pokazaniem konsekwencji nałogu Requiem dla snu daje również do myślenia, jak łatwo popaść w uzależnienie w życiu codziennym. W filmie został wykorzystany motyw telewizora i na myśl przychodzą mi np. reklamy, które są wręcz pomocną dłonią wszelakich uzależnień. Wg mnie mają wywołać strach a co za tym idzie potrzebę u widza. Bierz witaminy – będziesz zdrowy. Ubezpiecz się – będziesz bezpieczny. Dodaj kostkę bulionu – potrawa będzie wspaniała, itp. itd. etc. Wszystko jest na zasadzie: zaufaj nam i nie posługuj się własnym rozumem. A potem jest już tzw. reakcja łańcuchowa i tak, z pozoru błahe nawyki mogą doprowadzić do mniej lub bardziej nieciekawego finału. To oczywiście tylko moje spostrzeżenie, nie każdy musi się z tym zgodzić, (bo co może reklama) jednak jak oglądam pewne spoty w przerwach to aż się we mnie buzuje..
     By wzmocnić przekaz i emocje Aronofsky oszczędza na fabule, oszczędza na dialogach natomiast korzysta z niezwykle sugestywnego i agresywnego obrazu. Praca kamer w tym filmie ma niebagatelne znaczenie. Nowatorskie ujęcia, ekran dzielony na dwa, obraz „przyczepiony” do twarzy aktora, zwolnienia, ‘haczenia’ obrazu czy np. doskonałe przerywniki w momencie, w którym bohaterowie zażywają tabletki/narkotyki. Obraz filmu uzupełnia doskonała muzyka. Nie sądzę, aby znalazł się ktoś, kto nie słyszał motywu z Requiem dla snu, bowiem był powielany i wykorzystywany niezliczoną ilość razy. Jest to muzyka mocno niepokojąca, miejscami straszna i psychodeliczna. Razem z obrazem filmu daje to efekt po prostu wstrząsający. Emocje, jakie towarzyszą po filmie są raczej nie do opisania. Tak, jakby ktoś stał przede mną, trzymał mnie za ramiona i trząsł krzycząc „obudź się!”.
     Warto wspomnieć o aktorach. Niekwestionowaną gwiazdą filmu jest nominowana do Oscara Ellen Burstyn w roli Sary Goldfarb. Wg mnie zagrała kapitalnie i najlepiej z całej obsady. Jej postać jest naturalna, bardzo przejmująca i wzbudzająca największe emocje. Rozmowa z odwiedzającym ją synem i późniejsze sceny, w których jest już pod wpływem tabletek to absolutne mistrzostwo. Pozostają jeszcze inni aktorzy, którzy również spisali się bardzo dobrze. Jared Leto (Harry Goldfarb), Marlon Wayans (Tyrone C. Love) i Jennifer Connelly w roli Marion Silver, która z całej trójki podobała mi się najbardziej.



     Film Requiem dla snu to nic miłego, bo emocje jakich doświadcza widz są skrajnie pesymistyczne i dołujące a montaż filmu jest miejscami obrzydliwy i straszny (w sensie przekazu). Jest to produkcja niewątpliwie mocna, ciężka i nie dla każdego. Po obejrzeniu filmu i doświadczeniu go, człowiek nie chce już do niego wracać, a zapomnieć nie może. Mimo wszystko jest to film obowiązkowy, bowiem jest genialny w swojej prostocie i przede wszystkim ponadczasowy. Żadna inna produkcja nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak film Darren’a Aronofsky’ego.

Swoją drogą naprawdę długo zbierałem się, aby o nim napisać. Mam nadzieję, że nie wyszedł z tego bełkot, bo jest to film naprawdę wyjątkowy i liczę na to, że osoby, które go jeszcze nie widziały skuszą się, aby ów produkcję zobaczyć (i może opiszą tutaj swoje wrażenia.. :) )

::::::::::::::::: MOJA OCENA: 10/10 - PONADCZASOWY :::::::::::::::::


Kilka słów o wydaniu DVD
CENA: od 29zł
format obrazu: 16:9
dźwięk: 5.1 (DD) lektor i napisy
Posiadam wydanie DVD, które było dodawane bezpłatnie do magazynu „FILM”. Pozbawione jakichkolwiek dodatków.


#12 Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.

