28 czerwca 2009

.

2 [dodaj komentarz]

25 czerwca 2009

Potwory kontra Obcy (2009 - kino)

11 [dodaj komentarz]

     Kilka dni temu, będąc na mieście, miałem do wyboru dwie opcje: albo wracam do domu by za 2 godziny znów wyjść na miasto, albo jakoś zagospodarować te 2 godziny i do domu już nie wracać. Akurat byłem w galerii, więc wpadłem na pomysł, że skoczę do kina na Terminatora i jakoś ten czas zleci. Fart chciał, że Terminatora grali nie w tych godzinach, jakie mi pasowały i tylko film Potwory kontra Obcy idealnie pasował do mojego grafiku.. Kilka minut później spora sala kinowa świeciła pustkami (godz ok. 16), a ja sam jeden jak palec siedziałem i w ciszy czekałem na film. Jednak w ostatniej chwili stało się to, czego obawiałem się najbardziej - zwaliły się tabuny dzieciarni.. Nie wiem, chyba jakieś wycieczki, bo sala zaczęła drżeć w posadach. Co więcej, obok mnie usiadła jakaś babcia z wnuczkiem – również wyraźnie zdegustowana całym zamieszaniem. I tak w kakofonii, latającego popcornu, trzeszczących opakowań chipsów, dzwonków komórek, śmiechów, krzyków, gonitw między rzędami itp. itd. przyszło mi oglądać film.



     Potwory kontra Obcy obejrzałem w wersji 3D, ale nie w sali kina IMAX tylko w zwykłej sali kinowej z okularami 3D. Ekran nie miał wysokości kilku pięter, efekty nie były tak mocne jak w typowym IMAXie, ale i tak to co zobaczyłem wprawiło mnie w zachwyt. Obraz zwyczajnie wylewał się z ekranu, czasami nagle atakował (np. nagle wyskakiwała jakaś piłka, która zatrzymywała się przed oczami widza) i ogólnie robił naprawdę doskonałe wrażenie. Pod względem technicznym film pierwsza klasa i trudno do czegokolwiek się przyczepić. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że filmów w tej technologii będzie coraz więcej i nie będą to tylko animacje. Muzyka, co nie powinno nikogo dziwić, również bardzo fajna.
     I to tyle, jeśli chodzi o zachwyty. Co z resztą? Cóż…
     Film prawi o sile przyjaźni i o tym, aby być sobą i realizować swoje marzenia. Hmm… Niech mnie piorun trzepnie jeśli się mylę, ale jakieś 15 lat temu w animacji Toy Story ze stajni Pixara był podobny motyw… i od tamtego czasu aż do dzisiaj ów motyw niemiłosiernie się powtarza. Piorun mnie nie trzepnął, więc to tyle w tym temacie.
     Poza tym film jest zwyczajnie nudny. Potwornie nudny. Cała sala wliczając, babcie, mnie, ze 3 opiekunki, ogromną zgraje dzieciaków oglądała film w zupełnej ciszy. Ani razu nie było salwy śmiechu. Może ze dwa razy dało słyszeć się jakiś szmer, ale trudno mi powiedzieć, czy to był śmiech czy ziewanie (ja ziewałem). Zero jakichkolwiek chwytliwych tekstów, żadnych fajnych gagów, nic. Wszystko albo już było, albo było na żenującym poziomie. Polski dubbing niestety też nie zachwyca choć da się go przeżyć... Tak czy inaczej, 3 razy patrzyłem na zegarek, babcia obok mnie wierciła się niespokojnie, a dzieciaki bawiły się w bulgotanie colą..



     Tak naprawdę największą sensacją był… zwiastun drugiej części Transformersów. Jeszcze nigdy na raz nie słyszałem tylu „WOOW, zobacz!”, „alle jazdda”, „widziałeś to?!” i aż się uśmiechnąłem jak usłyszałem ten chór zachwytu produkcją Bay’a (babcia niestety wyglądała na załamaną :P). Natomiast Potwory kontra Obcy to film, który nie wnosi do gatunku nic nowego, a tylko powiela wszystko, co było najlepsze w dotychczasowych produkcjach. Nie kupuje tego i wszystkim szczerze odradzam – jest masa innych, znacznie ciekawszych filmów, które warto pokazać dzieciakom.

::::::::::::::::: MOJA OCENA: 4--/10 :::::::::::::::::




Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.

