Mamy wakacje, więc następne wpisy będą serią filmów lajtowych. Na pierwszy ogień wybrałem kinową wersje kultowej japońskiej "mangi" pt. Dragonball o szumnym podtytule Ewolucja. Co my tu mamy... Jest chłopaczyna o imieniu Goku, pośmiewisko wszystkich uczniów w szkole, a prywatnie super hero z nadprzyrodzonymi mocami. Jest jeszcze fajniutka Chi Chi w której Goku nieudolnie się podkochuje. Rzecz jasna, fajniutka Chi Chi jest dziewczyną największego mięśniaka i kretyna w okolicy. Trochę zalatuje operą mydlaną, ale to tylko pozory bowiem tu chodzi o coś więcej niż zdobycie najfajniejszej laski w filmie.. Jest jeszcze cały świat… do uratowania, rzecz jasna! Jegomość o wzbudzającym grozę imieniu PICOLO zagraża naszej pięknej planecie i ktoś musi go powstrzymać!
Dragonball Ewolucja przypomniał mi czasy podstawówki i dwóch kumpli, którzy mieli kompletnego fioła na punkcie mangi i anime. Większość wolnego czasu spędzali na naśladowaniu swoich ulubionych bohaterów czyli: gestykulowali, mówili tak jak oni, skakali i w charakterystyczny sposób lądowali na ziemi (tak jak Goku na samym końcu filmu). Jeden z nich na każdym zdjęciu, czy to klasowym czy prywatnym, zawsze pozował w taki sposób aby później na komputerze dorobić świetlistą kulę unoszącą się nad dłońmi. Potem to drukował i chwalił się, że drzemią w nim ukryte i potężne moce.. :) Wspominam o tym, bo chyba tylko tacy fanatycy mangi/anime będą w stanie docenić wszystkie bajery jakie występują w filmie. Reszta widzów może nabawić się szczękościsku podczas ziewania, a w najgorszych wypadkach (np. wybredni koneserzy filmowi) może skończyć się odruchem wymiotopędnym. Dlaczego? Chciałoby się powiedzieć, że jest to produkcja przynajmniej tak prosta jak budowa cepa, ale byłoby to spore nadużycie i jeszcze ktoś mógłby pomyśleć, że film jest całkiem niezły. Niestety, fabularnie film leży i kwiczy. Aktorsko niewiele lepiej, choć aktorzy dobrani całkiem nieźle. Technicznie jest nie najgorzej, dużo się dzieje, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że wszystkie sceny walki, a zwłaszcza te w slow motion ala matrix, są mocno szpanerskie i ogólnie niespecjalnie przypadły mi do gustu. Krótko mówiąc, nuda. Na szczęście film trwa zaledwie 80 kilka minut (z napisami końcowymi!), więc męczarnie nie trwają długo.
Cóż więcej można o tym filmie powiedzieć? Niewiele.. Dragonball powinien mieć odrębną kategorię wiekową, optymalnie tak do lat 12. Tylko dzieciaki (chyba) będą mogły docenić opowieść o biednym chłopczyku, który w widowiskowy sposób (najczęściej odstawiając coś w stylu Macareny) przeobraża się w super wojownika zdobywającego najfajniejszą laskę w filmie. Aha, prawie bym zapomniał - wojownika ratującego świat! Szkoda czasu i kasy, a dla większości transferu.