15 lutego 2009

Hellboy (2004 - dvd)

10 [dodaj komentarz]

     Film rozpoczyna się w 1944 roku pod koniec II Wojny Światowej. By przechylić szalę zwycięstwa naziści decydują się na desperacki krok i przy pomocy czarnej magii próbują sprowadzić z piekła Siedem Bogów Chaosu. Wrota zostają otwarte, ale w ostatnim momencie pojawiają się alianci, przez co piekielny plan idzie w diabły :) Jednak zaraz po akcji amerykanów okazuje się, że przez wrota zdołał przedostać się mały, czerwony ‘potworek’, który przez żołnierzy zostaje nazwany Hellboy. 40 lat później, Hellboy alias: ‘czerwony’, jako honorowy członek ściśle tajnego Biura Badań Paranormalnych i Obrony musi stawić czoła ludziom, którzy powołali go do życia..

     Hellboy jest ekranizacją ponoć jednego z najlepszych komiksów ostatnich lat a mimo wszystko przeszedł przez nasze kina bez większego echa. Być może wynika to z faktu, że u nas ogólnie komiksy nie cieszą się specjalnym zainteresowaniem a sam film może wydawać się bajką dla nastolatków. Szczerze mówiąc z takim właśnie nastawieniem zabrałem się za film. Efekt? Na moim biurku leży już pierwsza część komiksu „Nasienie zniszczenia” :)
     Trudno mi odnieść się do pierwowzoru literackiego (bo jeszcze nie znam go za dobrze) ale podejrzewam, że poza tytułem wiele wspólnego z nim nie ma. Filmowa historia Hellboy’a jest bowiem ciekawa ale nieskomplikowana i nie trzeba znać oryginału aby dostrzec mocne uproszczenie (tak to już z tymi ekranizacji jest). Mi to jednak nie przeszkadzało, bo nie spodziewałem się wielowątkowej akcji a ciekawi bohaterowie i niezły klimat przyjemnie mnie zaskoczyły.
     Główną gwiazdą jest tytułowy Hellboy (Ron Perlman) – wielki, czerwony, napakowany jegomość z kamienną ręką i spiłowanymi rogami na czole. Pewnie to kwestia gustu, ale wg mnie wygląda trochę jak taki przerośnięty burak.. :) W sumie jego wygląd jest mało przyjazny, ale z drugiej strony (paradoksalnie) jak na demona z piekła rodem jest całkiem sympatyczny. A na pewno ma poczucie humoru, bowiem ze wszystkiego drwi, ironizuje i nawet najbardziej paskudnemu i niebezpiecznemu wrogowi potrafi solidnie.. przygadać (przywalić oczywiście też). Co więcej, w Hellboy’u płynie piekielna krew, jego przeznaczeniem jest doprowadzić ludzkość do zagłady, ale biedak nie jest w stanie oprzeć się ludzkim pokusom („pamiętaj, z kim się zadajesz, takim się stajesz”) takim jak miłość czy potrzeba przebywania wśród ludzi. Wynikają z tego oczywiście same problemy i niezły ubaw, bo zakochany ‘czerwony’ regularnie ucieka z biura, śledzi swoją wybrankę, w adoratorów rzuca małymi kamieniami a o sprawach damsko-męskich rozmawia przy mleku i ciasteczkach z napotkanym, obcym dzieckiem. Żeby było ciekawiej wybranka Hellboy’a, Liz (Selma Blair) przebywa w szpitalu psychiatrycznym, bo jest pirokinetyczką - wystarczy ją wkurzyć by wszystko wokół niej poszło z dymem. A Hellboy oczywiście ma wybitne zdolności do wkurzania ludzi.. :) Wśród ciekawych bohaterów jest jeszcze przyjaciel Hellboy’a Abe Sapien (Doug Jones), Istota poruszająca się jak człowiek, żyjąca w środowisku wodnym (przypomina rybę) z melodyjnym głosem i zdolnościami telekinetycznymi. Przyznam, że cała paczka jest dość niezwykła i trudno stwierdzić, czy jest to już SF czy może jeszcze Fantasy.
     Bohaterów dopełnia doskonała charakteryzacja. Tyczy się to głównie Hellboy’a i Abe bo Liz jest normalnym, tylko trochę rozgrzanym człowiekiem. Hellboy wygląda.. hmm… egzotycznie. Duży, nieproporcjonalny, brzydki, źle ubrany, z cygarem w paszczy. Od razu wzbudza sympatię, ale z drugiej strony przez cały film widać w nim groźnego, bezwzględnego demona, który w każdej chwili może (i nikt mu w tym nie przeszkodzi) podążyć swoją drogą przeznaczenia. Abe wygląda kosmicznie. Niebieska cera, olbrzymie oczy, skrzela, błony pomiędzy palcami i niewiarygodna gibkość. Obleśny, ale cholernie sympatyczny typ :)
     Film tej klasy i tego gatunku nie obędzie się bez efektów audio-wizualnych i akcji. Jeśli chodzi o audio to trudno do czegokolwiek się przyczepić (niezły soundtrack!) natomiast, jeśli chodzi o efekty specjalne to jest już nieznacznie gorzej. Sporo ujęć powstało przy wykorzystaniu cyfrowych dublerów i to niestety widać. Zarówno w ich fizyce jak i wyglądzie. Nawet przy mocno dynamicznych ujęciach spokojnie można odróżnić aktora od jego cyfrowego odpowiednika. Szczerze mówiąc, jak na obecne czasy i produkcje hollywoodzką jest to trochę dziwne. Natomiast scenografia (np. wnętrza tajnego biura robią wrażenie) i zdjęcia nie zawodzą. Realne miasto wraz z mieszkańcami idą w parze z nierealnymi postaciami, co daje mroczny klimat z przymrożeniem oka.