+DODAJ KOMENTARZ - ZOBACZ KOMENTARZE+

22 czerwca 2009

Jumper (2008 - dvd)

7 [dodaj komentarz]

     Jumper został oparty na bestsellerowej powieści Steven'a Gould'a o tym samym tytule. Choć oryginału nie znam, jestem pewien, że filmowy Jumper, poza tytułem niewiele ma wspólnego z literackim pierwowzorem. Film opowiada o Davidzie Rice, człowieku, który odkrywa, że w każdej chwili może się teleportować w dowolne miejsce na Ziemi. Śniadanie na Karaibach, popołudnie na nartach w Alpach, obiad w Egipcie, wieczór gdzieś na biegunie północnym, a nocą impreza na Ibizie. Kto by tak nie chciał żyć? Jednak David szybko dostrzega, że jego wolność nie jest całkowita, nie porusza się bowiem sam. Odkrywając własne korzenie, poznaje prawdę o podobnych do niego skoczkach i tajnej organizacji Paladynów pragnącej ich śmierci. Trafia w sam środek odwiecznej wojny, której celem jest unicestwienie tych, którzy jak on posiadają ten rzadki dar.



     Reżyser Tożsamości Bournea i Pana i Pani Smith zrealizował znakomity film akcji za sprawą którego thriller science-fiction osiąga zupełnie nowy wymiar. Jest to pełna rozmachu, podnosząca poziom adrenaliny opowieść przygodowa o człowieku, który odkrywa, że w każdej chwili może się teleportować w dowolne miejsce na Ziemi.
Pozwoliłem sobie zacytować polskiego dystrybutora DVD, bowiem jest to kolejny opis, który ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Jumper w reżyserii Doug’a Lima, choć niepozbawiony kilku atutów, jest w dużej mierze przeciwieństwem tego, o czym piszę dystrybutor. A wydawałoby się, że Liman, który poza ww. filmami ma również udział w produkcji drugiej i trzeciej części bardzo dobrego Borne’a, to gwarancja kina, może nie najwyższych lotów, ale przynajmniej dobrze zrealizowanego.
     Jumper, ze względu na umiejętności głównego bohatera, to przede wszystkim ładne zdjęcia. Nie chodzi tu o efekty specjalne, a o miejsca, jakie David odwiedza podczas seansu. Nowy Jork, Egipt, Fidżi, Londyn, Paryż, Praga, Rzym, Tokio, - wachlarz lokacji jest naprawdę spory i miły dla oka. Co ciekawe, ekipa Jumpera (jako jedna z nielicznych – o ile nie pierwsza) dostała pozwolenie na kręcenie scen wewnątrz rzymskiego Koloseum i te właśnie sekwencje wypadają najlepiej. Zaś efekty specjalne towarzyszące akcji nie są złe, ale do rewelacji trochę brakuje.
     Niestety, reszta filmu pozostawia sporo do życzenia. Najgorsze, że jest to produkcja przeraźliwie nudna. Jak czytam „znakomity film akcji za sprawą którego thriller science-fiction osiąga zupełnie nowy wymiar. Jest to pełna rozmachu, podnosząca poziom adrenaliny opowieść” to śmiać mi się chce, bowiem podczas seansu zdarzyło mi się na 2-3 minuty przysnąć (pewnie kimałbym dłużej, ale z głośników coś głośno pierdyknęło i się obudziłem). Niby film dynamiczny, ze sporą ilością akcji, szybkiej muzyki, a jednak najbardziej w pamięci utkwiło mi niemiłosierne ziewanie i oczekiwanie na koniec. Poza mało ciekawie zmontowaną akcją, film kładzie kiepściutki scenariusz. O ile początek filmu jest naprawdę niezły, o tyle reszta jest już po prostu nudna, nielogiczna, żeby nie powiedzieć głupia. Np. Wątek Paladynów z licencją na zabijanie – nie wiadomo, co to za typy, skąd się wzięli, i o co w ogóle im chodzi. Ważne jest to, że między nimi a ‘skoczkami’ (bo nie tylko David potrafi się teleportować) jest wojna. W rezultacie film polega na gonitwie jednych za drugimi, a w między czasie przewija się strasznie naiwny wątek miłosny i rozwikłanie zagadki dzieciństwa Davida (które polega na tym, że w ostatnich minutach niespodziewanie pojawia się ‘ktoś’ i w jednym zdaniu odpowiada na pytanie zadane na początku filmu). I w sumie już mi się spać chce :).
     Również obsada daje przysłowiowego ciała. Hayden Christensen, znany z Gwiezdnych Wojen (w których też dał ciała) w roli Davida wypada co najmniej koszmarnie. Do póki jest w ruchu i nie musi grać to jeszcze nie jest taki tragiczny, ale żal na niego patrzeć, kiedy próbuje wydobyć z siebie jakiekolwiek emocje. Na ekranie zobaczymy również Samuel L. Jackson’a w roli jednego z Paladynów. Coś mi się wydaje, że Samuel przeżywa swego rodzaju kryzys, bowiem pod względem ostatnich ról wypada coraz gorzej (a przecież jest to dobry aktor), a Jumper jest kolejnym „udanym inaczej” filmem w jego wykonaniu. Może Tarantino powinien znowu się o niego upomnieć? Tak czy inaczej. podczas kolejnych minut filmu nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że pewnego dnia Samuel przyjechał na plan, nie znając scenariusza w 10 min nakręcił wszystkie niezbędne sceny i pojechał w siną dal. Niezły miałem ubaw, jak z dodatków na DVD dowiedziałem się, że tak właśnie było (chociaż scenariusz prawdopodobnie znał).



