27 września 2009

Largo Winch (2008 - kino)

4 [dodaj komentarz]

     Do filmu Largo Winch w reżyserii Jérôme Salle podchodziłem bardzo entuzjastycznie. Nie tylko ze względu na rozdmuchaną kampanie reklamową, ale głównie przez moją sympatię do francuskiego kina. Oczywiście daleko mi do specjalisty wyznającego się na całej francuskiej kinematografii, ale po takich filmach jak „36” albo „Jeszcze dalej niż Północ” (i wielu innych jeszcze przeze mnie nieopisanych) wiem, że Francuzi potrafią wykręcić porządne i pasjonujące kino. Czy zatem James Bond i Jason Bourne doczekali się godnego rywala?



     Nie doczekali się. I od razu trzeba powiedzieć, że kampania reklamowa jest największym mankamentem całego filmu. Porównanie do Bonda i Bournea raz, że zobowiązuje, dwa, ustawia widza na wciągające, trzymające w napięciu kino akcji (no chyba, że ktoś ww. filmów nie widział). Właśnie z takim nastawieniem, po tych wszystkich dynamicznych zwiastunach i plakatach na których słowa Bond i Bourne były lepiej widoczne niż tytuł filmu, wybrałem się do kina. I co tu dużo mówić, zawiodłem się. Largo Winch to film ledwo ocierający się (takie muśnięcie) o sensacje, akcje z domieszką przygody. Tytułowy bohater to dziedzic rodzinnego imperium biznesu, który po śmierci ojca staje się bilionerem zagrożonym przez jego starych współpracowników. Zatem główną osią filmu są przegadane korporacyjne podchody na najwyższych stołkach, które nijak mają się do napięcia, intrygowania, chwytania widza za gardło. Jérôme Salle stara się jednak (jak może) uatrakcyjnić obraz – wątek fabularny rozciąga na wiele krajów (bardzo ładne ujęcia Chorwacji, Brazylii, Chin – kapitalny Hong Kong), gdzie może tam wciska mało efektowną akcję, a całość doprawia niezłą muzyką łudząco podobną do Bonda (to chyba jedyne nawiązanie). Ale to niestety nie wystarcza. Film nie grzeje, nie ziębi bo tak naprawdę niewiele się w nim dzieje, a fabularnie jest najwyżej interesujący. Szkoda, choć warto zaznaczyć, ze Largo mimo wszystko ma całkiem spore grono zwolenników. Może kiedyś obejrzę jeszcze raz, tym razem bez Bondowskiej i Bourneowskiej otoczki w obliczu której Largo Winch wygląda jak opalony i rozpuszczony chłystek z loczkami na głowie.



     Largo Winch idealnie nadaje się do pasma TVP „Hit na sobotę”. Prezenterka z dumą może zapowiedzieć, że za chwilę na antenie film, który wstrząsnął francuskie kina, obraz który został okrzyknięty pogromcą Bonda i Bournea. Kto choć raz uwierzył w zapowiedzi TVP wie, że te wszystkie rewelacje trzeba podzielić przez 2, a najlepiej przez 5. Taki jest właśnie Largo Winch. Jeżeli chcecie obejrzeć film, który naprawdę ma coś z Bonda i Bourna to polecam Uprowadzoną w reżyserii Pierre Morel. A Largo Winch możecie spokojnie sobie darować, niewiele stracicie.

::::::::::::::::: 5-/10 :::::::::::::::::




Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.

+DODAJ KOMENTARZ - ZOBACZ KOMENTARZE+

20 września 2009

Bękarty Wojny (2009 - kino)

10 [dodaj komentarz]

     Gdyby Tarantino nakręcił prawdziwy badziew, taki z fatalnym scenariuszem, beznadziejnym aktorstwem i bez tych wszystkich genialnych dialogów, przynajmniej byłoby jakieś zaskoczenie… (choć z drugiej strony, znając życie, okazałoby się, że twórca Pulp Fiction nakręcił kolejne małe arcydzieło, tym razem własną parodię :) ). Ale, co nie powinno nikogo dziwić, zaskoczenia nie ma. Najnowszy film Quentina Tarantino „Bękarty Wojny” podbił już kina na całym świecie. Krytycy łaskawie z uznaniem kiwają głową, fani szaleją z zachwytu i ogólnie rzecz ujmując, gdziekolwiek człowiek się nie obejrzy, wszędzie mowa o Bękartach Wojny. W istocie, jest o czym dyskutować i nad czym się zachwycać, bowiem Tarantino ponownie nakręcił film we własnym, nie do podrobienia stylu.
     Bękarty Wojny to kolejny film w którym Tarantino nieskrępowanie bawi się kinem. Mamy sporą ilość wyrazistych i ciekawych bohaterów, mamy genialnie opracowane dialogi, no i oczywiście to co fani Tarantino cenią w nim najbardziej – środkowy paluch skierowany w prawidłowości, schematy i poprawność polityczną obecnego kina. Nawiązując do masy kinowych klasyków, serwując gatunkowy misz-masz i jak zwykle przygrywając charakterystycznym podkładem muzycznym wodzi widza za nos, manipuluje, i jak trzeba to albo wprawia w osłupienie albo robi go w balona. Nie moralizuje choć skłania do refleksji, nie opowiada na poważnie, ale w gruncie rzeczy całkiem na serio. Krótko mówiąc, 100% rozrywki wg Quentina Tarantino.