     Hellboy jest kolejny dynamicznym filmem o walce dobra ze złem i o miłości dzięki której można przeskoczyć każdą kłodę rzuconą przez życie. Pomimo miejscami kiepskich efektów specjalnych muszę przyznać, że film jest naprawdę dobry i wciągający. Ciekawe postacie, dużo czarnego humoru i niezły klimat dają gwarancję 2 godzinnej dobrej zabawy. Wydanych pieniędzy na DVD nie żałuje – podobało mi się i polecam obejrzeć w wolnej chwili.

::::::::::::::::: MOJA OCENA: 7/10 - DOBRY :::::::::::::::::


Kilka słów o wydaniu DVD (niezłe)
CENA: od 39.90 (ja zapłaciłem 62zł za wydanie kolekcjonerskie zawierające obie części)
format obrazu: 16:9
dźwięk: 5.1 (DD) + polskie napisy
+ „The Right Hand of Doom” Set Visits
Doskonały 20 minutowy dodatek pokazujący pracę całej ekipy przy poszczególnych scenach. Żadnych komentarzy, żadnych przechwałek typu „my to zrobiliśmy po raz pierwszy”, „nikt przed nami tego nie próbował”. Jest to pełne 20minut z planu bez żadnego montażu – niewiarygodne ile ludzi, ile kamer i ile kabli wykorzystywanych jest w jednym 30 sekundowym ujęciu. Poza tym, zupełnie inaczej odbiera się grę aktora, gdy jest to pokazane ot tak na surowo – warto zobaczyć!
+ komentarze audio twórców i aktorów
+ ilustracje Mike’a Mignoli
+ From The Den Hellboy Recomends – animowane krótkometrażówki Geralda McBoinga
+ storyboardy
+ DVD-ROM – notatnik reżysera, scenariusz
- menu dvd w języku angielskim
- wszystkie dodatki bez polskich napisów


#11 Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.

8 lutego 2009

Madagaskar 2 (2008 - kino)

7 [dodaj komentarz]

"Jak na takie ciało, jeden raz to za mało!"
     Zwariowany, nieprzewidywalny, oryginalny, pełen wybornego humoru z doskonałymi postaciami pierwszo i drugo planowymi. Taki był Madagaskar – animacja numer 1. Po niespełna 4 latach oczekiwania w końcu doczekaliśmy się kontynuacji. Czy Madagaskar 2 jest tak dobry jak część pierwsza?