     Pomysł ciekawy, ale realizacja fatalna. Ładne zdjęcia niestety nie rekompensują półtorej godziny męczarni (nawet spokojnie przysnąć nie można, bo zaraz huknie coś z głośników i obudzi). Szczerze mówiąc, trudno komukolwiek ten film polecić.. Chyba, że tylko ze względu na wydanie dvd, o którym poniżej.

::::::::::::::::: MOJA OCENA: 3+/10 :::::::::::::::::


Kilka słów o wydaniu DVD
CENA: 29,90
Format obrazu: 2:35;1
dźwięk: 5.1 (DD) lektor + napisy PL
Wszystkie dodatki z polskimi napisami.
+Commentary by Director Doug Liman, Writer/Producer Simon Kinberg and Producer Lucas Foster
Musiałbym obejrzeć film jeszcze raz aby posłuchać co ów paczka ma do powiedzenia…
+Jumpstart: David’s Story – Animated Graphic Novel
Krótki animowany film o dzieciństwie Davida. Zdecydowanie ciekawszy aniżeli wątek w filmie fabularnym…
+Jumping around the Word
W tym najambitniejszym projekcie, jaki kiedykolwiek zrealizował reżyser Doug Liman wyruszył w trasę, a jego ekipa przemierzyła cały glob wzdłuż i wszerz, kręcąc jego najnowszy film. Oto dziennik podróży Jumper. Tak lektor zapowiada ów dodatek. Może cały glob to lekka przesada, ale prawdą jest, że w filmie można zobaczyć kilka charakterystycznych miejsc z całego świata, a ekipa niestety nie mogła się teleportować i musiała korzystać z samolotów. Całkiem ciekawy materiał o perypetiach i trudnościach, jakie sprawiało podróżowanie i kręcenie filmu.
+Doug Liman’s Jumper: Exposed
Prace nad Jumperem Douga Limana rozpoczęto w maju 2006r. Po trzech tygodniach produkcję wstrzymano i powtórzono casting do ról Davida i Millie. Dość zaskakująca informacja. Na Filmwebie doszukałem się takiej o to ciekawostki: „Role Davey'a i Millie powierzono Tomowi Sturridge'owi i Teresie Palmer. Po dwóch miesiącach filmowania i rosnących kosztach produkcji zdecydowano się zatrudnić Haydena Christensena i Rachel Bilson do głównych ról”. Od początku ekipa miała problemy i może dlatego film wypadł tak słabo? Tak czy inaczej dodatek ten to kilkunastominutowy film, w którym cała ekipa rozwodzi się nad reżyserem – jaki to on jest the Best i w ogóle Spielberg to mu może skoczyć :P
+Making an actor Jump
Bardzo fajny dodatek o technicznej stronie filmu, który skupia się przede wszystkim na efekcie teleportacji.
+Jumping from novel to film: The Past, Present and Future of Jumper
Wywiad z reżyserem i autorem książki Jumper. Jeden zachwyca się drugim i odwrotnie. Poza tym ekipa poszczególne osoby z ekipy opowiadają jak im zależało aby filmowy Jumer przypominał książkowego.
+Usunięte sceny
Kilka długich scen, które nie znalazły się w oryginale. Co ciekawe, są to sceny, które wywracają film do góry nogami i nadają mu nowego, ciekawszego sensu. Gdyby znalazły się w filmie pewnie musiałyby powstać, co najmniej dwie oddzielne części.
+Previz: Future Concepts
Gdyby film wyglądał tak jak ten dodatek, czyli koncepcyjna animacja – byłby genialny. Dlaczego nie zostało to wykorzystane?

+DODAJ KOMENTARZ - ZOBACZ KOMENTARZE+




Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.

19 czerwca 2009

ZWIASTUN: 2012

1 [dodaj komentarz]


Rozmach imponuje...

Kliknij w "PLAY" a potem w "HQ" aby oglądać w lepszej jakości


Polecam wersje FULL HD

16 czerwca 2009

REC (2007 - dvd)

7 [dodaj komentarz]