(UWAGA: będą spoilery)


     Akcja filmu została osadzona w czasach II Wojny Światowej, a tytułowe Bękarty to m.in. oddział amerykańskich żołnierzy pochodzenia żydowskiego. Pod przywództwem Aldo Raine (Brat Pitt) ów oddział przedostaje się na teren wroga (Niemcy) i rozpoczyna krwawą zemstę na nazistach. Kto się nawinie temu skalp z głowy zginie. Jednak niech Was ten krótki opis fabuły nie zmyli, bowiem Bękarty nie są dwugodzinną rzezią, a całkiem realistycznym obrazem wojennych charakterów (choć trzeba pamiętać, że to dalej jest rozrywka i zbyt poważnie filmu odbierać nie można). Sam tytuł filmu nie odnosi się tylko i wyłącznie do amerykańskiego oddziału, a do wszystkich stron wojny, bowiem każdy jest tu bękartem, niezależnie od tego pod jaką banderą wykonuje rozkazy. Tarantino przedstawia swoje postacie jako bardzo inteligentne, przebiegłe, odważne i brutalne, ale (co ważne) nie gloryfikuje żadnej ze stron. To, kto jest dobry a kto zły, można sobie ewentualnie wydedukować z kontekstu historycznego, ale nie z samego filmu (a przynajmniej nie jest to tak jednoznacznie ujęte), który przede wszystkim skupia się na bohaterach w otoczce alternatywnych wydarzeń. Tu warto zaznaczyć, ze Bękarty Wojny niewiele mają wspólnego z historycznymi wydarzeniami (szkoda dla historii), ale dzięki temu Tarantino nie był w żaden sposób skrępowany i mógł puścić wodze fantazji (co też uczynił nie żałując sobie ani trochę).
     Dialogi są baaarrzooo rozwlekłe, ale nie zapominajmy - są to dialogi od Mistrza. Tarantino zwykłą rozmową potrafi wzbudzić emocje niczym z horroru (na ekranie nic się nie dzieje) by za chwilę zupełnie oszołomić widza nagłym zwrotem akcji (a na ekranie dalej nic się nie dzieje!). Przez cały seans jesteśmy świadkami (a w zasadzie i uczestnikami) swego rodzaju zabawy w kotka i myszkę. Już w pierwszym przegadanym akcie podświadomie podejrzewałem rozwój sytuacji - ten Niemiec zaraz kopnie w kalendarz. I choć scena przeciągała się i nic nie wskazywało na to, że coś może mu się stać to dalej byłem pewien, że zaraz dojdzie do masakry i szkop zobaczy nieba bramy. Rozwój całej rozmowy przebiegł jednak zupełnie innym, zaskakującym torem, bo Hans Landa, czyli ww. Niemiec-przyjemniaczek okazał się (wbrew pozorom) cholernie inteligentnym i bezwzględnym profesjonalistą w swoim morderczym fachu. Finał pierwszego aktu od razu sprowadził moją szczękę do ziemi, a to przecież początek filmu! Warto pamiętać, że w filmach Tarantino nigdy nie wiadomo kto zginie albo kto jest zdrajcą. Żadne nazwisko, nawet największej gwiazdy Hollywoodu nie jest gwarancją na to, że jego bohater nie straci zaraz głowy. Tarantino garściami wykorzystuje utrwalone przez nas schematy i nie raz bezczelnie wyprowadza widza w pole…
     Bękarty Wojny to pierwszy film w którym tak długie i przegadane sceny tak mocno chwyciły mnie za gardło. Np. rozmowa w knajpie - ten właśnie akt, zupełnie nieprzewidywalny, zaskakujący nawet po kulminacyjnym rozwoju akcji to prawdziwe arcydzieło. Na ekranie w zasadzie nic się nie dzieje, bohaterowie kontynuują przydługą już rozmowę, kamera powoli dryfuje pomiędzy postaciami serwując spokojne ujęcia, nie ma żadnej muzyki (tylko gdzieś w drugim planie słychać odgłosy bawiącego się towarzystwa), a ja siedziałem jak na szpilkach i czułem się tak jakby ktoś dożylnie wstrzyknął mi adrenalinę. Do tej pory nie mogę wyjść z podziwu jak przy minimalnych środkach Tarantino sprawnie i lekko operuje rozwojem sytuacji, jak umiejętnie podkręca do granic możliwości napięcie.
     Film pierwsza klasa, ogląda się go z zapartym tchem, choć przyznam, że po obejrzeniu miałem wrażenie malutkiego niedosytu. Nie wiem dlaczego, ale odniosłem wrażenie, że nie wszystko zobaczyliśmy, że film został pocięty i jego spora część nie znalazła się w finalnej wersji. Być może, co przecież jest zrozumiałe, jestem zwyczajnie zachłanny i chce więcej i więcej (taka cicha nadzieja na wersje reżyserską). Poza tym, rozczarował mnie trochę soundtrack, który zwykle był jedną z charakterystycznych cech filmów QT. W Bękartach oczywiście nie zabraknie dobrej muzyki, ale było jej zdecydowanie za mało… Kolejna rzecz, za mało Bękartów w Bękartach. Chodzi mi o amerykański oddział, który pojawia się na ekranie nie za często a przyznam, że to właśnie na ich obecność liczyłem najbardziej (szczerze mówiąc, myślałem że film będzie się skupiać przede wszystkim na nich, ale jak się okazało, Bękartem jest każdy). No i zabrakło mi samego Quentina Tarantino :) (chociaż chodzą pogłoski, że zagrał martwego, skalpowanego żołnierza..)
     To jednak, jakby nie patrzeć, czepianie się na siłę. Bękarty Wojny błyszczą inteligentnym scenariuszem, kapitalnymi dialogami i adekwatnym do tego wszystkiego aktorstwem. O Christoph’ie Waltz’ie powiedziano już chyba wszystko i nie pozostaje mi nic innego jak „ręcami i nogami” podpisać pod każdym zachwytem. To co ów aktor wyczynia na ekranie jest nieprawdopodobne. Brat Pitt pojawia się na ekranie niestety dość rzadko, ale i tak jak zwykle trzyma poziom. Na uwagę zasługuje natomiast Mélanie Laurent jako Shoshanna i w gruncie rzeczy cała reszta bardzo dobrze dobranej obsady. No, może poza lekko drętwym Eli Rothem – nie mam pojęcia dlaczego Quentin zachwyca się jego filmami i jeszcze obsadza go w swoich.