"Linie lotnicze PINGWIN polecają się na przyszłość"
     Bohaterowie nowojorskiego ZOO powracają! Lew Alex z przyjaciółmi, paczka Pingwinów i małpy postanawiają wrócić do ZOO w Central Parku. W tym celu szalone Pingiwiny z wojskową precyzją naprawiają stary i zdezelowany samolot ‘człowieków’, montują go na gigantycznej procy tym samym uruchamiając linie lotnicze „Pingwin”. Wraz ze zwierzakami w podróż wybiera się osobiście samozwańczy król Julian i jego podwładny, Moris. Cała ekipa pakuje się do samolotu, który cudem wzbija się w powietrze. Po jakimś czasie z intercomu słychać komunikat od pingwinów: „Uwaga! Będzie mówił kapitan, czyli ja. Mam dobra i złą wiadomość. Dobra jest taka, że zaraz lądujemy. A zła... że awaryjnie”. Samolot rozbija się na bezkresnych, dzikich równinach Afryki..



"Chodźmy prędko, zanim dotrze do nas, że to nie ma sensu"
     Przyznam, że czekałem na ten film. Wiązałem z nim duże nadzieje, bo po flagowych produkcjach roku 2008, czyli „Kung Fu Panda” i „Wall.E” czułem wielki niedosyt. Madagaskar 2 miał mnie ponownie zachwycić i po raz kolejny udowodnić, że można zrobić mądrą, pełną humoru bajkę dla młodszych i starszych. Czy druga część „dała radę”? Cóż, Madagaskar 2 nie jest zły, ale niestety w dużym stopniu jest typowym przykładem kontynuacji, która nie dorasta do pięt części pierwszej.
Przede wszystkim rozczarowała mnie fabuła, która w pierwszej części była oryginalna a co za tym idzie nieprzewidywalna (co ciekawe, nie zawierała w sobie żadnego złego bohatera a tym samym nie mówiła o oklepanej walce dobra ze złem). Bohaterowie i zdarzenia składające się na ów fabułę nadawały filmowi tempo, dynamikę i przede wszystkim humor od pierwszej do ostatniej minuty. Natomiast Madagaskar 2 przynosi zupełnie niepotrzebne zmiany/nowości, bowiem z szalonej, dynamicznej komedii zrobiła się ckliwa, wzruszająca i moralistyczna bajka. Nie rozumiem, dlaczego zrezygnowano z odjazdowej i jedynej w swojej rodzaju konwencji przyjętej w Madagaskarze a w kontynuacji przyjęto tą, która występuje w każdej innej bajce.. Prym wiodą wątki, w których trzeba się wzruszyć, otrzeć łezkę, posmutnieć a np. odjazdowy wątek podrywania Moto Moto kończy się szybciej niż zaczyna.. Szkoda gadać, myślałem że będzie z tego niezły cyrk.

"Moris, oni mnie uwielbiają!"
     Zaraz po fabule zawodzą główni bohaterowie, którzy są kompletnie nie śmieszni. Zwłaszcza Lew Alex, który jest nudny, zupełnie bezbarwny i pozbawiony dobrych tekstów (w przeca w pierwszej części był gwiazdą!). Zebra Marty to samo. Trochę lepiej jest z Glorią która kręci z Moto Moto (choć jak już wspomniałem później ten wątek też zawodzi) a na tle całej paczki najlepiej wypada pogięty Melman który w tej części ponownie zamierza umrzeć :P Pozostają jeszcze postacie drugo planowe która dzielą się na dwie grupy: nowi i starzy. Ci nowi, czyli rodzinka Alexa, Moto Moto, czy zły i schematyczny do granic możliwości Makunga po prostu są. I ot w sumie tyle. No dobra, pojawiają się jeszcze ludzie z nieobliczalną staruszką na czele, ale ten wątek jest wg mnie co najmniej kontrowersyjny. Walka na pięści, w której Alex okłada staruszkę po głowie (chociaż i tak przegrywa) czy pingwiny które kradną samochód, potem czołowo uderzają nim w biedną babcie i same siebie pytają: „zabiliśmy ją?”, „chyba nie” i ponownie rozjeżdżają ją samochodem pozwolę sobie pominąć wymownym milczeniem.. Starzy drugoplanowcy to przede wszystkim samozwańczy król Julian, Pingiwny i małpy (kolejność nie przypadkowa). I to jest najmocniejszy, ocierający się o geniusz atut całego filmu. Słuchając ich tekstów, oglądając ich wyczyny czułem ducha pierwszej części Madagaskaru! Kapitalne teksty, śmiech do łez – po prostu jeden wielki, odjazdowy wypas :) Aż było żal, kiedy na ekran powracali główni bohaterowie ze swoimi problemami i znów trzeba było czekać kolejne minuty by zobaczyć gagi w wykonaniu Juliana. W sumie w tej części drugoplanowcy mieli znaczenie więcej do powiedzenia ale i tak szkoda, że ich wątków było tak mało.

