31 maja 2009

Jaja w tropikach (2008 - kino)

7 [dodaj komentarz]

     „Jaja w tropikach” to historia grupy aktorów, zaangażowanych w produkcje filmu mającego być najlepszym w historii kina filmem wojennym. Jednak rosnące w zastraszającym tempie koszty oraz kaprysy gwiazdorów grożą wstrzymaniem produkcji. Sfrustrowany reżyser chwyta się więc ostatniej deski ratunku - wysyła ekipę filmową w dzikie tereny południowo-wschodniej Azji, by film zyskał realizm partyzanckich podchodów. Aktorzy muszą sobie poradzić bez asystentów, pomocników a nawet telefonów komórkowych. Ale nikt nie przewidział, że ekipa zetknie się z lokalną bandą handlarzy narkotyków.

Kliknij w "PLAY" a potem w "HQ" aby oglądać w lepszej jakości


     Film rozpoczyna się fragmentem nieudolnie produkowanej mega produkcji, czyli od wojennej sekwencji (po całkiem zaskakujących trailerach..), która w jednej chwili położyła mnie na łopatki, a już po ok. 5min ryczałem ze śmiechu. Technicznie megaprodukcja wygląda bardzo realistycznie, bowiem z rozmachem współczesnego kina wojennego widzimy obraz strzelanin, spadających helikopterów, krwi i flaków, który dodatkowo uzupełnia bardzo dobra, klimatyczna muzyka. I wszystko byłoby cacy gdyby nie ta fatalna ekipa + egocentryczni aktorzy. Scena, w której Robert Downey Jr. roni łzy nad umierającym Benem Stillerem, po prostu miażdży. Film jest zwariowany, szalony, nawiązujący do takich hitów jak Pluton, Czas Apokalipsy, Łowca jeleni, Szeregowiec Rayan czy Forest Gump, a ponad to, będąc filmem „za kulisami wielkich, kasowych produkcji” konkretnie drwi z aktorów, producentów, reżyserów, wytwórni filmowych i generalnie wszystkiego, co jest związane z Hollywoodem. Przyznać trzeba, że zakres parodiowania i wyśmiewania jest dość spory, ale „Jaja w tropikach” (naprawdę jajeczne tłumaczenie) nie wymiękają i teoretycznie dają radę do samego końca. Scenariusz filmu jest przemyślany, obfituje w mnogość doskonałych dialogów i bohaterów i jest jednym z dwóch, no trzech największych atutów filmu.
     Kolejne, największe atuty kryją się w obsadzie filmu. Ben Stiller w roli mistrza kina akcji Tugg’a Speedman’a na szczęście nie irytuje (co jest jego domeną) i wypada całkiem nieźle. Jack Black (czyli Jeff Portnoy) ma najbardziej kontrowersyjną czyli wulgarną i obrzydliwą role (a jakże inaczej..), ale mimo wszystko mieści się w granicach dobrego smaku i da się go spokojnie oglądać (bez wykrzywiania twarzy i ‘mutowaniu’). W filmie zobaczymy również Brandon’a T. Jackson’a w roli, uwaga, Alpa Chino, a także Robert’a Downey Jr. w roli czarnoskórego Kirk’a Lazarus’a za którą to role został nominowany do Oscara. I jest to kolejny największy atut filmu – teksty, jakimi rzuca Kirk, jego niebywały akcent, sposób, w jaki się porusza i doskonała charakteryzacja po prostu powalają i śmieszą do łez. W pozostałych rolach przewija się jeszcze kilka ciekawych nazwisk: Nick Nolte, Matthew McConaughey (nie znoszę go), Tobey Maguire i Tom Cruise. I proszę ja Was, Tom Cruise to prawdziwa bomba tego filmu. W takiej roli nie widzieliśmy go jeszcze nigdy i podejrzewam, że nikt nie spodziewał się, że kiedykolwiek zobaczymy. W pierwszym wejściu nie mogłem uwierzyć, że to on. Zarówno ze względu na zaskakującą, ale genialną charakteryzacje jak również na.. ekspresje, z jaką grał swoją postać. Oczy szeroko otwarte, szczęka przy ziemi i niecierpliwe oczekiwanie na kolejne jego wejścia. Natomiast końcówka filmu w wykonaniu Toma to prawdziwa perełka, godna wszelkich najwyższych ocen i dla tej sceny film trzeba zobaczyć.