     Nie rozumiem fenomenu „Blair With Project”. Na pewno był to film nowatorski (głównie ze względu na jego konwencję, czyli kręcenie filmu ‘z ręki’ amatorską kamerą cyfrową), ale przede wszystkim była to produkcja nudna, cholernie irytująca (zwłaszcza bohaterka, która kręciła film), pozbawiona klimatu i fabuły. Pomysł był niezły, ale realizacja masakryczna. A jednak „Blair With Project” uchodzi za film straszny i kultowy, choć z drugiej strony warto podkreślić, że nie wyznaczył nowego trendu czy też nowej jakości w horrorach. Nawet kontynuacja była już tradycyjnym horrorem, a przez następne lata podobnych filmów do „Blair With Project” powstało.. no ile? Na pewno ubiegłoroczny „Projekt: Monster” (po niespełna 10 latach). W treści był jeszcze bardziej idiotyczny niż „Blair…”, ale pod względem technicznym było już na czym oko zawiesić. W rezultacie film okazał się spektakularną wtopą, i tak jak „Blair With Project” był jedynym TAKIM horrorem, tak „Projekt: Monster” jest jedynym TAKIM filmem katastroficznym (bo też nakręcony „z ręki” amatorską kamerą cyfrową).
Pod koniec zeszłego roku do kin weszła jeszcze jedna produkcja w tym stylu czyli [REC]. Hiszpański horror opowiadający o ekipie lokalnej telewizji towarzyszącej brygadzie strażaków w ich nocnym dyżurze. Reportaż miał na celu przybliżyć widzom pracę zawodowców - od zwykłych zadań, aż po chwile ekstremalnego ryzyka. Jednakże już przy pierwszej interwencji sytuacja wymyka się spod kontroli, a to co miało być rutynową procedurą zmienia się w piekło. Krótko mówiąc REC chwyta widza za gardło i trzyma do ostatniej minuty (a nawet dłużej).



     Polski dystrybutor nie szczędzi pochwał i reklamuje film, jako „Totalną rewolucję w historii filmów grozy” (a także „Czegoś takiego jeszcze nie było”). Mocne, ale kto by tam w to uwierzył, przecież co drugi plakat ma podobne mocne i przyciągające hasło (choćby ostatnio opisany film „Dzień, w którym zatrzymała się ziemia”, który okazał się konkretnym niewypałem). Jednak w przypadku REC jestem w stanie się zgodzić (może nie w 100% ale jednak).
     Początek filmu jest oczywiście zupełnie niewinny. Angela wraz z operatorem kamery (który jest oczami widza) filmują remizę strażacką, przeprowadzają krótkie wywiady i jednocześnie wyczekują wezwania w teren. Twórcy zapewne chcieli trochę uśpić czujność widza, więc oczekiwanie lekko się przedłuża. W końcu słuchać głośny alarm.. Strażacy wraz z ekipą filmową pakują się do wozu i jadą na miejsce wezwania. W tym momencie film jest żywą kopią programu TVN Turbo pt. „28 sekund”, bowiem jedziemy ze strażakami, słuchamy, co mówią i oglądamy nocne życie miasta. Po krótkiej chwili dojeżdżają na miejsce i tu pierwsze zaskoczenie. Nie jest to dom na odludziu, nie jest to w żadnym wypadku mroczny dom, a typowa kamienica w centrum miasta. Mało tego, jest policja, są gapie i cały zgiełk, jaki panuje przy takich sytuacjach. Myślę sobie „co tu może się wydarzyć? Pewnie pierwsze wezwanie do jakiejś bzdury, aby oswoić się z konwencją filmu (w końcu wprowadzenie w Blair i Monsterze były ok. 20 minutowe), a potem podczas powrotu do bazy okaże się, że będzie kolejne wezwanie do niby mało znaczącego zdarzenia i wtedy się zacznie”. Więc siedzę sobie spokojnie, podążam za strażakami na 3 piętro (chyba) i… w tym właśnie momencie REC chwyta za gardło i wydobywa z widza pierwszą solidną dawkę adrenaliny i przerażenia. Szczęka mi opadła, wstrzymałem oddech, a serce mało nie rozerwało piersi. Siedziałem jak na szpilkach, obserwowałem niezwykle realistyczny horror, a jednocześnie nie mogłem uwierzyć, że bohaterowie zostają zamknięci w kamienicy w centrum miasta! Przecież to takie… No rozumiem, w lesie, w górach, na odludziu, pod miastem, ale ten horror rozgrywa się w centrum miasta! W tym właśnie momencie film zaintrygował mnie i autentycznie byłem ciekawy, jak to się skończy.. Jednak koniec filmu zostawię sobie na koniec :)