"Ty dupogryzie!"
     Przy opisywaniu pierwszej części wspominałem doskonały, polski dubbing. W Madagaskar 2 już tak nie powala. Prawdopodobnie jest to wynikiem tego, że ogólnie druga część jest słabsza i główni bohaterowie nie śmieszą, więc siłą rzeczy dubbing filmu nie jest w stanie go uratować. Chociaż król Julian czyli Jarosław Boberek to absolutne mistrzostwo. Jego głos, akcent (scena, w której Julian mówi o kobietach) nie mają sobie równych i jest to chyba najlepszy podkład w historii polskiego dubbingu. Rewelacja.

"W sytuacji przymusowego wodowania najpierw zakładamy kamizelkę a potem mamy prze...ane"
     O technicznej stronie nie będę się rozpisywał, bo każda nowa animacja jest niezwykle dopieszczona i ładna. Warto tylko wspomnieć, że dalej jest to mocno przerysowana kreskówka aczkolwiek typowych, kreskówkowych gagów jest znacznie mniej aniżeli w części pierwszej. Podobnie jest z muzyką, która jest równie dobra, ale i tutaj są braki, bowiem przede wszystkim brakuje piosenki przewodniej. Odświeżono nieznacznie „Wyginam śmiało ciało” i ot tyle.



"Nie patrz laleczko! Finał może być mroczny"
     Madagaskar 2 jest jak Shrek 2 czy Epoka Lodowcowa 2. Fajne, ładne, można się pośmiać, ale to nie to samo, co część pierwsza. Film zawodzi przewidywalną, schematyczną fabułą a także głównymi bohaterami, którzy ogólnie są nijacy a ich gagi naciągane i nie śmieszne. Z drugiej strony nie brakuje świetnych postaci drugoplanowych i ich doskonałych tekstów ratujących cały film. Z kina wyszedłem rozczarowany, ale nie zmienia to faktu, że od czasów pierwszej części Madagaskaru większego ubawu nie miałem. W porównaniu do części pierwszej ocena 6/10. W porównaniu do konkurencji (np. Kung Fu Panda):

::::::::::::::::: MOJA OCENA: 7/10 - DOBRY :::::::::::::::::




#10 Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.

3 lutego 2009

Madagaskar (2005 - dvd)

6 [dodaj komentarz]

"Uwaga! Będę przemawiał! Idziemy powitać dziwolągi!"
     Tysiące fanów, życie w luksusie i zero stresów. Alex (lew), Marty (zebra), Melman (żyrafa) i Gloria (hipopotam) oraz pingwiny całe życie spędzili, jako gwiazdy nowojorskiego ZOO. Pewnego wieczoru ciekawski Marty ucieka z ZOO, aby poznać smak wolności. Jego przyjaciele, zastanawiając się „po co opuszczać nowojorski raj" pędzą za Martym, aby sprowadzić go do domu. Niestety, w Nowym Jorku "dzikie zwierzęta" na ulicy nie mogą czuć się bezpiecznie i cała czwórka zostaje obezwładniona przez niepozorną staruszkę. Decyzja władz (zupełnie niezrozumiała dla bohaterów) jest następująca: wypuścić na wolność. Tym samym trafiają na statek płynący do Afryki, który podczas rejsu zostaje przejęty przez pingwiny... a Alex, Marty, Melman i Gloria bez swoich zwierzęcych instynktów trafiają do kompletnej dziczy. Na Madagaskar.

Jest to jedyny polski zwiastun w którym brakuje kinowego polskiego dubbingu...


"Pierwszy ich polubiłem, jeszcze zanim przyszli to ich lubiłem. Przyszli - polubiłem ich! Tak jak ja ich lubię to ich nikt nie lubi!"
     Nawet Shrek musi pochylić czoła przed bohaterami Madagaskaru, bowiem wszystkie postacie, pierwszo i drugoplanowe po prostu wymiatają. Główna czwórka od pierwszej chwili zyskuje sympatię widza. Alex to kociak o lwich korzeniach u którego można podejrzewać psychoruchowe ADHD :P Marty (zebra) to marzyciel, prawdziwy przyjaciel i optymista który nie wie czy jest czarny w białe paski czy może na odwrót. Natomiast Melman to hipochondryczna, pogięta i kanciasta żyrafa a Gloria (hipopotamica) to kobieta czyli tzw. przebłysk inteligencji całej czwórki :P Razem tworzą iście zwariowaną paczkę ale nie tylko oni rozśmieszają widza. Są jeszcze kapitalne, zorganizowane pingwiny, małpy no i Lemury z samozwańczym królem Julianem na czele.