::::::::::::::::: MOJA OCENA: 3/10 :::::::::::::::::
Pozdrowienia z masakrycznie słonecznego Zakopanego :) Niestety, nie tylko ja wpadłem na ten genialny pomysł aby właśnie tutaj spędzić wakacje i razem ze mną zwaliła się tu chyba połowa Polski :). Ale i tak jest git. Ba, codziennie o godz 22 pod chmurką jest Orange Kino Letnie! W świetle gwiazd człowiek siedzi sobie wygodnie (czytaj: rozwalony w 4 strony świata) na wygodnym leżaku (takim plażowym), sączy coś tam (niech będzie, że Cole :P) i w luźnej, a nawet bardzo luźnej atmosferze ogląda film. Powiem Wam, że naprawdę fajna akcja z tym kinem - brawo dla Orange, oby więcej takich eventów, a być może jeszcze to przemyślę i nie przejdę do Play :P W ogóle te wakacje są jakieś takie wyjątkowo filmowe bowiem do tej pory widziałem całkiem sporo filmów (nie tylko dzięki Orange), np. Sen Kasandry, American Gangster, Zabić wspomnienia, Lesbian Vampire Killers, Co się zdarzyło w Las Vegas, Szybcy i Wściekli 4, DragonBall (ależ na tym filmie miałem ubaw) i jeszcze kilka innych. Tak więc pozwolę się nieskromnie powtórzyć, jest git :)
Jednak nie o wakacjach miałem pisać (jeszcze tylko kilka dni byczenia się), a o czymś bardziej istotnym (przynajmniej dla mnie). Dokładnie... (uwaga) rok temu... (fanfary) założyłem niniejszego bloga (taadaaa :P).. Pamiętam jak po pierwszym tekście opublikowanym na Onecie twardo dwa dni spędziłem przed monitorem i ciągle odświeżałem stronę z nadzieją na jakikolwiek komentarz :P Ależ miałem radochę gdy w końcu ktoś zostawił po sobie ślad :) Tak to się właśnie zaczęło, i tak to trwa do dzisiaj... :) W międzyczasie (po 4 miesiącach) musiałem pożegnać się z Onetem i przeniosłam bloga na Bloggera pod adres kino-dvd.blogspot.pl, obecnie www.kino-dvd.pl pod którym staram się regularnie publikować kolejne teksty (specjalnie nie używam słowa "recenzje" - za dużo i za fachowo powiedziane :).
Z tego miejsca chciałbym podziękować wszystkim czytelnikom, którzy poświęcają swój czas na moje rozwlekłe elaboraty. Za każdą opinie, pochwałę czy krytykę, za każdą pozostawioną przez Was literkę. Tutaj duży ukłon przed ludkami, którzy regularnie zaglądają na kino-dvd :)
To tyle, jeśli chodzi o urodzinową imprezę. Obiecuje, że w przyszłym roku będzie huczniej i znacznie ciekawiej :P A na zakończenie, w ramach ciekawostki, przedstawiam Wam kilka haseł które zostały wpisane w wyszukiwarkę google i doprowadziły kogoś tam na mojego bloga. Pomysł zgapilłem od Pawcia, który jakiś czas temu przedstawił podobną listę i od tamtej pory regularnie przeglądam swoje statystyki i zapisuje rózne ciekawe perełki.. :)
Pisowania itp. zachowana w oryginale, nic nie zmieniałem.
- jak napisac według alfabetu słowa swój spokój mój słów? - nowy jork taka jakby trochę wiocha jestes - koralina i tajemnicze drzwi czy ten film jest głupi (wow, prosto z mostu :P) - film anonimowy wall (cały urok tego filmu jest taki, że nikt nic o nim nie wie :P) - niesamowite filmy o dzieciach - limuzyna kristanny loken (yyy?) - czy kino może być czyms więcej niż tylko fotelem i ekranem (hehe, mocne :P) - do kobiety trzeba się pofatygować - zachowanie przyszłego mordercy - wiadro pomyj w reklamie - jak żyć bez kina telewizora wideo i komputera i internetu-kartka z pamiętnika (ja Ci człowieku nie pomogę :P) - bo walczyc trzeba do konca mimo wszystko (tak jest!) - kobiety wola brzydali - dom wariatów (witamy :P) - straszny filmik ja oglądałem i żałuje (lepiej nie wiedzieć co to był za filmik) - czy transformers zemsta upadłych leciał w kinie z napisami i lektorem? (ktoś wie?:P) - grupa agentow fbi szkolenie na wyspie zaczynać zginać - czy ktoś ma film vicky cristina barcelona (kto ma ten ręka do góry) - inne transformersy i jakieś tam - jak oglądać mamma mia (zamknąć oczy i słuchać) - zdjecia mężczyzn w ciemnych okularach (yyyy...) - filmy gdzie rolę grają prostytutki (uuuuu... :P) - wyskakujące piersi (hehe :P)
I na koniec bomba: - dziwki nie z tej ziemi dvd
Nie byłbym sobą gdybym nie wpisał tego w google. Patrzcie co znalazłem: Ten niesamowity film opowiada o inwazji obcej cywilizacji, która za wszelką cenę chce opanować Ziemię. Reżyser filmu, był wielokrotnie nagradzany za swoje produkcje, przedstawił widzom wizje bliskich spotkań trzeciego stopnia. W jego wersji pierwszy kontakt z obcą cywilizacją nabiera bardzo dosłownego charakteru. Tawny Roberts i Dru Berrymore wcielają się w role seksownych kosmitek. Wszystko, co sie tu dzieje, przekracza granice wyobraźni. W wersji DVD mamy dużo dodatkowych zdjęć spoza planu filmowego, są też sceny, które zostały wycięte z filmu, wywiady z aktorkami i reportaż z planu filmowego. „Dziwki nie z tej ziemi” to wyjątkowa superprodukcja, coś niespotykanego na naszym rynku porno. Występują: Mary Carey, Belladonna, Beuty, Dru Berrymore, Honey, Kiki, Tawny Roberts i inni.
Kurde, brzmi zachęcająco lol :P
W przyszłym tygodniu wracam do pisania i odwiedzania blogów, pozdro :)
Nie raz podkreślałem, że lubię Bay’a i jego styl. Widziałem większość jego filmów (ostatnio kupiłem sobie „Twierdze”) i generalnie każdy z nich daje konkretną dawkę dobrej i widowiskowej zabawy. Wybierając się na Transformers 2 nie miałem wątpliwości, że efekty specjalne wgniotą mnie w fotel, a na widok Megan Fox serce szybciej zabije :) Jednak gdzieś tam dzwoniło mi, że jest to druga część (wiadomo jak to z nimi jest), że Bay nie jest najlepszy w kontynuacjach (Bad Boys 2), no i jeszcze do tego liczne średnio entuzjastyczne opinie widzów… Coby nie powiedzieć, pierwsza część była niesamowicie widowiskowa. Fakt, może trochę głupawa ale za to niezwykle lekka i z dużą dawką dobrego humoru. Taka kwintesencja kina akcji – siedzieć i dobrze się bawić. I w końcu, po niespełna dwóch latach oczekiwania na kontynuację, Deceptikony (czy jak oni się tam nazywają) wracają na ziemię, aby zemścić się na Autobotach i ostatecznie przejąć kontrolę nad ziemią. Nareszcie!
Technicznie film trzyma poziom. Walka w Szanghaju czy też w lesie została nakręcona naprawdę kapitalnie, choć podobnie jak u poprzednika, montaż jest za szybki, i często nie wiadomo, kto kogo aktualnie leje w mordę. Akcji jest znacznie więcej, ale chyba ktoś gdzieś pogubił się w odpowiednich proporcjach bowiem druga połowa filmu, choć dalej widowiskowa, jest już odrobinę męcząca. Jeden napiernicza drugiego i tak w kółko bez końca – a gdzie jakieś napięcie? Jakieś zwroty akcji czy cuś podobnego? Niet, twórcy woleli nawalić jak najwięcej wybuchowych bajerów i jeszcze więcej robotów. A po co ich aż tyle? Żeby jeszcze były ciekawe, śmieszne, ale irytujące robo-bliźniaki? Robo-pies? Robo-kobieta? Robo-człowiek? I co jeszcze? A już zupełnie rozwalił mnie stary, zardzewiały robot, który poruszał się o lasce, a twarz miał przyozdobioną metalowymi wąsami i brodą (coby wyglądał jak