     Przyznam, że z początku byłem lekko rozczarowany i zaniepokojony obecnością Ben’a Stiller’a i Jacka Blacka ale okazało się, że „Jajach…” (boskie tłumaczenie, naprawdę..) są jednak na swoim miejscu i wszystko, że tak powiem, gra. Ba, Ben Stiller nie dość, że występuje w głównej roli to jeszcze reżyseruje, odpowiada za scenariusz i jest producentem. I trzeba przyznać, że odwalił kawał solidnej roboty, bowiem „Jaja w tropikach” jest chyba najlepszą komedią zeszłego roku. Ubaw gwarantowany, choć trzeba zaznaczyć, że po pierwszych wgniatających w fotel 15min film jest znacznie mniej zabawny (ale jest!). Bardzo dobry scenariusz, mnogość wyrazistych bohaterów a także świetnych tekstów nooo iiii Tom Cruise. Musicie go zobaczyć!

::::::::::::::::: MOJA OCENA: 7++/10 :::::::::::::::::



+DODAJ KOMENTARZ - ZOBACZ KOMENTARZE+




Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.

24 maja 2009

Tylko strzelaj (2007 - dvd)

4 [dodaj komentarz]

     Bohaterem "Tylko strzelaj" jest Pan Smith (Clive Owen). Pewnego wieczora zostaje wciągnięty w strzelaninę, podczas której odbiera poród od młodej, nieznanej mu kobiety. To dopiero początek jego problemów, bowiem musi chronić nowo narodzone dziecko przed bandytami, którzy chcą je zabić.
Będzie się działo...

Kliknij w "PLAY" a potem w "HQ" aby oglądać w lepszej jakości


     Cała fabuła filmu, pozbawiona jakiegokolwiek sensu, kręci się wokół… strzelania. Super Hero Clive Owen jednym, czasami dwoma pistolecikami potrafi rozwalić całą armię nacierających przeciwników. Tajemnicą jego morderczej skuteczności być może są ultra nowoczesne spluwy, w których magazynki z nabojami nie mają dna, a być może tajemnica tkwi w jego groźnej minie (co najmniej tak, jakby miał zatwardzenie – patrz zdjęcia z filmu) dzięki której przeciwnicy tracą pewność siebie i nie mogę w Pana Smitha trafić. Doprawdy, zaskakujące jest, że produkuje się jeszcze filmy, w których dziesięciu chłopa (którzy biorą się ‘nie wiadomo skąd’) strzela z broni automatycznej i nie może trafić w gościa, który po linii prostej biegnie w ich kierunku. Ktoś powie „no ale biegnie, ruchomy cel, trudniej”. Pan Smith potrafi biegać, ale w następnej strzelaninie potrafi również stać jak kołek i strzelać ‘na pałę’ likwidując przy tym kolejnych kilkudziesięciu bandytów. Takie ‘akcje’ były dobre za czasów Rambo, kiedy półnagi Sylwuś wyskakiwał z kszaczorów i mówiąc: „jedno jest tylko w życiu szczęście: kochać i być kochanym” czyli w skrócie „DIE MOTHERFUCKERS, DIEEE!!!” ubijał wszystko, bez względu na to czy się ruszało czy nie..
     Poza tym, wyobraźcie sobie scenę, w której na karuzeli leży malutkie, popłakujące dziecko, któremu grozi niebezpieczeństwo. Podjeżdża czarna fura (niech będzie, że Wołga), boczna szyba majestatycznie opuszcza się ukazując błyszcząca lufę jakiegoś karabinu snajperskiego. Pada strzał, ale kula trafia w bogu ducha winną kobietę, która (chcąc - nie chcąc) ratuje malucha przed śmiercią (na szczęście). Wybucha panika wśród przechodniów, ale nie to jest ważne. Ważne, że ów strzał obił się o uszy naszego super hero. Rambo, czerwony jak burak, z wybałuszonymi oczami i żyłami wyciągnąłby pukawkę, puścił serie w stronę czarnej Wołgi, potem rzuciłby ze 3 granaty, poprawił bazooką a następnie skokiem ‘na panterkę’ zabrałby malucha z karuzeli. Co robi Clive Owen? Wyciąga spluwę, w zwolnionym tempie (ala matrix) wymierza i strzela w… karuzele. Po co? Aby zaczęła się kręcić! Bandyci dębieją ze zdziwienia, ale od razu reflektują się i… zaczynają strzelać do karuzeli (ależ ten Owen ich wyczuł!). Ta jednak, po kilku magazynkach ze spluwy Owena, już tak szybko się kręci, że odbija kule niedobrych panów. Nagle Clive przebiega obok karuzeli, dziecko znika i oboje zamieniają się w powietrze. Uff, co za emocje! :P A bandyci na to: „ja pier*ole!”. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej bo np. Clive, za pomocą sznurka potrafi w kilka minut zrobić całą instalacje przeciwpiechotną a także strzelać z własnej dłoni! (pewnie naoglądał się McGyvera)…
     W gruncie rzeczy, wszystko wskazuje na to, że „Tylko strzelaj” to wystrzałowa komedia. Nic bardziej mylnego, przez półtorej godziny bohaterowie po prostu strzelają, a ów strzelaniny są nudne, bez polotu, ani na poważne, ani z jajem a niektóre ujęcia są tak kiczowate i beznadziejne, że wzbudzają co najwyżej politowanie. Brakuje dosadnych tekstów, sarkastycznego i czarnego humoru – brakuje wszystkich elementów, które składają się na dobrą komedie akcji, lub na dobrą parodię, lub na dobry pastisz (to słowo jest często używane na filmwebie – zupełnie, tak jakby miało podnieść wartość filmu…). Clive Owen w roli Smitha jest sztywny i ogólnie tragiczny (wole go w rolach dramatycznych), czarny charakter Hertz, w którego wcielił się Paul Giamatti jest odrobinę lepszy, a Monica Belluci, która gra prostytutkę (a jakże) jest fenomenalnie beznadziejna. Ale nie oszukujmy się, przy jej urodzie, wystarczy, że jest :P