     Nie ulega wątpliwości, że Bękarty Wojny to film miażdżący konkurencje, a określenie „chyba arcydzieło” jest już niemal kultowe. Kto nie widział niech czym prędzej uderza do kina – warto! Bo takich charakterków nie zobaczycie w żadnym innym filmie, a poza tym miło popatrzeć na konkretny łomot spuszczony tym, którym się to należało. Ja natomiast nie mogę doczekać się wydania DVD. Mam nadzieję, że pojawi się z mnóstwem dodatków (oby było ich nie mniej niż na DVD Death Proof) i jak tylko pojawi się na rynku na pewno kilka słów o nim napiszę.

::::::::::::::::: 9+/10 :::::::::::::::::




Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.

+DODAJ KOMENTARZ - ZOBACZ KOMENTARZE+

12 września 2009

Watchmen Strażnicy (2009 - dvd)

13 [dodaj komentarz]

     Gwoli ścisłości – komiksu Alana Moore, na podstawie którego powstał film, nie czytałem. Moje oczekiwania względem najnowszego filmu Zacka Syndera (twórcy m.in. udanego filmu 300) brały się przede wszystkim z zapowiedzi, fotosów, nowinek, a także przez pryzmat dotychczasowych filmów o super bohaterach. Nie sądzę abym był jedynym widzem tak kiepsko do tego filmu przygotowanym i mogę się tylko domyślać ilu fanów Spidermana, Iron Mana, a nawet ostatniego Batmana „przejechało się” na Strażnikach. Prawda jest taka, że ten film trzeba oglądać o odpowiedniej porze, w odpowiednim nastroju i odpowiednich warunkach. Miałem to szczęście, że zabierając się za oglądanie Strażników spodziewałem się kolejnej efekciarskiej produkcji na którą nie do końca miałem ochotę i myślę, że m.in. dlatego film tak pozytywnie mnie zaskoczył. Gdybym rzeczywiście oczekiwał czegoś lekkiego, luźnego i efektownego (bo chce się rozluźnić/rozerwać czyli coś ala bardzo fajny Iron Man) mógłbym się mocno rozczarować. Ale, jak już wspomniałem wcześniej, nie ma mowy o rozczarowaniu, bo Strażnicy to produkcja diametralnie inna od tych jakie do tej pory mogliśmy oglądać na białym ekranie. W zasadzie w każdym aspekcie, czy to fabularnym czy wizualnym, jest to produkcja świeża, innowacyjna (w kategorii ekranizacji np.), pozbawiona charakterystycznych cech Hollywoodu i aż trudno uwierzyć, że to właśnie amerykanie odpowiadają za Strażników.
     Jest rok 1985, Ameryka. Działalność super bohaterów w przebraniach jest ustawowo zabroniona. Tylko nieliczni, działając w konspiracji dalej realizują założenie walki dobra ze złem. Pewnej nocy dochodzi do morderstwa – ginie jeden z eks superbohaterów, Komediant. Sprawa jest ogólnie bagatelizowana, ale Rorschach, inny eks super bohater, węszy w morderstwie zagrożenie dla reszty wyklętych przez społeczeństwo. Rorschach, rozpoczyna żmudne śledztwo mając również na uwadze okoliczności w jakich musi pracować – w każdej chwili między USA a Rosją może wybuchnąć wojna nuklearna.



     Akcja filmu rozkręca się w iście żółwim tempie i skupia się przede wszystkim na bohaterach. Od początku wiemy, że ich świat nie jest tak kolorowy jak u innych w tej branży (nawet ostatni Batman to przy Strażnikach prawdziwa sielanka..). Genialny początek filmu ukazuje zaskakującą prawdę - pełniący swoją chwalebną funkcję stróżów prawa Strażnicy przestali być akceptowani przez społeczeństwo, stali się wyrzutkami aż w końcu tzw. ustawa Keene'a definitywnie zabroniła działalności „zamaskowanych mścicieli”. Kolejne minuty, czyli zdecydowanie większa część filmu to, pełna długich, przeplatających