dziadek). Wiem, czepiam się, ale kicz i tandeta w tym filmie był dla mnie w ilościach przerażających. I jeszcze ten scenariusz.. a raczej jego kompletny brak. Pierwsza część była inteligentnie głupia, przez co przyjemna i wesoła. Druga cześć jest po prostu głupia… No żal, po prostu żal. Humor? Jest, ale nie mogłem pozbyć się wrażenia, że większość gagów została wpakowana na siłę, np. wszystkie sceny z robo bliźniakami (choć scena z paralizatorem była kozacka). Szczerze mówiąc, jestem rozczarowany. Zupełny brak pomysłu na kontynuacje, to chyba jedyny słuszny wniosek po seansie. Idąc po najmniejszej linii oporu naćkano dwa razy więcej akcji zapominając przy tym, że nawet kino akcji potrzebuje czegoś więcej aniżeli widowiskowej napierdalanki. Nie wiem, czy twórcy filmu nie widzieli tego co nakręcili? Można oczywiście niezliczonymi ilościami słów rozwodzić się nad wizualną stroną filmu, sypać ochami, achami i na każdym kroku podkreślać, że to kino akcji, że rządzi się swoimi prawami, że nie wszystko musi mieć sens. I nawet jestem w stanie takie gadanie zrozumieć, nie raz w wielu przypadkach sam to podkreślałem. Jednak Transformers2 to jakiś taki dziwny… twór, który nie zachwyca, nie wciąga i do pięt nie dorasta części pierwszej. Najgorsze jednak jest to, że po obejrzeniu Zemsty Upadłych w ogóle nie mam ochoty na część trzecią. Ba, chyba wolałbym aby w ogóle nie powstała.. Bo cóż Michael Bay może nowego pokazać, czym zaskoczyć? Moim skromnym zdaniem Zemstą Upadłych poszedł po bandzie, nawalił wszystkiego „po brzegi” i niestety miejscami przelał czarę goryczy. Więc co może zaoferować w kolejnej części, która na pewno powstanie. Wpakuje w swoją kolorową bajkę jeszcze więcej robotów? Jeszcze więcej akcji i absurdu? To ja już teraz dziękuje za taką bajkę bo już czuję się nią zmęczony. Na zakończenie słów kilka o obsadzie, czyli nie byłbym sobą gdybym nie wspomniał o boskiej Megan Fox. Jej rola została znacznie rozbudowana (wiem, brzmi to idiotycznie) dzięki czemu płeć brzydka winna być usatysfakcjonowana przyjemnymi dla oka widokami (więcej ciałka i takie tam :P) . Dobrze, że jest na czym oko zawiesić, bo te 7% jej talentu nie starczyłoby nawet na statystowanie w Plebanii (swoją drogą, mogłaby przyjąć rolę w Tomb Riderze). Żeby jednak nie było, że tylko o baba… ten tego, kobietach, denerwował mnie trochę Shia LaBeouf. Siakiś taki głupawo przylizany biegał po tym ekranie, stroił dziwne minym a gdy miał wizje i pokazywał to całym sobą – wyglądał idiotycznie.. No dobra, koniec już tego jakże niezwykle inteligentnego akapitu..
Reasumując, napaliłem się na ten film i być może dlatego wyszedłem z kina tak zdegustowany i rozdrażniony. Miało być tak zajebiście, efektownie, śmiesznie.. to miał być wielki film, rozrywka, która wgniata w fotel. Z pierwszej części zostało tylko niezwykłe (choć już lekko męczące) widowisko, fajny bumblebee (zauważyliście, że zawsze z błyszczącego Camaro zmienia się w usyfionego robota i na odwrót?) i Megan Fox w slow motion na tle zachodzącego słońca.. I Tyle (albo aż tyle).
::::::::::::::::: MOJA OCENA: 5-/10 :::::::::::::::::
Kilka słów o wydaniu DVD CENA: 69,99 za wydanie 2-płytowe (steelbook) Format obrazu: 2.40:1 dźwięk: DD 5.1, lektor DD 5.1 + napisy PL Wszystkie dodatki z polskimi napisami.
+ Komentarz reżysera i scenarzysty Dostępny podczas filmu. Jakoś unikam tego typu dodatków, nie oglądałem.
