31 grudnia 2009

#3 SHORT FILMS: Notte Sento

3 [dodaj komentarz]
Włoski filmik Notte Sento powstał metodą poklatkową z ok 4500 zdjęć wykonanych aparatem Canon EOS 30D. Jest to przesympatyczna opowieść miłosna o głuchoniemej dziewczynie, która pewnego wieczoru poznaje Włocha i spędza w jego towarzystwie resztę nocy. Nic odkrywczego, a mimo wszystko filmik ma w sobie to coś.



Lepsza jakość dostępna a tutaj.
Wszystkiego dobrego w 2010 roku! :)

POPRZEDNIE KRÓTKOMETRAŻÓWKI

23 grudnia 2009

Avatar 3D (2009 - IMAX, Blu-Ray) Pokaz przedpremierowy.

40 [dodaj komentarz]

     Już w ten piątek, 25 grudnia do polskich kin wejdzie najnowsza mega produkcja pt. Avatar w reżyserii Jamesa Camerona. Wg specjalistów (głównie tych od marketingu), powrót Camerona to nie tylko wielki come back reżysera od Titanica, ale przede wszystkim długo oczekiwana filmowa rewolucja będąca początkiem nowej ery kina. Czy te szumne, i co tu dużo mówić, odważne zapowiedzi (w których też miałem swój skromny, ale jednak, udział) mają odzwierciedlenie w rzeczywistości? Ja już znam odpowiedź :), bowiem jako jeden z pierwszych w Polsce miałem możliwość obejrzeć Avatara na jedynym przedpremierowym pokazie, który odbył się w warszawskim IMAXie.