     REC to prawdziwy horror z krwi i kości (dobrze brzmi, „horror z krwi i kości” :P). Strasznie mi się podobał. Przede wszystkim dlatego, że przez większą część filmu miałem gigantycznego cykora, a kilka razy wstrzymywałem oddech bądź zwyczajnie podskakiwałem ze strachu. Doskonały klimat, uzyskany przede wszystkim przez niezwykły realizm. Strażacy, policjanci, mieszkańcy i ich reakcje oraz inne elementy takie jak kamienica, klatka schodowa, ściany, mieszkania itp. itd. – w REC to wszystko jest takie..zwyczajne, normalne… Tak jakby ktoś naprawdę wszedł do jakiejś kamienicy i kręcił sobie film. I nagle, w tej normalnej, NICZYM niewyróżniającej się rzeczywistości stajemy się uczestnikiem czegoś strasznego i nieprawdopodobnego, ale tak realistycznego, że ho ho. Jest krew, są wrzaski, ludzkie odruchy, ale nie wszystko widać, bo kamera cały czas się trzęsie (kamerzysta też człowiek i uciekać musi), za to wszystko słychać. Całość w idealnych proporcjach (głowa i oczy nie bolą) tak, aby widz bał się obrazu, dźwięku, ale przede wszystkim nieznanego, czyli własnej wyobraźni. Nie zapomnę sceny, w której Angela i Pablo wchodzą do mieszkania staruszki i Pablo mówi „przesuń się” bo chce iść pierwszy aby wszystko filmować. Nie jest to najstraszniejsza scena, ale to w tym momencie szeptałem sam do siebie „człowieku, gdzie Ty się pchasz, daj spokój, bo mi pikawa wysiądzie” :P. Widz naprawdę identyfikuje się z bohaterami, bo ich reakcje nie są przesadzone a.. po prostu realistyczne. A do tego wszystkiego dochodzi zupełny brak muzyki (no bo kto miałby ją podkładać), a co za tym idzie widz ma wyostrzoną reakcję na dźwięki, które są nie mniej kluczowym elementem budowy klimatu filmu. Czytaj: dźwięk jest dopieszczony i dopracowany idealnie. Jeżeli ktoś z Was będzie kiedyś oglądać REC i gdzieś z tyłu z prawej strony dosłyszy coś stłumionego, takie „niby nic” tzn. że trza nogi za pas i w las bo inaczej ręka, noga, mózg na ścianie :P Niestety nie ma jeszcze filmów interaktywnych, więc nie możemy ostrzec bohaterów, a jedynie modlić się, że ów zasłyszany dźwięk to tylko wyobraźnia (w tym właśnie momencie zapewne z ekranu wyskoczy coś sugestywnego co skutecznie wyprowadzi z błędu :P)
     Podsumowując, technicznie i aktorsko film pierwsza klasa. Naprawdę trudno do czegokolwiek się przyczepić. Natomiast jeżeli chodzi o fabułę, która zwykle w tego typu produkcjach mocno kuleje (wspomniany „Blair…” i „Projekt: Monster”), to jest naprawdę nieźle. Należy pamiętać, że filmy w tej konwencji mają duże ograniczenia. Nie ma narratora, nie ma wprowadzenia, nie ma przeskakiwania z jednej sceny do drugiej (bo jest jedna kamera na żywo), nie ma retrospekcji (chyba, że przewinąć taśmę w kamerze), tak naprawdę nie ma nic bo teoretycznie nie ma reżysera, nie ma aktorów, a wszystko dzieje się teraz, na żywo. A jednak twórcom REC udało się opowiedzieć mroczną i, co ważne, autentyczną i ciekawą historię. Zarys fabularny ma swoje rozwinięcie, zwroty akcji a także zakończenie (i to jakie!). Oczywiście, w scenariuszu są małe zgrzyty, nie wszystko zostaje wyjaśnione, ale i tak to co otrzymujemy zasługuje na pełne uznanie. A zakończenie jest po prostu genialne (musiałem to napisać). Zarówno fabularnie jak i pod względem poziomu adrenaliny po prostu miażdży. Jest to znakomity przykład na to, że najważniejszy jest pomysł, a nie efekciarstwo (w „Blair” pomysłu nie było w ogóle, a Monster to tylko i wyłącznie efekciarstwo). Poza tym, ile ten film ma furtek na kontynuacje. Jest przecież świat zewnętrzny, piwnice, strych, ojciec dziewczynki.. echh, nie mogę doczekać się kontynuacji :)



     REC jest produkcją dopracowaną od początku do końca i wyciska ze swojego gatunku tyle ile można było wycisnąć. Jest innowacyjny, straszny a zarazem wciągający, po prostu „czegoś takiego jeszcze nie było”. Inne, wspomniane wyżej filmy w tym stylu to przy REC amatorszczyzna. Co ciekawe, REC jest tak dobry, że ani mi się śni oglądać go jeszcze raz. NO WAY! :P I dziękować, że oglądałem go na DVD, bo w kinie wykitowałbym ze strachu. Swoją drogą, nie małe znaczenie mają warunki, w jakich należy film oglądać. Przede wszystkim musi być ciemno (podstawa). Najlepiej oglądać samemu albo w dwie osoby, nie więcej. Duży telewizor (im większy tym lepszy, wiadomo) + dobre kino domowe lub ewentualnie na słuchawkach. Żadne 15calowe monitorki z dwoma pseudo głośniczkami. Odradzam również wszelakie popcorny i cole, bo może w gardle stanąć :P.
Trochę się rozpisałem, ale to dlatego, że film naprawdę godny uwagi. I nie tylko dla ludzi o mocnych nerwach, do których ja na pewno nie należę (choć maniacy „Mamma Mia” powinni to dwa razy przemyśleć :P). POLECAM! Niech moc będzie z Wami.