+ The Human Factor - Exacting Revenge of The Fallen 2 godziny, 8 minut. Dokładnie tyle trwa ten dodatek. I muszę przyznać, że zrobił na mnie kolosalne wrażenie. Bay opowiada dosłownie o wszystkim, o każdym aspekcie produkcji. Reżyser, pruducent, scenarzyści, aktorzy, efekciarze, designerzy, każdy kto miał jakiś udział w filmie opowiada na czym polegała jego praca oprowadzając po studiu/miejscu pracy. Ów dokument wyjątkowo nie jest przesłodzony. Pokazuje, że kręcenie filmu to nie tylko świetna zabawa, ale także ciężka i żmudna praca. Ogrom nakładów jakie są potrzebne, a także cała okrutna logistyka nad którą trzeba czuwać robi ogromne wrażenie. To chyba pierwszy tego typu dodatek, który nie polega tylko i wyłącznie na "zobaczcie, jesteśmy najlepsi", "my to zrobiliśmy pierwsi". Szczerze mówiąc dla tego dokumentu warto kupić to DVD - robi chyba większe wrażenie niż sam film :)
+ A day with Bay: Tokio Kolejny wypasiony dodatek. Razem z Michalem idziemy na premierę w Tokio. Obserwujemy wywiady jakich udziela Bay (niektóre pytania kitajców zwalają z nóg), całą konferencje prasową i w końcu ostateczną ceremonię odpalenia filmu. Kurde, to robi wrażenie! Ciekawe, że jeszcze 2 godziny przed premierą Bay siedział przed komputerem i z całym sztabem ludzi i kończył film.. :)
+ 25 Years of Transformers 10 minutowy dodatek poświęcony fenomenowi zabawek, a także ich ewolucji na przestrzeni ostatnich lat. Jest również kilka słów o tworzeniu filmowych postaci i ich transformacji.
+ Deconstructing Visual Bayhem To od tego swoją pracę zaczyna Bay - wstępne wizualizacje. Na dvd mamy ich aż 15 dzięki czemu możemy zobaczyć, jakie były projekty, pomysły i opracowania poszczegółnych scen przed ich realizacją.
+ Deleted/Alternate scenes 3 długie i zabawne sceny, które nie pojawiły się w filmie.
+ Linking Park - New Divide Fatalny teledysk średniego utworu.
Grindhouse oznacza tanie amerykańskie kino (popularne w latach 70) czynne całą dobę, wyświetlające zwiastuny nieistniejących filmów, a także i przede wszystkim filmy dla niewybrednej publiczności. Co to za filmy? Tzw. exploitation movie czyli niskobudżetowe, tandetne, kiczowate filmy kręcone przez amatorów, pasjonatów lub początkujących artystów na tematy uznawane za głupie, prymitywne, wulgarne i niemoralne czyli seks, zboczenia, przemoc, krew, okrucieństwo, potwory, mutanty (źródło: wikipedia). Quentin Tarantino (Wściekłe Psy, Pulp Fiction, Jackie Brown, Kill Bill) i Robert Rodriguez (Desperado, Od zmierzchu do świtu, Sin City) postanowili oddać swego rodzaju hołd kinom i filmom klasy B i nakręcić własne, solidne.. gnioty stylizowane na tamte lata. „Filmy były do bani, ale to właśnie było pociągające” powiedział Tarantino. W ramach projektu o oryginalnej nazwie Grindhouse powstały następujące produkcje:
Grindhouse: Planet Terror – film w reżyserii Robert’a Rodriguez’a, Machete (Maczeta) - fikcyjny zwiastun w reżyserii Robert’a Rodriguez’a, Werewolf Woman Of The SS - fikcyjny zwiastun w reżyserii Rob’a Zombie, Acuña Boys Restaurant - fikcyjna reklama w reżyserii Quentin’a Tarantino, Don't - fikcyjny zwiastun w reżyserii Edgar’a Wright’a, Thanksgiving - fikcyjny zwiastun w reżyserii Eli Roth, Grindhouse: Death Proof – film w reżyserii Quentin’a Tarantino
Zasadnicze pytanie jakie jednak nasuwa się na myśl: czy duetowi Tarantino&Rodriguez rzeczywiście udało się nakręcić filmy tandetne? Czy są to produkcje prymitywne, wulgarne, pełne bezsensownej przemocy, krwi, seksu i okrucieństwa? Krótko mówiąc, tak. Czy zatem są to filmy kiepskie? Otóż nie. Tarantino i Rodriguez dokonali czegoś niezwykłego, bowiem nakręcili filmy klasy B, które idealnie, wręcz podręcznikowo obrazują definicję exploitation movie i jednocześnie czynią z niej największy atut całego projektu. Ten pod szyldem Grindhouse trafił do amerykańskich kin i niestety tylko do amerykańskich kin. Europejscy dystrybutorzy pomimo sprzeciwów, licznych petycji widzów, podzielili cały projekt na dwa oddzielne filmy przez co trzymaliśmy Grindhouse vol.1 i vol.2. Dlaczego? Wg dystrybutorów, podział był dla dobra widzów, bowiem wg nich. europejska publiczność miała być nieprzygotowana na tak długi projekt. Nieoficjalnie jednak, Grindhouse by Tarantino&Rodriguez odniósł w Ameryce spory sukces więc czemu nie zrobić dwóch premier, i zamiast jednego biletu, sprzedawać dwa..