     Pierwszy (zaprezentowany powyżej) zwiastun Avatara wywołał wśród widzów szczery zachwyt, ale także spore i w zasadzie uzasadnione obawy. Po kolei..
     Akcja Avatara ma miejsce na planecie Pandora, którą zamieszkuje żyjąca w zgodzie z naturą humanoidalna rasa zwana Na'vi. Ich główna wioska położona jest na największym złożu surowca Unobtainium wartego grube miliardy dolarów. Ludzie, wychodząc z założenia „co Wasze to nasze, co nasze to nie Wasze” pod postacią hybrydy Na’vi, czyli Avatara wysyłają na teren ‘wroga’ Jake’a Sully. Jego misją jest poznanie zwyczajów tubylców, zdobycie ich zaufania i znalezienie dyplomatycznej możliwości przesiedlenia niebieskich istot. Jeżeli mu się nie powiedzie, w grę wejdzie pokojowa dyplomacja siłowa. Jake skrupulatnie wykonuje swoje rozkazy, zakochując się przy okazji w młodej Na’Vi o imieniu Neytiri (zarąbiste imię). Miłość nie powstrzyma jednak zachłanności kumpli Jake’a, tak więc musi opowiedzieć się po którejś ze stron. Po której? Nie trudno się domyśleć, a sam zwiastun nie pozostawiał żadnych złudzeń, co do tego jak film się zakończy.
     No właśnie, z jednej strony zwiastun zapowiadał wgniatające w fotel widowisko, zaś z drugiej strony, ponad 3 minutowy klip zdradzał całą, niezbyt oryginalną (brutalnie mówiąc oklepaną) fabułę. I to od początku do końca. Jak na rewolucje nie wyglądało to najlepiej, ale jak wieść gminna niesie, Cameron nosił się z zamiarem nakręcenia Avatara już 15 lat temu, a przecież nie trzeba być Sherlockiem, aby domyśleć się, że 15 lat temu publika nie była tak wybredna i zarazem wymagająca jak teraz. Jeżeli więc ogólny zarys scenariusza powstał tak dawno temu i był wyjściem do obecnego to wg mnie Camron ujawniając szczegóły fabuły postąpił słusznie - daje głowę, że gro widzów byłaby rozczarowana banalnością rewolucji, a tak każdy wie, na co się wybiera i czego ma się spodziewać. Zatem, czy to się w ogóle da oglądać? TAK! I to jak! Cameron skupia się przede wszystkim na przygodzie, odwraca uwagę od banału lekką, ale dynamiczną narracją bez patetycznych wydźwięków. Dzięki temu (i efektom) film ogląda się jednym tchem, bez krzty irytacji czy nudy. Sam wątek miłosny to wg. mnie małe mistrzostwo, które zupełnie wyklucza określenie „romansidło”. Bo mega produkcje lubią tłuc ciężkostrawne love-story, ale w Avatarze na szczęście rzecz ma się zgoła inaczej. Brak tu przejaskrawionych wylewów emocjonalnych, iskrzenie pomiędzy postaciami jest subtelne, a chemia występuje w krystalicznie czystej postaci – centralnie uderza w serce widza i podnosi je niezdrowo w okolice gardła. Poza tym, mamy wspomnianą już wcześniej przygodę – podróżujemy po Pandorze poznając bujną faunę i florę, a także tubylców, ich tradycje oraz styl życia w zgodzie z naturą. Cameron tym samym zwraca uwagę na ekologię, a także drugą stronę medalu, czyli technologię, której nie do końca można ufać. Poza tym, tak jak w każdym innym filmie, można znaleźć kilka odniesień do współczesnych wydarzeń polityczno-wojennych, ale jaki to ma sens przy produkcji czysto rozrywkowej i to takiego kalibru?
     Wizualnie film jest bajecznie piękny. Pandora budzi prawdziwy zachwyt, ilość szczegółów, nawet najmniejszych i najdurniejszych detali jest niewiarygodna. Fauna i flora, wszelakie widoki zapierają dech w piersiach nie raz, nie dwa i nie trzy. Do tego dochodzą monumentalne sceny batalistyczne, czyli rewelacyjne walki na ziemi i w powietrzu. Władca Pierścieni, wg mnie dotychczasowy lider, jeżeli chodzi o przedstawienie nierealnego świata wypada teraz jak jakaś amatorszczyzna (o Transformersach i innych lepiej nie wspominać) ,bowiem efekty komputerowe w Avatarze w ogóle nie są widoczne, animacja jest tak perfekcyjna i kolorystycznie soczysta, że aż przerażająco realistyczna, a do tego podana w kapitalnym montażu (w każdej chwili widać wszystkie najdrobniejsze szczegóły). Postać Neytiri to prawdziwe mistrzostwo, jest tak realna (i co tu dużo gadać, piękna), że aż trudno uwierzyć w to, że nie istnieje w rzeczywistości. Jeżeli chodzi o 3D - w filmie nie ma typowych dla 3D efektów, czyli np. wyskakujących nagle z ekranu piłeczek (przykład), które zatrzymują się przed oczami widza wciskając go w fotel. Takie bajery to w animacjach dla dzieciaków, nie w Avatarze. Tu 3D nie jest bajerem, jest integralną częścią filmu, źródłem tak realistycznego życia całej Pandory, że nawet najpiękniejsze filmy z Discovery HD mogą się schować. Tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć na własne oczy i doświadczyć na własnej skórze, bo świat Avatara jest jak sen, z którego potem cholernie trudno się wybudzić. Bo niby do czego? Spodziewałem się widowiska, ale nie na taką skalę… I podejrzewam, że jeszcze dłuuuuggooo na podobną skalę nie zobaczę. Nie muszę chyba powtarzać, że film trzeba koniecznie zobaczyć w 3D. Jeżeli macie daleko do takiego kina – trudno, trzeba jechać, warto. Tylko osoby z wadą wzroku są usprawiedliwione. UPDATE (10.01.2009): Po statystykach bloga widzę, że bardzo dużo osób szuka w goglach odpowiedzi na pytanie "czy mając wadę wzroku obejrzę Avatara w 3d?". Cóż, nie mam wady wzroku, ale...
- moja dziewczyna nosi okulary (-2,5 i -2,5 oraz astygmatyzm) i wszystko dobrze widziała (założyła okulary na te codzienne - IMAX)
- mamuśka (starsza osoba) też nosi okulary (+0,5 i +2,5 oraz astygmatyzm w jednym oku) i wszystko dobrze widziała (założyła okulary na te codzienne - IMAX)
- znajoma (-1,75 i -1,5) i też wszystko widziała (założyła okulary na te codzienne - Multikino)
W komentarzach też jest kilka głosów w klimatach "wszystko widziałam/łem" :)