::::::::::::::::: MOJA OCENA: 9/10 :::::::::::::::::


Kilka słów o wydaniu DVD
CENA: 39,99
format obrazu: 16:9
dźwięk: 5.1 (DD) lektor + napisy PL
Wszystkie dodatki z polskimi napisami.
+ Jak powstawał REC
Reżyserzy Jaume Balagueró , Paco Plaza opowiadają skąd wziął się pomysł na film, jakie mieli oczekiwania i jak nieładnie znęcali się nad aktorami. Np. aktorzy nie znali całego scenariusza, często byli wystawiani na próbę czyli „teraz wchodzicie za te drzwi ale nie powiemy Wam co tam jest… bądźcie sobą” :P A wszystko po to aby było maksymalnie realistycznie. Dowiemy się również, że główna bohaterka w rzeczywistości naprawdę jest reporterką, a niektórzy strażacy są prawdziwymi strażakami. Wywiady z aktorami, a także pokazy charakteryzacji i prosto z planu. Obszerny i bardzo ciekawy materiał.
+ Wywiad z reżyserami
Jak sama nazwa wskazuje, wywiad z reżyserami. Prawdopodobnie na rynek amerykański, bo po angielsku (ten powyższy jest w całości po hiszpańsku). Również bardzo ciekawy aczkolwiek w pewnych momentach nakłada się z powyższym.
+ Wycięte sceny
4 wycięte sceny, z czego dwie naprawdę fajne („Załamanie Angeli” i „korytarz Gwoździ”)
+ Tajemne archiwum
Jest to pełny zapis nagrania, które pojawia się pod koniec filmu. Angela puszcza je fragmentarycznie, a ten dodatek odsłania całe nagranie o tajemniczej dziewczynce.
+ Sekrety produkcji
Obszerny i ciekawy wywiad z główną bohaterką filmu. Opowiada, jak było na planie i, że czasami naprawdę było strasznie, bo reżyserzy cały czas nalegali na realizm, więc nie zawsze informowali, co będzie w następnej scenie (tak aby aktorzy reagowali jak w prawdziwym życiu).
+ Zwiastuny filmów
REC, Mgła, Sierociniec, Zęby, Oko i mogehiperdupersuper produkcja: To nie tak jak myślisz kotku :P

+DODAJ KOMENTARZ - ZOBACZ KOMENTARZE+




Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.

11 czerwca 2009

Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia (2008 - dvd)

7 [dodaj komentarz]

     Gdy na Ziemi ląduje statek kosmiczny, ludzkość staje w obliczu pierwszego w historii kontaktu z wysłannikami pozaziemskiej cywilizacji. Czy przybywają oni na naszą planetę z misją pokojową?
     „To tajemnica dobrego filmu science-fiction. Sprawić, by widzowie uwierzyli w tę rzeczywistość, zwłaszcza w postać Klaatu. Sukces lub porażka filmu zależy od tego, czy widzowie uwierzą, że Keanu Reeves to przybysz z kosmosu” – rzekł Scott Derrickson, reżyser filmu "Dzień, w którym zatrzymała się ziemia".