PLANET TERROR w reżyserii Robert’a Rodriguez’a opowiada o mieszkańcach małego miasteczka nękanych przez dziwną chorobę zmieniającą ludzi w krwiożerczych i wygłodniałych zombie. Jedyną nadzieją miasteczka jest El Wray (Freddy Rodríguez) i jego ex tancerka go-go Cherry (Rose McGowan), która z karabinem zamiast nogi (odgryzionej), postanawia zaprowadzić porządek w małej mieścinie.. Film zaskakuje bogatym asortymentem obejmującym wszystko co wiąże się wnętrznościami człowieka. Można powiedzieć, że Planet Terror to taka anatomia człowieka w krzywym zwierciadle, bowiem wylewające się z ciał flaki, wyciekające z głów mózgi, odpadające kończyny, pękające na skórze zropiałe bomble to tylko ułamek krwistych pomysłów Rodriguez’a. I choć ów pomysłowość niejednokrotnie przekracza granicę dobrego smaku, film Rodriguez’a ogląda się całkiem przyjemnie. Głównie za sprawą mnogości ciekawych, absurdalnych bohaterów a także, i może przede wszystkim, za sprawą ciętych, mocnych i równie absurdalnych dialogów. Poza tym film ściśle nawiązuje do wszelakiej maści horrorów drugiej kategorii wykorzystując przy tym wszystkie znane już pomysły/motywy/rozwiązania na zaskoczenie widza. Tą przewidywalność Rodriguez traktuje jednak z odpowiednim, ironicznym dystansem (np. grupa ludzi przemielona przez wirnik helikoptera), a także miksuje z podkładem muzycznym lat 70 i marnej jakości obrazem (niewyraźny, zacinający, pełen czarnych migających pasków, wyblakły) co w końcowym rezultacie daje efekt doskonale przerysowanego i zrealizowanego filmu exploitation. Obejrzeć na pewno warto, a nawet trzeba, choć zdaje sobie sprawę, że nie wszystkim przypadnie do gustu film w którym fontanna krwi i flaków gra jedną z głównych ról, a babeczka z wmontowanym w nogę karabinem maszynowym sieje ogień sprawiedliwości.