Jest, co prawda jedna rzecz, która mnie trochę irytowała - polskie napisy. Po pierwsze za małe, po drugie często były niewyraźne (ich transparentność była za duża!), po trzecie nachodziły na angielskie (duże, wyraźne) napisy, które pojawiały się w momencie dialogów w języku Na’vi. Ogólnie były spore problemy z ich odczytaniem! Oby ten „defekt” był wyeliminowany w normalnych pokazach..
     Dźwięk trzyma poziom efektów wizualnych. Zwierzęta, odgłosy dzikiej przyrody, nocnej dżungli itp. itd. powalają swoim bogactwem i jakością. Również muzyka trzyma poziom i nie wiem, dlaczego niektórzy tak się jej czepiają. Fakt, jest kilka pompatycznych motywów, pojawia się również krótki motyw z Troi, ale ogólnie muza jest dynamiczna, bardzo klimatyczna (wszystkie ooo aaa ooo są urocze), a motyw przewodni przyjemny. Dla mnie soundtrack jest rewelacyjny, katuje go już od kilku godzin :)



     Zdaje sobie sprawę, że Avatar nie jest filmem idealnym. Przez niektórych widzów, zwłaszcza tych oczekujących poważnego SF (a po Dystrykcie 9 takie oczekiwania są uzasadnione) zapewne zostanie równo zjechany, a jedynym atutem okażą się efekty specjalne (trzeba być chyba ślepym i głuchym, aby ich nie docenić). Ja jednak z kina wyszedłem oszołomiony, choć do pełnej satysfakcji brakowało mi kolejnych dwóch godzin filmu :). Nie przeszkadzała mi banalność, marne postacie (drugoplanowe), pourywane miejscami wątki (a jest ich trochę). Cameron zaserwował nieziemską przygodę, epicki rozmach i w końcu prawdziwą podróż w inną rzeczywistość nadając tym samym nowy wymiar rozrywki z prawdziwego zdarzenia. Czy zatem mamy do czynienia z rewolucją? „Ewolucja” jakoś tak bardziej mi pasuje. Polecam!

::::::::::::::::: 9/10 :::::::::::::::::



Kliknij tutaj aby przeczytać kilka słów o wydaniu Blu-Ray.

P.S. Chciałbym podziękować za zaproszenie na pokaz, a także życzyć wszystkim czytelnikom kino-dvd Wesołych Świąt. Nie zapomnijcie o Kevinie, w tym roku znowu zostaje sam w domu.. (ten to ma przechlapane :).

AND THE WINER IS...
Nominacje w kategoriach:
- najlepszy soundtrack 2009
- najlepsze efekty specjalne 2009
- największe zaskoczenia 2009
- najlepszy film 2009

Wygrane w kategoriach:
- najlepsze efekty specjalne



+DODAJ KOMENTARZ - ZOBACZ KOMENTARZE+

20 grudnia 2009

Avatar = rewolucja? Imax - techonologia.

1 [dodaj komentarz]