     Nie uwierzyłem. Co więcej, jest to jeden z najsztuczniejszych filmów jakie do tej pory widziałem... Jedynie powyższy zwiastun jest naprawdę kozacki, a cała reszta zawodzi i stanowi duże rozczarowanie. Zaznaczyć wypada, ze moje oczekiwania nie były jakoś kosmicznie wygórowane, bowiem poza dobrze zrealizowanym i w miarę sensownym kinem SF więcej do szczęścia nie było mi potrzebne. Liczyłem trochę na realistyczny klimat grozy/dramatu, czyli na emocje porównywalne z tymi, jakie były (i są do tej pory) w doskonałym filmie „Kontakt” Robert’a Zemeckis’a (polecam!), ale pierwsze 20min filmu skutecznie rozwiało moje nadzieje.
     Największa bolączką filmu jest właśnie brak klimatu. Tej atmosfery niepewności i grozy przy spotkaniu z obcą cywilizacją, która przecież może być zwiastunem końca świata. Pomimo obrazu w tonacji wyblakłej zieleni, dramatycznie brzdąkającej w tle muzyki, paniki ludzi, bezradności naukowców i wojska, było mi zupełnie obojętne co się dalej wydarzy. Niestety, budowanie napięcia, stopniowe wprowadzanie kolejnych elementów układanki to w tym filmie jakaś abstrakcja. Akcja postępuje bardzo szybko, a jedynie co jakiś czas występuje przerywnik w postaci załamanej, płaczącej matki bądź wiadomości telewizyjnych informujących o zbliżającym się końcu świata.. Normalnie strach się bać. Gdy obcy lądują na ziemi, akcja drastycznie zwalnia i niestety do samego końca ciągnie się jak glut z nosa. Alien pt. Klaatu, kluczowa postać filmu to bohater nijaki, nudny i niewzbudzający ani strachu, ani zaciekawienia. „Płaski” do granic możliwości. Myślałem, że będzie prowadzić ciekawy i wciągający dialog z ziemianami (taki trochę ala K-PAX :) ) ale nic z tego. Teksty, zarówno obcego jak i ludzi, są niezwykle, wręcz kosmicznie drętwe.. Owszem, pojawia się jeden ciekawy moment, kiedy Klaatu spotyka się z noblistą profesorem Barnhardt’em, ale jest to jedna kropelka w morzu nijakości.
Co ważne, Klaatu nie jest jedyną obcą postacią jaką przyjdzie oglądać na ekranie. Tu jednak warto wspomnieć o twórcach filmu, którzy przekonują, że nie wiadomo jak naprawdę może wyglądać obca cywilizacja, jakie formy/kształty może przybierać i że dla ludzi prawda może być zaskakująca i trudna do przyjęcia. Racja, ten kiczowaty wizerunek w filmie musi mieć jakieś wytłumaczenie..
     Technicznie film jest niezły, ale szału jako takiego nie ma. Na pewno daleko mu do takich określeń jak „epicki rozmach, zapierające dech efekty specjalne, rewelacyjny dźwięk” jakimi posługuje się polski dystrybutor. Ciekawe ujęcia, niezłe efekty specjalne, przyzwoita muzyka to wszystko na co można liczyć. Ni to grzeje, ni to ziębi…
     Keanu Reeves nieodłącznie kojarzony już z kinem SF powoli zaczyna być odpowiednikiem Nicolas’a Cage’a. Aktor jednej twarzy, z mocno zawężonym warsztatem aktorskim zaczyna nudzić, a w roli Klaatu wypada tak sobie. Jennifer Connelly w roli Dr Helen Benson wypada o niebo lepiej i chociaż przyjemnie na nią popatrzeć.. :). W pozostałych rolach zobaczymy Kathy Bates w irytującej roli Sekretarza Obrony Reginy Jackson (taka typowa amerykańska postać.. bleeah), świetnego John’a Cleese w roli noblisty profesora Barnhardt’a, a także w małej roli beznadziejnego Robert’a Knepper’a (bardziej znanego jako T-Bag)



     Danny DeVito podsumowałby to tak: KaszANA! :) Fabuła zaledwie interesująca, i to też do pewnego momentu, a brak napięcia i mrocznej atmosfery kładzie film na łopatki. Nie ratują go przeciętne efekty, znane nazwiska w obsadzie, a także mądre i ostrzegające przesłanie dla całej cywilizacji ziemskiej (lepiej obejrzeć jakiś film na Discovery albo ostatnią, darmową produkcje Luka Bessona). Krótko mówiąc, film sztuczny, niedopracowany i przereklamowany. Można spokojnie poczekać aż pokażą go w TV albo dorzucą za free to jakiegoś szmatławca. Nie polecam.

::::::::::::::::: MOJA OCENA: 4-/10 :::::::::::::::::


Kilka słów o wydaniu DVD
CENA: 39.99
format obrazu: 2.35:1
dźwięk: 5.1 (DD) lektor + napisy PL
Wszystkie dodatki z polskimi napisami.
+ Usunięte sceny
4 króciutkie i rzeczywiście kiepskie sceny
+ Re-Imagining The Day
Obszerny materiał o produkcji. Ekipa najpierw tłumaczy, po co w ogóle film został nakręcony, a potem wszyscy wzajemnie wychwalają się od najlepszych w branży. Najpierw cała ekipa wychwala reżysera, a potem reżyser chwali producenta. Ten słów kilka powie po czym stwierdzi, że film nie powstałby bez genialnego operatora kamery. Operator kamery rzuci skromnie kilka przechwałek na temat swojej osoby i przypomni sobie, że film nie powstałby bez genialnego kompozytora. I tak aż do sprzątaczki :P Usnąłem.
+ Unleashing Gort
Kilkunastominutowy materiał o pomysłach na Gort’a który w filmie przybrał postać maksymalnie kiczowatego nanorobota.
+ Watching The Skies: In serach of extraterrestrial life
Zdecydowanie najciekawszy dodatek ze wszystkich. Jest to bowiem film dokumentalny opowiadający o instytucjach szukających w kosmosie sygnałów od obcej cywilizacji.
+ The day the earth was green
Strasznie naiwny dodatek pokazujący wytwórnie FOX jako tą najbardziej ekologiczną (np. podczas kręcenia filmu korzystano z naczyń porcelanowych a nie jednorazowych..).
+ Commentary by writer David Skarpa
Musiałbym obejrzeć film jeszcze raz aby zapoznać się z tym dodatkiem. Może za kilka lat…
+ Still Galleries
Bardzo fajna i obszerna galeria. Szkice, storyboardy i fotosy z planu.