     Spodziewałem się postrzelonej komedii, czyli czystej rozrywki, bez nadwyrężania szarych komórek, przy której z przyjemnością mógłbym zagryzać popcorn i sączyć cole. Gdzieś tam przez myśl przeszło mi, że film „Tylko strzelaj” mógłby być odrobinę zakręcony, tak w stylu Guy'a Ritchie'ego ("Przekręt", "Porachunki", "Rock'N'Rola"). Miało być cacy a okazało się, że "Tylko strzelaj" to wystrzałowy niewypał. Akcji jest dużo, ale nie robi żadnego wrażenia (jest wręcz nudna), a fabuła… jaka fabuła? Humor jest śladowy i ogólnie film jest głupi. Żeby jeszcze był tak głupi, że aż śmieszny. Żeby jeszcze pomagało wyłączenie myślenia i nastawienie się tylko na oglądanie.. Nic nie pomaga, chyba tylko jakieś substancje ‘zewnętrzne’ być może dałyby radę. Plus za niezłą muzykę, za motyw marchewki, za niezadowolenie Smitha z niezdarności ludzi i za Monicę Belluci, która chyba po raz setny raz gra prostytutkę.. (nawiasem mówiąc, trochę się postarzała.. a skoro widać to już na ekranie, tzn. że powoli role pań lekkich obyczajów, kurtyzan, prostytutek, dziwek chylą się ku końcowi.. może czas na burdel-mamę? sorry :P).

::::::::::::::::: MOJA OCENA: 3+/10 :::::::::::::::::


Kilka słów o wydaniu DVD
CENA: 34,99 (sprzedam za 14,99) :P
format obrazu: 2.35:1
dźwięk: 5.1 (DD) lektor + napisy PL
+ Sceny niewykorzystane
Jak się okazuje, nawet w takim filmie zdarzają się sceny, które zostały ostatecznie usunięte. Co więcej, jest ich naprawdę dużo (bez tłumaczenia)
+ Komentarz reżysera i scenarzysty Michaela Davisa
Aby z ów komentarzami się zapoznać trzeba obejrzeć film jeszcze raz. Dziękuje, postoje.
+ Balet kul – jak realizowano film
Całkiem ciekawy materiał z planu. Twórcy nie potrafią powiedzieć, o czym jest film, więc wykręcają się, że jest szalony, pokręcony, że wszędzie tylko bum bum. Reżyser podczas durnego komentarza tak się wczuwa jakby nakręcił co najmniej film roku. Jednak najlepsza jest Monica Belluci, która stwierdziła, że jest to film… ludzki a ona sama mogła wcielić się w rolę która dała jej bardzo wiele satysfakcji. „To wspaniałe być dziwką i Madonną jednocześnie”(?). Poza tym twórcy chwalą się, że w filmie wykorzystano ponad 200 różnych modeli broni. Co z tego skoro w filmie tego nie widać. (polskie napisy)
+Zwiastun kinowy
Można obejrzeć kilkanaście wierszy wyżej :)

+DODAJ KOMENTARZ - ZOBACZ KOMENTARZE+




Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.