Jest już recenzja z pokazu przedpremierowego - kliknij tutaj, aby przeczytać

     System IMAX istnieje od wielu lat, zapewnia niezaprzeczalnie lepszą jakość obrazu i dźwięku od standardowego kina, a mimo wszystko większość filmów powstaje na starej taśmie filmowej. Co jest tego przyczyną? Wiadomo, przede wszystkim kasa. Produkcja filmu w tym systemie jest niezwykle kosztowna, ale i sam proces filmowania jest utrudniony. Specjalistyczne kamery są duże i bardzo ciężkie, a także znacznie głośniejsze od standardowych. Poza tym grubość taśmy powoduje, że nie można kręcić dłużej niż kilkanaście minut, bo film zwyczajnie kończy się. Efektem tego wytwórnie filmowe nie są specjalnie zainteresowane IMAXem, przez co filmów w tej nowoczesnej technologii mamy tyle, co kot napłakał (o więcej szczegółów odnośnie filmowania możecie zapytać 21 grudnia na czacie! Szczegóły tutaj). Większa część tego, co powstało to mini produkcje dokumentalne (podwodny świat, kosmos itp) nietrwające dłużej niż 40 minut. Zdarzało się, że w IMAXie były wyświetlane takie filmy jak wspomniany Mroczny Rycerz, czy Transformers: Zemsta Upadłych, ale nie dajcie się tego typu rewelacjom. Pani w kasie, wydając bilety, bardzo szybciutko poinformuje, że w "filmie jest tylko 15minut w 3D i w odpowiednim momencie na ekranie pojawi się symbol okularów, wtedy proszę je założyć. Dziękuje, dowidzenia, życzę miłego seansu". A te 15 minut to zwykle najmniej ciekawe sceny (doświadczyłem tego na filmie "Superman: Powrót"). Był co prawda jeden pełnometrażowy film w systemie IMAX o którym wiem (bo widziałem go na własne oczy), ale to była "tylko" animacja (Beowulf w reżyserii Roberta Zemeckisa), która, poza nagą Angelina w 3D była raczej średnio udanym filmem.

     Historia „Avatara”, jak żadna inna, zaprojektowana została specjalnie z myślą o gigantycznych ekranach IMAX. Do tej pory wszystkie filmy powstawały z myślą o tradycyjnych kinach z ewentualnym uwzględnieniem IMAXa, natomiast w przypadku Avatara sytuacja ma się odwrotnie - to IMAX był głównym targetem. Można, zatem wierzyć, że Cameron z ów technologii wycisnął, co się da, a jeśli wziąć pod uwagę fakt, że miał już do czynienia z 3D, efekt będzie imponujący. Ktoś zapyta, „kiedy nakręcił coś w 3d?" Ano, nie każdy to wie (ja też nie wiedziałem), ale przez te wszystkie lata Cameron nie spędzał wolnego czasu podśpiewując "wesołe jest życie staruszka" tylko, nakręcił m.in. dwa dokumentalne filmy (Głosy z głębin, Obcy z głębin) przeznaczone tylko i wyłącznie do IMAXa. Zatem Avatar nie jest eksperymentem, a na pewno nie w 100% znaczeniu tego słowa, bo Cameron doskonale wiedział, w co się pakuje. Udało mu się zebrać olbrzymi budżet, ale przede wszystkim przy jego realizacji sięgnął po zaskakujące, nieznane dotąd innowacje technologiczne.
     Wg. dostępnych mi informacji "połączenie realizacji wizualnej i trójwymiarowych zdjęć, kręconych stworzoną specjalnie na potrzeby tego filmu kamerą FUSION 3D, sprawiło, że powstał system, który idealnie oddaje istotę działania wzroku ludzkiego i sprawia, że widz traci granice oglądanego obrazu. Przenosi się do stworzonego od podstaw, z dotąd niespotykanym rozmachem, wszechświata, który zachwyca realizmem i bogactwem. Pracująca w technologii 3D wirtualna kamera pozwoliła Cameronowi wykreować niezwykłe krainy, wraz z układami słonecznymi, planetami, pojazdami kosmicznymi, a także zadziwiającymi okazami flory i fauny. „Avatar” to obraz, który nie zna praktycznie żadnych ograniczeń typowych dla konwencjonalnej techniki filmowej. Spektakularne efekty specjalne powstałe w studiu WETA, odpowiedzialnym i nagrodzonym Oscarem za efekty specjalne do „Władcy pierścieni”, dopełniają wyjątkowości tej fantastycznej produkcji. Sam reżyser, wielki fan fantastyki, wspomina pracę nad filmem, jako niezwykłe doświadczenie i jednocześnie spełnienie marzeń z dzieciństwa o realizacji widowiskowego filmu science fiction".
W ramach ciekawostki warto wspomnieć o aktorach. W filmie występują zarówno prawdziwi, jak i wirtualni, a każda sekunda ich ruchu na ekranie wymagała... 2 400 godzin pracy kilkuset grafików komputerowych zaangażowanych w tę produkcję, korzystających z setki specjalnych procesorów. Teraż już wiecie, dlaczego postprodukcja trwała 2 lata (film kręcono od 16 kwietnia do 1 grudnia 2007 roku).
     Czy film Camerona okaże się szumnie zapowiadaną rewolucją? Oby. A Ci, którzy marudzą upadkiem prawdziwego kina na rzecz bajeranckiego 3D - oby Wam z wrażenia boleśnie szczęki gruchnęły o ziemię :) Poza tym jeszcze długie lata przed standardowym kinem.. Póki co czekamy do 25 grudnia, kiedy to Avatara będzie można obejrzeć w kinach Cinema City i Orange IMAX w całej Polsce.
     Pamiętajcie jednak, że jest możliwość obejrzenia filmu już 22 grudnia na jedynym pokazie przedpremierowym w Polsce. Wystarczy jutro, w poniedziałek 21 grudnia o godz 21:00 wziąć udział w czacie z ekspertem IMAX, który pracował nad filmem Avatar i zadać mu jedno lub kilka pytań. Najciekawsze z nich zostaną nagrodzone zaproszeniami na wspomniany pokaz przedpremierowy (więcej info znajdziecie na stronach www.kinoimax.pl), z którego relacje zdam w następnym wpisie na blogu! :)