się ze sobą retrospekcji, demitologizacja modelu superhero. Na ekranie niewiele się dzieje, dominują długie dialogi pełne odniesień m.in. do polityki czy egzystencjalnej natury ludzkiej, które na przestrzeni kilku lat obrazują dramat zwyczajnych ludzi przebranych za herosów. Za herosów, którymi nie są - można ich stłuc, zabić, każdy z nich ma swoje problemy, dramaty, uzależnienia, a niektórzy mają nierówno pod sufitem. Skoro tacy ludzie odpowiadają, za przestrzeganie i egzekwowanie prawa wg własnej moralności to „Who watches the Watchmen?” Czy rzeczywiście takie postacie są potrzebne?
Nie ulega wątpliwości, że film wymaga myślenia, skupienia i skłania do późniejszej refleksji. Każda scena, bohater, czy też wydarzenie drugoplanowe jakim jest zagrożenie wojną nuklearną to z reguły odniesienia do naszej rzeczywistości, często niepozbawione masy ironii i uszczypliwości. Film jest maksymalnie przegadany, dla wielu ciągnie się jak glut z nosa, ale dla mnie film ma genialną narrację, inteligentne dialogi dzięki czemu bohaterowie nie są płascy, a historia wciąga do reszty odkrywając sobą kolejne symbole, smaczki i nawiązania. Ogólnie fabuła jest jednym z najmocniejszych atutów całego filmu, choć warto pamiętać, że w dobie aktualnych super bohaterów typu Iron Man, Transformers, G.I. Joe, Strażnicy są raczej dla dużych dzieci,
     Podobało mi się powolne, wręcz hipnotyzujące tempo całego filmu. Oglądając Strażników przypomniał mi się film Seana Penna „Wszystko za życie”. Tam też akcja była utrzymana w leniwym, hipnotyzującym tempie przez co łatwiej było wczuć się w klimat i ideologię głównego bohatera. W Strażnikach, choć to dwa zupełnie inne filmy, jest bardzo podobnie. Powolna akcja pozwala skupić się na bohaterach, a także wczuć w klimat beznadziejności rozpadającej się Ameryki. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że niektórzy nie wyrobią na takim filmie 20minut (a Strażnicy trwają prawie 3 godziny), ale dla mnie ten film mógłby trwać nawet i 4 godziny.
Tempo uzupełniają fantastyczne, komiksowe zdjęcia. Dla mnie każde ujęcie, każdy kadr tego filmu (nawet ten najbardziej przegadany) to widowisko na najwyższym poziomie. Nie ma mowy o szybkim montażu, przypadkowych ujęciach bo wszystkie są takie… gładkie, niekiedy subtelne, często w zwolnionym tempie z niesamowicie opracowaną scenografią Ameryki i efektami specjalnymi. Sceny w których coś się dzieje (choć nie jest ich dużo) zwalają z nóg, ale nie wysuwają się na pierwszy plan. To nie jest tak, że przez 2 godziny gadają a na sam koniec jeb – rozpierducha, jakiej biały ekran nie widział. Wszystko od początku do końca jest w odpowiednich proporcjach. Warto jeszcze zaznaczyć, że Strażnicy to film raczej przygnębiający, pozbawiony żywych kolorów więc siłą rzeczy jest również bardzo brutalny. Niektóre sceny są naprawdę mocno sugestywne (wbijanie tasaka w głowę, odcinanie kończyn…) i trudno nie mieć wrażenia, że miejscami seria filmów „Piła” to taka luźna dobranocka.. :) Całą wizualną stronę filmu uzupełnia zaskakujący jak na taką produkcję soundtrack. Bardzo dobre ilustracyjne utwory Tylera Batesa uzupełniają takie nazwiska jak Bob Dylan, Leonard Cohen, Jimi Hendrix, Nat King Cole czy Philip Glass. Dobór utworów jest idealny, wydaje mi się nawet, że wiele scen bez tych utworów w ogóle by nie istniało (np. wspomniana wcześniej genialna – i długa - czołówka filmu).