DEATH PROOF Quentin’a Tarantino jest filmem zgoła innym. Mamy tutaj kaskadera Mike’a (genialny Kurt Russell), który lubi seks, alkohol, szybkie samochody oraz mordowanie młodych, niewinnych dziewczyn. Nie wiadomo ile już ich wymordował, wiadomo natomiast, że na jego drodze stanie 8 gorących, młodych, kipiących seksem dziewczyn. Kto z tej konfrontacji wyjdzie cało? Film Tarantino nie epatuje tak mocno przemocą, choć nie jest jej pozbawiony. Siłą filmu są przede wszystkim rewelacyjni bohaterowie i genialne dialogi. Nie wiem jak Tarantino to robi, ale w jego filmie nie zabraknie długich, przegadanych scen o niczym, a jednak kolejne minuty nie zanudzają tylko wciągają na maksa. Obowiązkowo nie zabraknie dobrego, sarkastycznego humoru, zwłaszcza w drugiej części filmu w której zobaczymy dwie doskonałe postacie: Zoe (Zoe Bell) i Kim (Tracie Thoms). Fani twardych kobiet z jajami o ciętym i wulgarnym języku powinni być w 7 niebie :). Panie zresztą też znajdą coś dla siebie – kaskader Mike to żywa kalka współczesnego mężczyzny (niestety) a filmowe bohaterki nie przebierają w środkach z panem kaskaderem. Zresztą film wśród płci pięknej cieszy się ogromnym uznaniem czego dowodem może być moja dziewczyna, która stwierdziła, „że takie filmy mogę oglądać na okrągło”. Warto odnotować jeszcze jedną ważną rzecz. Wiadomo, że u Tarantino nie ma słów przypadkowych więc dobre tłumaczenie jest kluczem do poznania i zrozumienia charakterystycznego stylu Tarantino. Tłumaczenie Death Proof zdaje egzamin, jest wręcz idealne (przynajmniej to na DVD). Brawo. W Death Proof podobnie jak w Planet Terror zadbano o odpowiednią oprawę audio-wizualną. Mamy zatem kiepski jakościowo obraz, a także doskonały (jak to u Tarantino) soundtrack lat 70. W filmie nie małe znaczenie mają ryczące fury więc nie mogło obyć się bez widowiskowych pościgów. Te Tarantino nakręcił tradycyjnie bez komputerowej magii i efekt jest po prostu genialny, a nawet jeszcze lepszy (wyczyny Zoe Bell na przedniej masce samochodu są niewiarygodne).
Oba filmy bardzo mocno nawiązują do innych, starszych filmów tego gatunku. Nie wyznaję się na kinematografii amerykańskiej, ale to po prostu… Po prostu widać, słychać i czuć jak Tarantino i Rodrugez bawią się exploitation wyciągając z tego gatunku wszystko co najlepsze i najbardziej charakterystyczne. Tym samym projekt Grindhouse uważam za bardzo udany i obowiązkowy dla każdego. Jeśli miałbym wybierać, który z powyższych filmów jest lepszy, bez wahania wskaże Death Proof. Ze względu na lekkość, humor, akcje, ryczące samochody, Tarantinowski styl, no i te silne, wyzwolone kobiety (mój typ) przy których kolana mi miękną. Mocne 8+ albo naciągane 9-, na tyle ten film zasługuje. Planet Terror to już zupełnie inne bajka i z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu. Mnie osobiście film Rodrigeza trochę zmęczył (głównie ilością przemocy) i nie wciągnął tak bardzo jak Death Proof. Z drugiej strony, czy nie o to właśnie chodziło? Czy tak właśnie nie jest z filmami exploitation? Tak czy inaczej 7 to max dla Planet Terror. Oba filmy, wraz z fikcyjnymi zwiastunami polecam zobaczyć. Jeśli nie względu na nazwiska, rekomendacje moją czy innych to ze względu na wyjątkowość całego projektu.
::::::::::::::::: MOJA OCENA: 8/10 :::::::::::::::::
Kilka słów o wydaniu DVD Polecam kupić wydania 2-płytwe – dodatki są naprawdę kozackie i do tego wszystkie tłumaczone na PL (napisy).