     Poniżej zebrałem garść informacji o systemie IMAX, tak, abyście nie pytali o rzeczy oczywiste - takimi pytaniami wejściówek nie zgarniecie :)


     Avatar jest chyba najbardziej zaawansowanym technologicznie filmem. A IMAX? Trudno uwierzyć, ale system IMAX ma już bite 42 lata! Po raz pierwszy został zaprezentowany na targach EXPO w Montrealu w 1967 roku, a już 4 lata później olbrzymi projektor IMAX zainstalowało kino Ontario Place`s Cinesphere w Toronto. Od tego czasu, czyli od 1971 roku do dzisiaj powstało 245 kin IMAX w 36 krajach, z czego w Polsce funkcjonuje aż/tylko pięć tego typu kin - Warszawa, Kraków, Katowice, Poznań, Łódź. Brakuje tylko 3-miasta ale na to też znalazł się sposób (filmik pod sam koniec tekstu :P). Mówiąc jednak poważnie, znalazłem w necie informację (z 2004 roku) z której wynika, że IMAX w Krakowie był najnowocześniejszym kinem na świecie!
     Czym tak naprawdę jest IMAX? Kompletnym odjazdem. Pierwsze, co rzuca się w oczy to oczywiście ekran, który z reguły ma wymiary 22×16 metrów (dla porównania ekran zwyczajnego kina: 16x6,8). W Polsce, mamy ekrany 24×18 (6 pięter wysokości), jednak warto wiedzieć, że w niektórych krajach (zgadnijcie, w których..) ekrany mają ponad 30 metrów wysokości oraz 43 metry długości.
Skonstruowane są ze specjalnego tworzywa dyfuzyjnego zamontowanego na cylindrycznej, stalowej ramie, która dodatkowo wzmocniona jest specjalną konstrukcją wspomagającą. Pokryta białym winylem powierzchnia jest perforowana tysiącami dziurek. Część systemu dźwiękowego Orange IMAX (10 głośników) umieszczona jest za ekranem, więc perforacja zapewnia ekranowi „akustyczną przezroczystość”.
     Taśma filmowa IMAX ma znacznie większą rozdzielczość niż tradycyjna, ma szerokość 70 mm. Kadr jest ustawiony poziomo, a nie pionowo jak na taśmie 35 mm. Dzięki temu obraz może być wyświetlany na ogromnym ekranie. Co ciekawe długość jednej rolki taśmy filmowej wynosi 4,5 km, a waży blisko 200 kg. Taka taśma filmowa jest wystarczająco mocna, aby... pociągnąć ciężarówkę.
     System dźwiękowy jest produkowany przez Sonics Associates Inc. - światowego lidera w dziedzinie projektowania systemów dźwiękowych. Ów system jest sześciokanałowy, hi-fi z systemem reprodukcji głębokiego basu. Sonics opracowało dla kin IMAX Indywidualny System Dźwiękowy IMAX PSE (Personal Sound Environment System). Dzięki temu dźwięk jest krystalicznie czysty i, co ważne, pozwala widzom cieszyć się dźwiękiem o równie dobrej jakości i głośności bez względu na zajmowane miejsce na widowni.
     Okulary 3D. Przeciętny widz wie, że okulary to.. okulary, czyli gadżet pozwalający uzyskać efekt 3D. Ale powinien także wiedzieć, że jest to sprzęt delikatny, (czytaj: DROGI) i w razie uszkodzenia nie można liczyć na promocje "ile masz lat, taki dostajesz rabat". Gdyby jednak ktoś chciał wiedzieć, czym naprawdę są okulary, co w nich jest takiego wyjątkowego to powinien zapytać o to eksperta. Ja tylko mogę powiedzieć (z ogólno dostępnych info), że okulary wydawane widzom to nowoczesne, wysokiej jakości spolaryzowane "gogle". Obraz wyświetlany jest przez soczewki projektora na ekran, następnie odbija się od okularów, w których fale świetlne rozchodzą się w kilku płaszczyznach. Lewe i prawe oko odbiera oddzielnie fale polaryzacyjne, a nasz mózg zespala oba obrazy w jeden - trójwymiarowy. I szczęka opada.
     Sercem całego systemu jest projektor. Wysoka jakość i wiarygodność obrazu zapewnia unikatowa technologia przesuwania taśmy filmowej nazywana Rolling Loop. Rolling Loop przesuwa film poziomo, łagodnym, falistym ruchem, wyprzedzając projekcję o jedną klatkę. W czasie projekcji każda z klatek umieszczona jest na szpuli rejestracyjnej. Taśma filmowa przylega idealnie do tylnej części soczewki, gdyż obie znajdują się w próżni. Dzięki tak stabilnej precyzji pojedynczej klatki filmowej osiągnięto unikalną ostrości obrazu. Każdy z projektorów w kinie IMAX na długość 1397 mm, szerokość 1702 mm, wysokość 1397 mm i waży około 590 kg. Wyposażony jest w 2 lampy projekcyjne, każda o mocy 15 kW. Ze względu na wysoką temperaturę muszą być one chłodzone wodą. Gdybyśmy umieścili duży kawałek drewna tuż przy powierzchni lampy w projektorze IMAX to uległby on natychmiastowemu spaleniu.