     Cała warstwa fabularna i audio-wizualna, a także bardzo dobrze dobrana obsada składa się na niesamowity i chyba jedyny w swoim rodzaju klimat filmu. Myślę, że nawet fani komiksu nie mają na co narzekać bo każdy element, czy to bohater, scenografia, muzyka, jest dopracowany w najmniejszym detalu. To widać, słychać w każdej minucie i nie trzeba znać komiksu aby dostrzec szacunek filmowców do oryginału literackiego. Co ciekawe, podczas oglądania filmu trudno uwierzyć, że pomysł na Strażników mógł powstać tylko i wyłącznie w głowach filmowców. Z drugiej strony trudno traktować to jako mankament bowiem m.in. dlatego mam nadzieję w niedługim czasie zapoznać się z oryginałem literackim. Poza tym, Strażnicy to jeden z najbardziej wizjonerskich filmów jakie do tej pory widziałem. Gorąco polecam, choć zdaje sobie sprawę, ze nie każdemu przypadnie do gustu.

::::::::::::::::: 9+/10 :::::::::::::::::


Kilka słów o wydaniu dvd
CENA: 69.90 (za wydanie specjalne 2-dyskowe w metalowym opakowaniu)
Format obrazu: 2.40:1
dźwięk: DD 5.1, lektor DD 5.1 + napisy PL
Wszystkie dodatki z polskimi napisami.
+ Technologie Fantastycznego Świata
Bardzo ciekawy wywiad z profesorem fizyki na University of Minnesota Jamesem Kakaliosem. Profesor z punktu widzenia nauki odpowiada na kilkanaście pytań w rodzaju „czy to możliwe?” (np. czy dr. Manhattan mógłby istnieć i dlaczego jest niebieski). Jak się okazuje, nie wszystko jest takie nierealne jak się wydaje…
+ Fenomen: Komiks, który odmienił świat komiksu
Jak sama nazwa wskazuje, materiał w całości poświęcony komiksowi. Wywiady z wydawcami, znawcami świata komiksu, a także z twórcami filmu. Dużo informacji odnośnie tego skąd w ogóle wziął się pomysł, jak wyglądała jego realizacja (np. jakie kolory miały mieć obrazki) i wiele, wiele więcej,
+ Prawdziwi super bohaterowie, prawdziwi strażnicy
Materiał poświęcony czasom (lata 80) w których komiks został wydany. Wtedy w Ameryce poziom przestępczości był na bardzo wysokim poziomie, Policja nie dawała sobie z tym rady (nie zapuszczali się w najniebezpieczniejsze miejsca) więc obywatele wzięli sprawy w swoje ręce i stworzyli tzw. Przymierza Aniołów Stróżów, czyli grupy ludzi pełniących role prawdziwych strażników. Ponad to trochę analizy filmowych bohaterów – o ich moralności, postrzeganiu dobra i zła.
+ Dzienniki Video
Obsszzeeeerrrnyyyy zbiór materiałów z realizacji filmu. Od projektów kostiumów, scenografii po efekty specjalne. Wywiady z reżyserem i całą ekipą - mega ciekawy dodatek :)
+ Nocne wiadomości NBS
Wiadomości stylizowane na lata 60 które informują nas, że superman naprawdę istnieje i jest Amerykaninem.
+ Teledysk: „Desalation Row” – My Chemical Romance
Całkiem, całkiem :)
+ Video-niespodzianka.
Nieźle ukryta ale jest, 3,5 minutowy ciekawy filmik… O czym? A to już wiedzą tylko Ci, którzy kupili oryginalne wydanie DVD :)


Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.

+DODAJ KOMENTARZ - ZOBACZ KOMENTARZE+

5 września 2009

Zmierzch (2008 - dvd)

8 [dodaj komentarz]

     Ten film jest straszny.. Zabrałem się za oglądanie z dużym dystansem (w końcu to film o wampirach), a mimo to Zmierzch okazał się dwugodzinną męczarnią. Nie mam pojęcia, co w tej produkcji jest takiego super hiper przełomowego a tym bardziej nie rozumiem zachwytów pt. „nowa jakość, przełom”. Jeśli tak jest w rzeczywistości i kina mają zalewać podobne filmy to ja się chyba przerzucę na blog o szydełkowaniu.. Co ciekawe, nim film się w ogóle rozpoczął, już mi się odechciało go oglądać bo zobaczyłem, że na seans zapraszają mnie takie twory jak: BRAVO, ESKA, O2...



     Nawet w filmach Uwe Bolla nie było tak drewnianego aktorstwa jak w Zmierzchu. Aż pozwolę sobie słów kilka na ten temat maznąć, bo Zmierzch jest pod tym względem naprawdę wyjątkowy. Robert Pattinson, aktualny bożyszcze nastolatek (ktoś mi powie dlaczego?), w roli Edward’a Cullen’a jest jednym z najbardziej sztucznych i zarazem najgorzej dobranych aktorów ostatnich lat (jeśli nie w ogóle). Jego gra ograniczona była chyba tylko do wybałuszonych oczu, które w zależności od okoliczności były albo przymrożone albo „maślane” (jak u zbitego psa). Jak ktoś powie, "to wampir, on taki miał być" to go nafaszeruje czosnkiem i kołkiem zacznę mu ta rewelacje z głowy wybijać :P Pattinson w tym swoim szarym płaszczyku jest nie do wytrzymania. W ogóle nie uwierzyłem w jego postać, która okazała się pusta, bezbarwna, mdła, nijaka i co tam jeszcze… W założeniu jego bohater jest nierealny, nierzeczywisty, wyciągnięty z bajki i Pattinson nie zrobił absolutnie nic aby widz mógł mieć to wrażenie, że takie istoty mogą naprawdę istnieć. Z drugiej strony "łał, ale ten wampir to był fajny" albo „łał, ale był tajemniczy” to też jakaś abstrakcja bo ani fajny ani tajemniczy nie był.. (nawiasem mówiąc, mienił się w słońcu? Na to mogła wpaść tylko kobieta…)
     Kristen Stewart w roli Isabella Swan (Bell) wypada neutralnie. Nie razi tak bardzo, choć jej głos w postaci lektora to spore irytujące nieporozumienie. Czy wymowne ujęcie pokazujące pustą ławkę Edwarda naprawdę wymaga jej durnego komentarza „Edwarda nie było dzisiaj w szkole”? Takie traktowanie widza jak debila, bo o nóż jego uwagę przykuje pogoda za oknem a nie pusta ławka.. W jej naciągane uczucie do jegomościa powyżej również nie uwierzyłem. W ogóle najgorsze jest to, że miedzy głównymi bohaterami nie ma krzty chemii. Nic, wszystkie sceny, które teoretycznie miały być napakowane emocjami są zwyczajnie nijakie, dialogi są drętwe, a ich "czar" polega na sprawnym montażu ładnych ujęć i klimatycznej muzyki. W całym filmie jedynie scena w której Bell odchodzi z domu i nieprzyjemnie żegna się z ojcem ma w sobie to cos, co lekko ściska gardło (swoja drogą postać ojca Bell podobała mi się najbardziej).
     Rodzina Edwarda niczym rodzinka z serialu Beverly Hills również nie przypadła mi do gustu. Szybkie włączenie Bell do krwawego grona i ich późniejsza mobilizacja w jej obronie też wydała mi się strasznie naciągana. Najlepsza była scena, w której na ekranie pojawiają się 3 złe wampiry i jeden z nich rozpoznaje w Bell człowieka i chce wyssać z niej krew. W jej obronie staje cała rodzina Edwarda przyjmując pozę na Surfera (mega śmieszny Edward) i wszyscy zaczynają na siebie syczeć. Myślałem, ze padnę ze śmiechu.
     Wszystko, co w tym filmie jest lipne, czyli cały wydumany romans Bell i Edwarda stanowi ok. 75% filmu. Nudą wieje na kilometr, a wątek złych wampirów wydaje się być doczepionym na siłę (no bo przecież coś w tym filmie musi się dziać). W błędzie jednak jest ten, kto liczy na jakieś dobre, emocjonujące zakończenie. Efekty specjalne czyli sceny walki itp. również nie zachwycają i szkoda w ogóle o nich gadać.
Nie wszystko jednak jest tak marne jak się wydaje. Cały film jest utrzymany w zielonkawo-niebieskiem wyblakłym tonie, dzięki czemu jest sennie, mrocznie, ale i magicznie. Tutaj zasługa również miejsc, jakie przyjdzie podczas filmu zobaczyć, czyli bujne, pełne tajemniczych cieni lasy, łąki itp. Chociaż, przez chwilę miałem wrażenie, że wszystkie ujęcia z bujną zielenią łąk były kręcone w studiu… (jak się później okazało nie były, ale trawa była sztuczna :) ). Zachwyciły mnie ujęcia, bo były takie jak lubię, czyli długie, wolne, płynne a zarazem niepozbawione dynamiki. Również muzyka przypadła mi do gustu (chociaż jestem w szoku, że panowie z MUSE zgodzili się oddać jeden ze swoich hitów… taka fajna kapela do takiej szmiry..), oba soundtracki to kawał dobrej muzyki, którą spokojnie można posłuchać bez oglądania filmu (a na dobrym sprzęcie audio muzyka ilustracyjna brzmi nieziemsko)