PLANET TERROR CENA: od 34,99 Format obrazu: 16:9 dźwięk: 5.1 (DD) lektor + napisy Wszystkie dodatki z polskimi napisami. ComicCon 2006 Doskonały dodatek. Relacja z konferencji prasowej ComicCon 2006 w San Diego. Obaj reżyserzy opowiadają o tym, jak w ogóle doszło do realizacji Grindhouse, jakie obaj panowie mieli inspiracje i pomysły. Później do reżyserów dołączają wszystkie sex-bomby z obu filmów i zaczyna się normalna konferencja – publiczność zadaje przeróżne pytania o projekt, o współpracę, o technikę kręcenia i o 1001 innych rzeczy. Ekipa odpowiada nadzwyczaj wylewnie, zwłaszcza Quentin, który sprawia wrażenie człowieka z niezwykła pasją… czyli siedzi w nim konkretny wariat :). Najlepsze pytanie: „Panie Tarantino, czy kiedykolwiek nakręci pan film familijny? Dla dzieciaków?” Cała sala w śmiech :) Szkoła filmowania Rodriguez opowiada o efektach specjalnych. Pokazuje konkretne sceny za kulisami, przedstawia efekt karabinu w nodze głównej bohaterki itp. itd.. Bardzo ciekawy dodatek. Niegrzeczne kociaki z Planet Terror Seksowny dodatek o seksownych bohaterkach Planet Terror. Rodriguez opowiada o większych i mniejszych rolach każdej z nich. Nie zabraknie oczywiście wywiadów z aktorkami. Faceci z Planet Terror Tym razem faceci na tapecie. Rebel w obsadzie Specjalny dodatek poświęcony synowi Rodrigueza który zagrał w filmie małe dziecko o imieniu Rebel. Biedny synek do dzisiaj nie wie, że jego własny ojciec ukatrupił go w filmie :) Psychopaci, Pociski i eksplozje: efekty kaskaderskie Obszerny dodatek z planu ukazujący pracę całej ekipy, a przede wszystkim kaskaderów. Co ciekawe, większość niebezpiecznych scen odegrali sami aktorzy. Przyjaciel, lekarz i agent nieruchomości Rodriguez opowiada o drugoplanowych postaciach. Np. jeden z lekarzy to w rzeczywistości prawdziwy lekarz. Dodatek zawiera inne tego typu ciekawostki.
DEATH PROOF (specjalne wydanie dwupłytowe w metalowym opakowaniu) CENA: od 54,99 Format obrazu: 16:9 dźwięk: 5.1 (DD) lektor + napisy Wszystkie dodatki z polskimi napisami. The hot rod sof death proof Czyli ostra jazda w Death Proof. Tarantino robi wykład na temat pościgów w kinematografii. Rozkłada na czynniki pierwsze, analizuje i przy okazji pokazuje, jak powstawał jego pościg. Czym jest Grindhouse Tarantino&Rodriquez opowiadają o podstawowych cechach Grindhouse, a także o pomysłach jakie wykorzystali w swoich filmach. Legendarni kierowcy filmu Doskonały i niezwykle obszerny dodatek o kaskaderach i najniebezpieczniejszych scenach pościgu. Są wywiady z kierownikiem kaskaderów, z samymi kaskaderami i nie zabraknie zachwytów nad samym Tarantino i jego luzackim podejściem do kręcenia filmów. Taki motyw w dodatkach przewija się ciągle ale tylko w przypadku Tarantino jest to naprawdę wiarygodne. Sylwetka Zoe Bell Bardzo sympatyczny dodatek poświęcony wysportowanej, gibkiej i seksownej kaskaderce Zoe Bell, która w filmie zagrała samą siebie. Kurt Russel jako Stuntman Mike Kurt zasłużył na ten dodatek – zagrał wyśmienicie. Tarantino ponownie z niezwykłą pasją opowiada o wizji kaskadera Mike i o Russelu który spełnił jego oczekiwania. Kobiety Quentina Sylwetki wszystkich gorących kobiet jakie pojawiają się na ekranie. Trzeba przyznać, że panie zostały dobrane idealnie (no może poza Mary Elizabeth Winstead – za grzeczna ;P) Wideoklip Mary Elizabeth Winstead Mary śpiewa – ładny głos. The Guys of Death Proof Były kobiety, teraz są mężczyźni Death Proof (bo przeca „mężczyźni Quentina” brzmiałoby trochę głupio :P) Montaż filmu – Sally Menke Jajcarski dodatek o samotnej montażystce z LA Sally Menke. Ów Pani, współpracuje z Tarantino od ładnych nastu lat, a Death Proof zmontowała w 4,5 tygodnia (razem z Quentinem). Warto zobaczyć :) Double Dare Zwiastun filmu dokumentalnego o kaskaderkach. W sporej części poświęcony Zoe Bell.