"To są olbrzymy, straszne olbrzymy, ze straszliwego Wąchocka"
     Madagaskar jest szalony, zwariowany, nieobliczalny a przez to naładowany tonami pozytywnej energii. Jest to jeden z nielicznych przypadków, w którym siłą jest przede wszystkim humor. Co ważne, humor ów nie polega tylko i wyłącznie na niezdarności bohaterów (choć te nie mają sobie równych, np. gdy Alex próbuje uwolnić Melmana ze skrzyni) ale także (i dzięki bogu) na tekstach. Ilość odzywek i świetnych tekstów występujących w dialogach nie sposób zliczyć. "Normalnie kraj, że raj. Masz stek to daj. Poza tym aaajj baajjj, jednym słowem pełen haaajj" :P W zasadzie cały film można cytować i cytować bo w każdej minucie pojawia się jakiś słowny majstersztyk. Rewelacja! To trzeba zobaczyć i usłyszeć, bo nie da się tego obrazowo opisać. Film jest absolutnie uniwersalny, każdy znajdzie coś dla siebie i na pewno nie raz oczy zwilgotnieją ze śmiechu.

"Lodzio miodzio, panowie! Lodzio miodzio!"
     Całość podana w konwencji kreskówki rodem z CartonNetwork. Tzn. postacie oczywiście przypominają zwierzęta, ale ich ruchy są zupełnie nienaturalne, przerysowane, szybkie, "pogięte”, ale dynamiczne i, co najważniejsze, śmieszne. Skojarzenia np. z kreskówką "Tom i Jerry" całkiem zasadne. I szczerze mówiąc taka „Kung Fu Panda” może się co najwyżej schować. Poza tym, wygląd postaci także jest ala kreskówka.. Np. Melman - wysoka, kanciasta żyrafa połamana/pogięta w kilku miejscach na szyi. Wystarczy wspomnieć skrzynię, w której Melman leży na głowie a nogi zwisają mu z góry..:P W niektórych ujęciach tą swoją całą gestykulacją i długimi odnóżami przypominał mi Obcego :P Melmanowi nie ustępuje Alex który ciągle na coś wpada, przewraca się albo dostaje po głowie i w tej całej swojej fajtłapawości jest po prostu rozbrajający. Poza tym kapitalne pingwiny które udają znajomość sztuk walki czy król Julian który podczas przemowy w samolocie trzyma w ręku trupią rękę człowieka normalnie gestykulującą jak żywa :P A pod koniec filmu Julin tańczy robo taniec („roobimyy performance! Je-stem ro-bo kró-lem i w o-gó-le”) Absurd goni absurd ale przyjęta konwencja filmu po prostu na to pozawala. Do Madagaskaru bardziej pasuje określenie "kreskówka 3D" aniżeli "bajka 3D" (choć to bajka oczywiście jest).

"Ty, parzystokopytny, szprechenzi po ludzku?”
     To, że jesteśmy dobrzy w dubbingu wie każdy. Ale wg mnie Madagaskar jest najlepiej zdubbingowanym filmem animowanym. Tekst został idealnie dopasowany do naszych, polskich warunków (choćby dobrze wszystkim znana piosenka „Wyginam śmiało ciało”. W rosyjskim dubingu pozostał oryginał czyli „I Like to Move It, Move It” a my mamy swoją, znacznie lepszą wersję ) i nie ma tu ani jednego irytującego głosu. Wszyscy pokazali pełną klasę, począwszy od zaskakująco dobrego Artura Żmijewskiego (Alex), przez Piotra Adamczyka (Melman) po wybitnego Jarosława Boberka który użyczył swojego głosu Julianowi. Oryginalne głosy mogą się schować.