     Ja rozumiem, że nastolatkom ten film może się podobać bo łatwo im identyfikować się z głównymi bohaterami. Taki mix Jeziora marzeń i Buffy: Postrach wampirów… Ona: delikatna, nieśmiała, po rozwodzie rodziców, taki trochę outsider rzucony w nową rzeczywistość. On: prawie że wyalienowany, tajemniczy, groźny, nieosiągalny, nie do zdobycia i przy okazji krwawa bestia. Nagle spotykają się i na oczach całej szkoły kwitnie wielka, niemożliwa miłość. Można? Można.. Ona trochę drży w obliczu jego nadludzkich mocy, ale widzi w nim przede wszystkim romantycznego chłopca. On natomiast zrobi dla niej wszystko, walczy nawet sam ze sobą aby jej nie pożreć :P Wszystko jest takie nierzeczywiste, delikatne, ulotne doprawione klimatyczną muzyką i zdjęciami. Nie pozostaje nic innego jak tylko tonąć i tonąć w tej romantycznej EMO wizji… Dlatego też film ten powinien mieć osobną kategorię wiekową: do lat 12 (tak jak Dragonball).
Ja się już na takie filmy nie nadaję i nie polecam nikomu.. Rozczarowanie ogromne, bo film słaby, mocno przewidywalny i ogólnie (poza zdjęciami i muzyką) do bani. Najgorsze jednak jest to, że mojej drugiej połówce podobał się i wszystko wskazuje na to, że na Księżyc w nowiu będę musiał iść do kina. Masakra..