And that's all folks! Pamiętajcie o czacie (juto 21 grudnia, godz 21:00) na którym będzie można zgarnąć zaproszenia na jedyny przedpremierowy pokaz (szczegóły na www.kinoimax.pl). A już od 25 grudnia film będzie wyświetlany we wszystkich kinach Cinema City i Imax. Jeżeli macie możliwość to uderzajcie właśnie do IMAXA, bo to z myślą o tym kinie powstał Avatar!
A na koniec krótki filmik o IMAXie i nie tylko.. Niech moc będzie z Wami :)



Źródła tekstu:
Kino IMAX
Wikipedia
Gazeta

+DODAJ KOMENTARZ - ZOBACZ KOMENTARZE+

18 grudnia 2009

Wygraj zaproszenie na przedpremierowy pokaz Avatara!

5 [dodaj komentarz]

NAJBARDZIEJ OCZEKIWANY FILM OSTATNICH LAT
AVATAR
Wygraj zaproszenia na jedyny przedpremierowy pokaz (szczegóły poniżej)




     Kina, TV, radia, prasa, Internet, wszystkie media huczą o wielkim "come back" Jamesa Camerona i o rewolucji kinematografii na podobną skalę, co kiedyś dźwięk. Światowa premiera miała miejsce kilka dni temu i wszystko wskazuje na to, że śmiałe zapowiedzi dystrybutorów nie są wyssane z palca – widzowie są zachwyceni!
     Do polskich kin Avatar wchodzi 25 grudnia, czyli dokładnie za 6 dni, 10 godzin, 49 minut (to będą fajne święta :)). Przedsprzedaż biletów już trwa, rezerwacji można dokonywać na stronach IMAX i prawdę powiedziawszy radzę się spieszyć bo miejscówek jest coraz mniej (Avatar zdołał pobić rekord przedsprzedaży m.in. w Wielkiej Brytanii). Co ciekawe pomimo zachwytów napływających z innych krajów gro polskich widzów nie do końca dowierza zapowiadanej rewolucji. Ale wiem też, że jest masa takich jak ja, którzy wierzą i chcieliby zobaczyć film już teraz, a co wieczór powtarzają sobie „jeszcze 7 dni”, „jeszcze 6 dni”… :). Do rewolucji Avatara wrócę w następnym wpisie na blogu, a dzisiaj chciałem zaprosić wszystkich (sceptyków, marudy, a także zniecierpliwionych fanatyków Avatara) na czat. I to nie byle jaki, bo będzie można zgarnąć wejściówki na jedyny przedpremierowy pokaz!