19 maja 2009

Źródło (2005 - dvd)

15 [dodaj komentarz]

     Po „Źródło” sięgnąłem ze względu na Darren’a Aronofsky’ego, którego do tej pory pamiętam z „Requiem dla snu”. Przyznam, że spodziewałem się czegoś wyjątkowego (w końcu Darren sam sobie zawiesił wysoko poprzeczkę), choć miałem również na uwadze fakt, że rzadko zdarza się powtórzyć sukces poprzedniego filmu. „Źródło” jest filmem mniej kontrowersyjnym a na pewno nie tak dosadnym jak Requiem. I w zasadzie porównań na linii „Źródło” – „Requiem” to na tyle. Są to bowiem zupełnie dwa różne filmy których porównywać nie ma najmniejszego sensu.
     Źródło” w kontekście pięknej acz dramatycznej miłości opowiada o… śmierci. Mamy tutaj obraz śmiertelnie chorej kobiety Izzy (Rachel Weisz), pogodzonej z własnym losem, która nie chce słuchać o lekach, o nadziei, o nowych możliwościach a pragnie maksymalnie wykorzystać pozostały czas na wspólne chwile z mężem, Tomem. Tom (Hugh Jackman) w kwestii śmierci ma jednak zupełnie odmienne poglądy. Walczyć trzeba do końca, więc dniami i nocami szuka leku mogącego wyleczyć Izzy. Nie chce słuchać o pogodzeniu się z losem, o porzucaniu nadziei i czekaniu na nieuniknione. Zrozpaczony nie może pogodzić się z myślą, że następnego dnia może już wieść samotne życia bez ukochanej..

Kliknij w "PLAY" a potem w "HQ" aby oglądać w lepszej jakości


     Zarówno jednej jak i drugiej postaci trudno nie przyznać racji. Jednak Aronofsky nie pozostawia widza w domysłach, idzie dalej pokazując co w tak dramatycznych chwilach ma największe znaczenie.
     Do filmu wprowadza nową historię, czyli własnoręcznie napisaną przez Izzy książkę, opowiadającą o konkwistadorze z XVI wiecznej Hiszpanii zakochanym w swojej królowej. Ów historia to przemyślenia Izzy na temat życia i śmierci, które przyszły razem z chorobą. Książkę wręcza Tomowi z nadzieją, że jej ukochany zrozumie, dlaczego nie odczuwa strachu. Jednak Tom jest więźniem bezgranicznej miłości a śmierć traktuje jak chorobę, którą można normalnie wyleczyć. Trzeba tylko odnaleźć lek. I tutaj Aronofsky wprowadza trzecią historię – przyszłość i szklana kulę, w której bohater podróżuje w kosmosie szukając źródła życia wiecznego. Wypadkową tych dwóch światów (Hiszpania i kosmos) jest prosta myśl w rzeczywistości: ze śmiercią nie wygrasz. Jest ona bowiem częścią życia człowieka, czymś czego nie da się uniknąć. Trzeba korzystać z każdej możliwej chwili, bo (o czym boleśnie przekona się Tom), czasu nie da się cofnąć. Poza tym, czy śmierć musi oznaczać koniec? Może dopiero po śmierci zaczyna się prawdziwe wieczne życie - nieśmiertelność.
     „Źródło” jest filmem hmm… smutnym wzruszającym i dziwnym. Z jednej strony wiem, że zobaczyłem film wyjątkowy, piękny a z drugiej strony nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest to film, który stara się być większym, poważniejszym, bardziej genialnym niż jest. W rezultacie jest strasznie zagmatwany, pokręcony, wszystkie trzy historie przeplatają się ze sobą bardzo często i łatwo się w tym wszystkim pogubić. W gruncie rzeczy do końca nie jestem pewien czy aby na pewno dobrze ten film zrozumiałem, więc w razie czego proszę o wyrozumiałość. Zdaje sobie sprawę, że niektórzy uwielbiają filmy, w których wszystko jest „logicznie pokręcone” a po seansie trzeba jeszcze tydzień filozofować i dochodzić do sedna całej produkcji. Faktycznie, dojście do własnej, trzymającej się (za przeproszeniem) kupy interpretacji to rzecz całkiem przyjemna, ale ja wole filmy, w których mrugnięcie oka nie zaważy o tym, czy film jest genialny czy do bani. A „Źródło” wg mnie wymaga skupienia na obrazie, koncentracji na fabule i podzielności uwagi dla lekko pokręconej wizji reżysera. Oczywiście, znajdzie się nie jedna osoba, która powie, że film jest prościutki, wszystko ma sens i o co tyle szumu z tym zagmatwaniem. I ok, mi jednak film sprawił pewne trudności, przez co przyjemność z oglądania miałem nieco mniejszą.
     „Źródło” to nie tylko zakręcona fabuła. Zdjęcia filmu prezentują się nadzwyczaj plastycznie, miejscami wręcz bajkowo a miejscami niestety trąci lekko kiczem (obrazy lekko przesadzone) co jest konsekwencją wspomnianych wyżej starań. Natomiast muzyka Clint’a Mansell’a jest wspaniała. Subtelna, delikatna, doskonale podkreśla emocje, które targają głównymi bohaterami a także świetnie współgra z niecodziennym obrazem (zwłaszcza tymi metafizycznym). Poza tym, sama w sobie, bez filmu/obrazu jest równie rewelacyjna.
     Jeszcze tylko słów kilka o aktorach. Miałem obawy co do Hugh Jackman’a. Jest to aktor znany mi głównie z typowych, mało ambitnych Hollywodzkich filmów w których to efekty decydują o warsztacie aktora (seria X-Man, Van Helsing, Kod dostępu, Australia). Natomiast w tej chwili jego nazwisko będę kojarzył głównie z filmem Aronofsky’ego - Jackman pokazał na co go stać. Doskonały, godzien wszelkich ochów i achów. Rachel Weisz, za którą nie przepadam specjalnie, również wypadła doskonale i przekonująco. Poza tym, warto wspomnieć o ciekawej, drugoplanowej postaci Dr Lillian Guzetti, w którą wcieliła się Ellen Burstyn, nominowana do Oscara za pierwszoplanową rolę w „Requiem dla snu”.