+DODAJ KOMENTARZ - ZOBACZ KOMENTARZE+




Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.

7 czerwca 2009

Dorwać Smarta (2008 - dvd)

5 [dodaj komentarz]

     Po tym, jak kwatera główna amerykańskiej agencji wywiadu o nazwie CONTROL została zaatakowana, a wszyscy agenci zdekonspirowani, Szef (Alan Arkin) nie ma innego wyjścia i musi awansować pełnego zapału analityka Maxwella Smarta (Steve Carell) do pracy w terenie. Tym samym główny bohater filmu musi stawić czoła złowrogiej tajnej organizacji o kryptonimie KAOS i udaremnić jej najnowszy plan przejęcia kontroli nad światem.

Kliknij w "PLAY" a potem w "HQ" aby oglądać w lepszej jakości


     Końcówka powyższego trailera wymiata. Ilekroć go oglądam i słyszę chłopaka, a potem jego matkę, mam niekontrolowany napad śmiechu :P Wracając jednak do filmu…
     Obawiałem się głupoty głównego bohatera, bowiem z reguły cały komizm takich filmów opiera się na oklepanym już schemacie: głupol wśród inteligentów (i niech się gawiedź z niego śmieje). Na szczęście film „Dorwać Smarta” przedstawia humor inteligentny, niepozbawiony ciętych tekstów i rozbrajających gagów, a tytułowy Maxwell Smart to jegomość przesympatyczny, lekko zwariowany i przede wszystkim z głową na karku. I to właśnie zdrowe myślenie Smarta, siejące postrach wśród bandytów jest głównym powodem do śmiechu widza. Co prawda, znajdzie się kilka ciężkich ‘żartów’ (godnych np. takiego gniota jak „Totalny Kataklizm”), ale ich ilość jest, można powiedzieć, śladowa i ogólnie nie zniesmacza odbioru całego filmu.
     Sam scenariusz nawiązuje do filmów szpiegowskich, zwłaszcza do serii o agencie 007, choć trudno tu mówić o typowej, nabijającej się z Bonda parodii. Bardziej chodzi o skojarzenie klimatu, akcji i fabuły, która obowiązkowo opowiada o globalnym niebezpieczeństwie. A jeśli już wspomniałem o fabule – prosta jak budowa cepa, ale w obliczu ciekawych bohaterów, sporej dawki humoru ogląda się sympatycznie i przyjemnie.
     Również pod względem obsady film wypada całkiem nieźle. Steve Carell w roli Smarta wypada tak jak wypaść powinien, czyli komicznie. Przyznam, że jakoś do tej pory nie specjalnie przepadałem za tym aktorem, ale w roli Smarta zapunktował na plus. U jego boku zobaczymy Anne Hathaway w roli Agentki 99, która wg mnie jest lekko chybionym pomysłem. W gruncie rzeczy nie wiem, dlaczego bo talent dziewczyna ma, teoretycznie jest na czym oko zawiesić, a mimo wszystko jest w niej coś.. irytującego. W pozostałych rolach zobaczymy sympatycznego wielkoluda Dwayne Johnson’a a także przez krótką chwile Bill’a Murray’a.



     Reasumując, pierwsza i z perspektywy czasu słuszna myśl, jaka przyszła mi do głowy po obejrzeniu tego filmu to: bardzo sympatyczna komedia. Z pewnością nie jest to produkcja przełomowa, ale dobry scenariusz, wartka akcja i niegłupi humor gwarantują 2 godziny dobrze zrealizowanego i zabawnego seansu. Polecam, dobry humor po filmie gwarantowany :)

::::::::::::::::: MOJA OCENA: 7/10 :::::::::::::::::


Kilka słów o wydaniu DVD
CENA: 39,99
format obrazu: 2.35:1
dźwięk: 5.1 (DD) lektor + napisy PL
+ Film z ujęciami Smarta
Podczas oglądania filmu pojawia się obraz informujący o tym, ze jak naciśniesz enter na pilocie to zobaczysz dodatkową scenę np. rozwinięcie drugoplanowego bohatera lub po prostu inne ujęcie. Steve Carell przed dodatkiem informuje, że dzięki tej opcji film jest o 62% bardziej śmieszny. Być może. Obejrzałem jeszcze raz pierwsze 30min i owe rozwinięcia były.. takie sobie. Może kiedy indziej obejrzę całość.
+ Lekcje języka
Steve Carell w kilku językach (m.in. włoski, francuski) zachwala film. Teoretycznie śmieszne, praktycznie w ogóle :P
+Sekrety szpiega: gagi z planu.
Kilkuminutowy materiał z wpadek podczas kręcenia filmu. Sympatyczny.

+DODAJ KOMENTARZ - ZOBACZ KOMENTARZE+




Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.

3 czerwca 2009

ZNALEZIONE W SIECI: TrailerMAN

2 [dodaj komentarz]
hehe, rewelka :P