„Jak taki z niego król to gdzie ma koronę? Ja jestem królem to mam, a jakbym nie miał to bym nie był. Ale jestem, ponieważ ją mam. Na głowie ją mam. Mam ją, prawda??”
     Niezwykle śmieszny, zwariowany a przy tym ciepły film o przyjaźni i rodzinie, dzięki której niezależnie od tego gdzie człowieka los poniesie zawsze jest w domu. Warto wspomnieć, że w Madagaskarze brak typowych przestojów na morały i życiowe rady/porady (co jest obecnie domeną każdej nowe animacji) bo główny nacisk został położony na zabawę i rozrywkę. Nie ma tu miejsca na nudę, na ziewanie, bo prosty, ale jakże skuteczny humor w każdej minucie bawi do łez. Szkoda tylko, że film trwa zaledwie 80min.. Nie zmienia to jednak faktu, że Madagaskar jest animacją numer 1. POLECAM!

::::::::::::::::: MOJA OCENA: 9/10 - REWELACYJNY :::::::::::::::::


Kilka słów o wydaniu DVD (bardzo dobre)
CENA: od 29,90
rozdzielczość filmu: 16:9
dźwięk: 5.1 (DD) polski dubbing
+ wydanie w pełni spolonizowane (menu itp)
+ wszystkie dodatki z polskimi napisami a niektóre z dubbingiem
DODATKI:
+ Pingwiny Madagaskaru – Misja świąteczna
Zdecydowanie najlepszy dodatek z całej płyty, bowiem jest to 10minutowy film, w którym drugoplanowe gwiazdy, czyli pingwiny dają popis swoich możliwości. Jeden z czwórki czarno białych wybywa na miasto i dostaje się w łapy niepozornej i niebezpiecznej staruszki. Reszta pingwinów nie czekając długo rzuca się w pogoń za przyjacielem w sam środek miasta nie spodziewając się, że czeka ich spotkanie z wściekłym (i genialnym) pudlem.
Dodatek w pełni zdubbingowany i wręcz doskonały. To co wyrabiają pingwiny to po prostu mistrzostwo – warto dla nich kupić DVD :P
+ Szalone wpadki
Materiał o teoretycznych wpadkach na cyfrowym planie. Na 99% wyreżyserowane (uciekające oczy itp.) i szczerze mówiąc średnio śmieszne.
+ Poznaj dziką obsadę
Bardzo fajny dodatek przedstawiający całą, oryginalną obsadę filmu. Krótkie wywiady m.in. z Ben’em, Stiller’em, Jada Pinkett Smith, Chris’e. Rock’iem a także migawki z nagrań dubbingu.
+ Za skrzyniami
Czyli innymi słowy obszerny i ciekawy materiał pt. „za kulisami”. Wywiady z aktorami, twórcami i producentami a także analiza różnych aspektów filmu np. bohaterów, miejsc itp.
+ Techniczna strona Madagaskaru
Czyli wszystko o technicznych sprawach produkcji animacji. Wywiady z animatorami, grafikami i artystami a wszystko to doprawione migawkami z pracy całej ekipy. Oczywiście nie zabraknie drobnych przechwałek, że DreamWorks ma najlepsze studio do produkowania filmów animowanych.
+ Zaczarowana wyspa
Fabularny film dokumentalny o wyspie Madagaskar.
+ Zwiastuny
Shrek 2, Rybki z ferajny
+ Galeria
Obszerna galeria podzielona na 3 kategorię (Nowy Jork, Statek, Madagaskar) pokazująca ile ciężkiej pracy włożono w stworzenie filmu.
+ DreamWorks KIDS
Czyli wideoklip do piosenki „I Like to Move It, Move It” („Wyginam śmiało ciało”) a także gry i zabawy na ekranie telewizora. Szczerze mówiąc nie przepadam za tego typu dodatkami (gry) ale wśród 6 gier jest jedna fajna (o ile można nazwać to grą). Polega ona na tym, że wybieramy dowolną postać z filmu a lektor opowiada i pokazuje jak w prosty sposób daną postać narysować na kartce papieru. Sympatyczne :)
+ DVD-ROM
Czyli dodatki które można przeglądać tylko i wyłącznie na komputerze. A są to wszelaki pocztówki, kolorowanki, plakaty, kalendarze, motywy na t-shirty, ramki , puzzle itp. zapisane w formacie PDF gotowe do wydruku.


#9 Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.