     Reasumując – biorąc pod uwagę stopień skomplikowania a także wielowarstwowość, jest to film trudny, ale mimo wszystko bardzo ciekawy i dający do myślenia. Jego interpretacja może stanowić swego rodzaju łamigłówkę, więc należy pamiętać, aby oglądać go z uwagą, bo każdy, nawet najdrobniejszy element ma znaczenie. Poza tym warto go zobaczyć dla ciekawych zdjęć i genialnej muzyki.

::::::::::::::::: MOJA OCENA: 8/10 :::::::::::::::::


Kilka słów o wydaniu DVD
CENA: od 39.90
format obrazu: 16:9
dźwięk: 5.1 (DD) + polskie napisy, 5.1 (DD) z polskim lektorem
Niestety polski dystrybutor nie zadbał o tłumaczenie dodatków (pewnie dlatego, że są mocno przegadane i za dużo z tym roboty…)
Life on Ship
Krótki film (prawdopodobnie odrzucona scena) ukazująca Toma w szklanej kuli, który przyrządza gorący kubek o smaku pieczarkowym :P
Inside The Fountain: Death and Rebirth
1. Australia
2. The 21st Century
3. Spain 16st Century
4. New Spain
5. The Endless Field
6. The Future

Chyba najobszerniejszy materiał z planu filmowego, jaki do tej pory widziałem. Ukazany jest praktycznie każdy moment produkcji filmu + obszerne komentarze całej ekipy. Szkoda, że bez tłumaczenia.
The Interview
Wywiad ‘na luzie’ Rachel Weisz z Hugh Jackman'em podczas charakteryzacji.

+DODAJ KOMENTARZ - ZOBACZ KOMENTARZE+




Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.

13 maja 2009

#1 SHORT FILMS: The Hunt For Gollum

5 [dodaj komentarz]



Kliknij w "PLAY" a potem w "HQ" aby oglądać w lepszej jakości


Film został nakręcony przez fanów dla fanów J.R.R. Tolkiena i zrobił na mnie ogromne wrażenie. Nie jest to produkcja pozbawiona wad, ale pomimo minimalnego budżetu, ograniczonych możliwości udało się uzyskać Tolkienowski klimat. Przez chwilę ponownie obudziła się we mnie fascynacja Śródziemiem za co chylę mocno czoła przed twórcami.
Zachęcam wszystkich do obejrzenia całego filmu, który jest dostępny w jakości HD (może się długo ściągać) pod tym linkiem. Dajcie znać jak Wam się podobał :)

http://thehuntforgollum.com
Masa ciekawych materiałów - polecam!

"The Hunt For Gollum" - kilka faktów:
- w skład ekipy wchodzą wyłącznie ochotnicy
- nikt za swoją pracę nie dostał "złamanej złotówki"
- wręcz przeciwnie, każdy dokładał i budżet filmu zamknął się w kwocie ok. 3000 funtów
- nakręcenie filmu zajęło 2 lata choć trwa on niespełna 40minut

Swoją drogą "The Hunt For Gollum" doskonale pokazuje na jakim poziomie jest polskie kino... (mega-produkcja "Wiedźmin" i wszystko jasne).

POPRZEDNIE KRÓTKOMETRAŻÓWKI

10 maja 2009

Sierociniec (2007- dvd)

7 [dodaj komentarz]

     Tydzień temu, w majowy weekend obejrzałem „Sierociniec” i do tej pory mam problem z jego oceną. Chciałbym dołączyć do olbrzymiego grona zachwyconych widzów, powiedzieć „genialny, wyjątkowy”, ale nie mogę oprzeć się wewnętrznemu przekonaniu, że… cholernie się rozczarowałem.