::::::::::::::::: 3+/10 :::::::::::::::::


Kilka słów o wydaniu dvd
CENA: 69.90 (za wydanie specjalne 2-dyskowe)
format obrazu: 16:9
dźwięk: 5.1 (DTS), lektor 5.1 + napisy PL
Wydanie specjalne zawiera całkiem sympatyczne kartonowe pudełko, płytkę z filmem i płytkę z dodatkami (ok. 150min). Ponad to w pudełku jest jeszcze dwustronny plakat i pocztówki z filmu.
Wszystkie dodatki na płytach z polskimi napisami.
+ teledyski
Zobaczymy bardzo fajny utwór grupy Paramore pt. Decode (z ujęciami z filmu), a także mocno mdły utwór Linki Park pt. Leave Out All The Rest (fragment koncertu). Jest również utwór grupy MUSE pt. Supermassive Black Hole z koncertu na stadionie Wemblay. Mam ten koncert osobno na DVD i każdy kto lubi muzę dająca solidnego kopa powinien w ów koncert szybciutko się zaopatrzyć. Poza tym jest to najlepiej udźwiękowiony (czyt: zajebista jakość) koncert jaki do tej pory wg mnie został wydany na DVD. A przy okazji macie jednego linka do wymiatającego utowru (MUSICIE ZOBACZYĆ I POSŁUCHAĆ! od początku do końca :)
http://www.youtube.com/watch?v=DVLAcabl2E0
+ pełne wersje scen
Kilka rozszerzonych scen które w finalnej wersji zostały okrojone. Szczerze mówiąc, nic ciekawego, dodatek lekko naciągany aby pokazać, że gdzieś tam jedno niewiele znaczące zdanie zostało usunięte…
+ usunięte sceny
Tak jak powyżej, nic ciekawego.
+ Początek przygody. Podróż z książki na ekran
Obssszeernyyyyyyyyyyyy i ciekawy dodatek poświęcony od a do z produkcji Zmierzchu. Wywiad z autorką Zmierzchu Stephenie Meyer a także z reżyserką Catherine Hardwicke i resztą ekipy. Migawki z castingów, zdjęć próbnych, z planu i wiele, wiele więcej itp. W tym dodatku da się zauważyć, że Catherine Hardwicke to mocno wczuwająca się ale i deczko nawiedzona osoba…
+ fenomen Tomic-Con
"Comic-Con", czyli święto fanów komiksu, podczas którego również Hollywood promuje swoje najnowsze produkcje. Ten dodatek doskonale pokazuje dla kogo jest ten film bowiem na zebranej konferencji są same rozwrzeszczane nastolatki. Prowadzący ani aktorzy nie mogą sklecić dwóch zdań, bo wystarczy, że się tylko odezwą a cała cala piskliwie ryczy zagłuszając aktorów. Masakra.. Porównajcie sobie ten dodatek z dodatkiem Grindhouse – tam też jest wrzucona konferencja z Comic-Con na której są prawdziwi fani i jest kultura. A przy Zmierzchu to zwyczajna dzieciarnia…
+ kampania kinowa
Czyli wszystkie materiały promocyjne jakie były pokazywane w kinach. Trochę nudne…
+ rozmowa ze Stephenie Meyer
Całkiem ciekawy wywiad z którego dowiadujemy się, jakie perypetie towarzyszyły autorce podczas pisania książki.
+ muzyka – serce Zmierzchu
Bardzo fajny dodatek o muzycznych motywach głównych i miłosnych. Warto zobaczyć. + rola Belli
Wywiad z Kristen Stewart. Ona sama wraz z ekipą udowadniają, jak jej postać jest złożona i trudna do zagrania.
+ rola Edwarda
To samo co powyżej, z tą różnicą, że wszyscy rozpływają się nad niewiarygodną urodą Roberta Pattinsona.„Ten facet to najpiękniejszy mężczyzna na świecie, a w środku ma piękną duszę” rzekła reżyserka…
+ pocałunek Wampira
Dziwny dodatek – kilka ujęć różnych ugryzień Wampira. Bez sensu…
+ teledysk „Kołysanka dla Belli” (remix)
Mógł być z tego fajny remix gdyby nie podłożone głosy z filmu…
+koncert Edwarda
Robert Pattinson gra na fortepianie.


Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.

+DODAJ KOMENTARZ - ZOBACZ KOMENTARZE+

1 września 2009

ZWIASTUN: Bitch Slap

2 [dodaj komentarz]

To dopiero jest Kitsch Corner :P
Gorące dziewczyny, szybkie samochody, wielkie spluwy i masa ketchupu czyli nowy film "exploitation movie" pt. Bitch Slap (ciekawe jak przetłumaczą na PL :P). Trochę szkoda, że za film odpowiada twórca seriali Herkules i Xena, a w obsadzie znajdzie się połowa bohaterów z ww. seriali (Kevin Sorbo, Lucy Lawless...), ale po obejrzeniu obu zwiastunów (jeden gorszy od drugiego) stwierdzam, że Tarantino to to na pewno nie jest, ale i tak zapowiada się kozacko (a na pewno będzie na czym oko zawiesić... :P)


http://www.bitchslapmovie.com