Kliknij w "PLAY" a potem w "HQ" aby oglądać w lepszej jakości


     Wielki i nawiedzony dom, rodzina z mroczną przeszłością i niezwykłe dziecko, które kumpluje się z duchami. Rodzice oczywiście nie wierzą w opowieści chłopca, bagatelizują jego zabawy z wyimaginowanymi dziećmi i dopiero po jego zniknięciu okazuje się, że Simon mógł mówić prawdę. Od tego momentu wg mnie zaczyna się meritum całego filmu ukazujący obraz zdesperowanej matki, która w imię miłości gotowa jest przełamać swoje lęki, przekonania by rozwiązać mroczną zagadkę zniknięcia syna. Ojciec jest tutaj racjonalistą, tkwiącym w rzeczywistym świecie, więc nie wierzy w żadne zabobony, przez co najszybciej traci nadzieję na znalezienie syna. Swoją drogą, ciekawe, że zawsze to kobieta wierzy, robi wszystko, co może a facet poddaje się i godzi z losem. Dlaczego chociaż raz nie może być odwrotnie… W każdym razie zmagania matki wieńczy zakończenie uważane za mocno zaskakujące. Zgodzę się, że jest mocne, smutne ale jeśli wziąć pod uwagę to, że nie jestem jakimś tam myślicielem (chciałoby się powiedzieć „wręcz przeciwnie” ale to trochę jak strzelanie gola do własnej bramki :P) i już w połowie filmu wiedziałem jak się skończy (oczywiście nie w sensie dosłownym) to nie można tu mówić o jakimkolwiek zaskoczeniu. Ogólnie fabularnie film ciekawy, inteligentny, można interpretować i przetwarzać go na wiele sposobów, ale.. mnie osobiście nie powalił.
     Również w kwestii strachu nie ma szału. Klimat jest ciężki, mroczny ale na pewno nie straszny.. Niestety nie ma napięcia, które mogłoby trzymać widza za gardło. Są oczywiście sceny, w których adrenalina osiąga niezdrowo wysoki poziom, jednak polegają one na zaskoczeniu widza np. tym, że trup złapie za rękę główną bohaterkę a w tle ryknie głośna muzyka.. Chociaż podobała mi się scena, w której spada okno – była naprawdę upiorna. W ogóle film jest świetnie udźwiękowiony – na dobrym kinie domowym wszelakie tupania, stuki, jęki drewnianej konstrukcji brzmią rewelacyjne, zwłaszcza te, przy których człowiek ma wrażenie, że to się dzieje bezpośrednio nad jego głową. Szkoda tylko, że tak dopracowana warstwa audio przy okazji nie straszy a tylko cieszy ucho audio maniaków..
     Film o wiele bardziej sprawdza się jako dramat rodziców usiłujących za wszelką cenę odnaleźć syna. Jednak i w tej kwestii są zgrzyty, bo te „nieprawdopodobne” elementy trochę nie pasują a poza tym znajdzie się kilka momentów, w których zwyczajnie wieje nudą i w sumie nie wiadomo jak to oglądać..
     W gruncie rzeczy, paradoksalnie największym mankamentem „Sierocińca” jest… jego oryginalność. Zanim ktoś powie „puknij się człowieku w głowę” postaram się wytłumaczyć mój lekko pokręcony tok myślenia. Jakiś czas temu opisałem film „Amityville Horror” dając mu ocenę 8/10 (chociaż z perspektywy czasu mam wrażenie, że troszkę przesadziłem… ale to teraz nieistotne). Podobnych mu filmów powstało multum, jednak właśnie ten najbardziej przypadł mi do gustu. Solidna dawka strachu, ciekawie opowiedziany, nieźle zagrany i, co ważne, bez żadnych irytujących zabiegów. Krótko mówiąc pomimo tego, że to już było (nie zaskoczył mnie), na tle innych tego typu filmów, na tym właśnie poziomie uznałem, że jest to film bardzo dobry. Obejrzeć, dobrze się bawić i zapomnieć. Z „Sierocińcem” jest inaczej, bowiem jest ambitniejszy, mierzący znacznie wyżej. Wg mnie film Juan’a Antonio Bayona miał poruszyć, skłonić do refleksji, postraszyć, zaskoczyć i zapisać się w pamięci widza, jako coś więcej aniżeli „dobry horror rozrywkowy”. Trudno go zatem porównywać do takich filmów jak wspomniany „Amityville Horror” czy np. „Piła” albo „Teksańska masakra piłą mechaniczną”. Skoro więc „Sierociniec” mierzy znacznie wyżej to są dwie następujące opcje. Albo będzie czymś nowym, przełomowym albo.. spotka się z wcześniejszym, podobnym filmem, który został już uznany za przełom. W tym temacie, w tym klimacie są dwa rewelacyjne filmy: „Szósty zmysł” i „Inni” które na pewno nie są filmami „obejrzeć, dobrze się bawić i zapomnieć”. Te filmy zostawiają bardzo solidny ślad w pamięci i na tle tych dwóch filmów „Sierociniec” wypada blado. I stąd właśnie moje rozczarowanie, bo spodziewałem się filmu równie wyjątkowego i zaskakującego, który zajmie miejsce obok ww. wymienionych. Tymczasem „Sierociniec” ni to horror, ni to dramat, takie „nie wiadomo co”.



     Jednak mimo wszystko „Sierociniec” polecam. Choćby ze względu na mix gatunkowy (dramat, horror) który zdarza się nieczęsto, a filmów aspirujących do tych ambitniejszych pojawia się jeszcze mniej. Warto zobaczyć.
Poza tym, coby nie mówić jest to europejska produkcja która staje naprzeciw Hollywoodu (ciekawe, czy amerykance nakręcą remeke). Szkoda tylko, że zwiastuny zamiast podkreślać europejskie pochodzenie serwują charyzmatycznego amerykańskiego lektora usuwając przy tym wszystkie kwestie mówione w języku hiszpańskim… No ale to takie tam moje spostrzeżenie.

::::::::::::::::: MOJA OCENA: 6+/10 :::::::::::::::::


Kilka słów o wydaniu DVD

CENA: od 29.90 (wydanie podstawowe, 1-płytowe)
format obrazu: 16:9
dźwięk: 5.1 (DTS) + polskie napisy, 5.1 (DD) z polskim lektorem
Wydanie podstawowe nie zawiera żadnych dodatków.

+DODAJ KOMENTARZ - ZOBACZ KOMENTARZE+




Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.

1 maja 2009

Vicky Cristina Barcelona (2008 - kino)

10 [dodaj komentarz]

     Czytając różne recenzje i opinie wychodzi na to, że Woody Allen jest żyjącą legendą, a każdy kinomaniak doskonale wyznaje się na jego twórczości i stylu. Też bym chciał taką wiedza błysnąć, ale o Allen'ie i jego produkcjach wiele powiedzieć niestety nie mogę. Owszem, widziałem kilka filmów, ale to było taaaaak daaawwnooo temu, że niewiele pamiętam. Chociaż jeden tytuł utkwił mi w pamięci, "Tajemnica morderstwa na Manhattanie" (stary jak świat) jednak o czym to było, nie mam pojęcia.. Można więc powiedzieć, ze Vicky Cristina Barcelona to moje pierwsze świadome spotkanie z Woody'm Allen'em.
     Film opowiada o dwóch przyjaciółkach, Vicky (Rebecca Hall) i Cristinie (Scarlett Johansson). Obie panie przyjeżdżają na wakacje do słonecznej Barcelony, w której pewnego wieczoru poznają Juana Antonio (Javier Bardem). On jeden, one dwie i Oscarowa bomba czyli jego eks, Maria Elena (Penelope Cruz). Vicky i Cristina dają się wciągnąć w romantyczną przygodę nie przypuszczając, że czeka je prawdziwa miłosna szkoła życia. I w sumie, tak na sucho, to tyle, jeśli chodzi o fabułę :)

Kliknij w "PLAY" a potem w "HQ" aby oglądać w lepszej jakości


     W pierwszej połowie filmu Woody Allen krotko przedstawia swoich bohaterów. Vicky to inteligentna, rozważna i delikatna kobieta. Wszystko ma rozplanowane, wokół niej panuje ład i porządek. Cristina natomiast jest spontaniczna, otwarta na świat i ludzi. Wolna od zobowiązań i planowania, gotowa na wyzwania dnia codziennego i podejmowanie decyzji pod wpływem impulsu. Obie panie nawet swoim wyglądem wyrażają skrajnie różne osobowości. Vicky jest skrytą, „nierzucającą się w oczy” brunetką a Cristina blondynką z erotycznym stylem bycia (siłą rzeczy mocno rzucającą się w oczy :)). Na ich drodze staje przystojny, czarujący i kipiący seksem Hiszpan Juan. Jest bezpośredni, ale szczery w swoich zamiarach co dla Vicky jest nie do przyjęcia a dla Cristiny wręcz przeciwnie. Od tego momentu Allen łączy swoich bohaterów w różne związki grając tym samym emocjami i uczuciami będącymi esencją całego filmu.
     VCB w dość sympatycznie luźny sposób dywaguje i rozkłada na czynniki pierwsze kwestie tego, czym tak naprawdę jest miłość. Czy jej źródło jest w rozumie i rozsądku czy może w sercu i spontaniczności? Ile tak naprawdę jesteśmy w stanie zrobić dla miłości? A może miłość jest czymś więcej aniżeli związkiem dwojga ludzi? Czy można „kochać” i „być zakochanym” jednocześnie? Jaki związek daje prawdziwe szczęście? Takie pytania na luzie (powtarzam „na luzie” bo to nie jest dramat poddający pod wątpliwość sens miłości) namnożyły mi się podczas oglądania filmu w którym w pewnym momencie Cristina jest w 7 niebie (a przynajmniej tak jej się wydaje) a świat Vicky zostaje wywrócony do góry nogami. Ciekawy był fragment (i całkiem uroczy) kiedy Cristina mówi do Juana, że będzie musiał ją najpierw uwieść aby zaciągnąć do łóżka. Gdy na drodze stają kwestie zdrowotne i Cristina na chwilę wypada z gry Juan uderza do sceptycznej Vicky. Plus do minusa. Efektu można się domyśleć..
     VCB może nie powala fabularnie, ale błyszczy pod względem aktorstwa. Scarlett Johansson w roli nasyconej erotyzmem blondynki wypada doskonale i bardzo przekonująco. Podobała mi się scena, w której przychodzi lekko wstawiona do pokoju Juana. Jest drocznie, romantycznie, seksownie a wszystko to zamknięte w jednym długim ujęciu (wiec aktorzy naprawdę muszą dać z siebie sporo, bo montaż nie ukryje niedociągnięć). Rebecca Hall w roli rozważnej (później lekko zgubionej) Vicky też daje rade, chociaż w pewnym momencie miałem wrażenie, że odrobinę za mocno wyeksponowała tą taką hmm… konserwatywność w kwestiach moralno-miłosnych. Jednak, co może wydać się dość dziwne, najbardziej podobał mi się Javier Bardem :) Ot po prostu.. Do momentu, w którym na ekranie pojawia się mój ulubiony hiszpański temperament, czyli Penélope Cruz (w całym filmie jest jej zdecydowanie za mało). Niestety Javier wraz ze Scarlett i Rebeccą, choć trzymają poziom, pozostają w cieniu Penelope (i nawet jeśli Cruz byłaby nominowana do Złotej Maliny – tak jak np. w VanillaSky – i tak byłaby lepsza :P)
     W drugim planie przewija się tytułowa Barcelona która została ukazana jako miejsce romantyczne, trochę bajkowe i… lekko leniwe. Mnie osobiście zdjęcia aż tak nie powaliły, jednak nie zmienia to faktu, że idealnie podkreślają miłosny wydźwięk filmu. A ten dodatkowo podsyca całkiem sympatyczna i wpadająca w ucho muzyka (aczkolwiek w pierwszej połowie filmu wg mnie główny motyw przewodni brzdąkał odrobinę za często).
     Na początku wspomniałem, że Woody Allen na całym świecie jest uważany za legendę, geniusza kinematografii, więc tym bardziej zaskoczyło mnie to, jak to jest możliwe, że tak wybitny reżyser decyduje się na tak fatalnego narratora..? Jego głos przypominał mi jakiegoś informatyka tłumaczącego jak włączyć komputer… Po prostu masakrycznie chrzanił tak uroczy klimat filmu. Samo porównanie z oczywistym odpalaniem kompa to nie przypadek, bowiem narrator tłumaczył i podawał wszystko na tacy. Od tego jakie w danej chwili bohaterowie odczuwają emocje po tłumaczenie właśnie rzeczy najoczywistszych (typu: białe jest białe a czarne jest czarne.. (?!)) Film ma bardzo dobre dialogi, świetne zdjęcia, trwa zaledwie 95minut – dlaczego tych wszystkich myśli, podpowiedzi nie można było ukryć między wierszami albo gdzieś w obrazach? Taki zabieg wg mnie w naprawdę sporej mierze pozbawia widza swojej interpretacji i domysłów.. Na szczęście to chyba największa i jedyna wada całej produkcji.. Chociaż mógłbym jeszcze wspomnieć o trochę nijakim zakończeniu. Trochę dywagacji, trochę analizy, trochę gdybania i nagle narrator kończy film.. „I co, już? Koniec?” – tak właśnie pomyślałem po ostatniej sekwencji. W sumie nie wiem, czego się spodziewałem, ale odczułem lekki niedosyt.



     Jakiś czas temu zapytałem znajomą czy już widziała najnowszy film Allena i w odpowiedzi, ot tak, dostałem jednozdaniową recenzję: „dobrze zagrana, ładnie nakręcona – taka telenowela z wyższej półki, którą fajnie się ogląda”. I myślę, że sporo w tym racji. Luźny, bardzo sympatyczny i optymistycznie nastawiający – warto zobaczyć i wyjść z kina uśmiechniętym. Jeśli chodzi o samego Allena - musze przyznać, że jego styl zaintrygował mnie i z chęcią obejrzę jego inne filmy (chociaż mam nadzieję, że ten narrator to był tylko jednorazowy wybryk)

::::::::::::::::: MOJA OCENA: 7/10 :::::::::::::::::




Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.