21 grudnia o godzinie 21:00 na stronach www.kinoimax.pl zostanie zorganizowany czat z ekspertem IMAX, który pracował nad filmem Avatar. Możecie zadać mu dowolne, nawet najbardziej nurtujące pytania i wygrać! Bo kto dobrze pyta, nie błądzi w kolejkach do kasy tylko pędzi na jedyny przedpremierowy pokaz filmu, który odbędzie się 22 grudnia!

Tak więc drogi czytelniku, pamiętaj - 21 grudnia o godz 21:00 na stronach www.kinoimax.pl:
- ekspert z firmy IMAX® odpowie na najciekawsze pytania podczas specjalnego czatu na żywo
- zostanie ogłoszona lista zwycięzców konkursu na najlepsze pytania, którzy otrzymają zaproszenia na jedyny przedpremierowy pokaz filmu (już 22 grudnia).

Dodatkowo na stronie zostaną udostępnione ekskluzywne materiały z planu filmowego :)

A już teraz możesz przeczytać o technice/technologiach użytych do produkcji filmu Avatar: Kliknij w baner poniżej:


+DODAJ KOMENTARZ - ZOBACZ KOMENTARZE+

16 grudnia 2009

Muzyczna zagadka #53

5 [dodaj komentarz]

Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.

Przy okazji..
Może komuś się przyda, może nie, ale uzupełniłem kilka opisów DVD.
- 007 Casino Royale
- 007 Quantum of Solace
- Transformers - Zemsta Upadłych (zajefajne wydanie)
- G.I. Joe: Czas Kobry
Miały być jeszcze Bękarty Wojny, ale nigdzie nie mogę dostać. Tzn. edycja 1-płytowa jest wszędzie, ale wydanie specjalne 2-płytowe na oczy widziałem tylko raz. Nie kupiłem bo mi się do sklepu wchodzić nie chciało, a następnego dnia (tzn już od 5 dni) nigdzie nie ma..

+DODAJ KOMENTARZ - ZOBACZ KOMENTARZE+

13 grudnia 2009

Terminator: Ocalenie (2009 - dvd)

6 [dodaj komentarz]

     Rok 2018, John Conor (Christian Bale) kieruje ruchem oporu w walce przeciwko Skynetowi i armii Terminatorów. Przyszłość, w którą wierzy Connor zostaje częściowo zmieniona na skutek pojawienia się Marcusa Wrighta (Sam Worthington), obcego, którego ostatnim wspomnieniem jest pobyt w celi śmierci. To Connor musi dowiedzieć się, czy Marcus został przysłany z przyszłości czy jest uciekinierem z przeszłości. Podczas gdy Skynet przygotowuje się do ostatecznego starcia, Connor i Marcus wyruszają w podróż, która prowadzi ich do centrum operacyjnego Skynetu, w którym odkrywają przerażającą tajemnicę, jaka kryje się za możliwym unicestwieniem rodzaju ludzkiego.



     Czwarta odsłona Terminatora w reżyserii McG (deczko kretyńskie pseudo) fabularnie leży (żeby nie powiedzieć, że nie istnieje) i nawet w kontekście marnej trójki wypada przerażająco blado. Pomysł był całkiem niezły - pokazać świat maszyn, przyszłość wg Skynetu i ostatnie podrygi ludzkości w walce o wolność. Jednak nie do końca przemyślany misz-masz przeszłości, teraźniejszości i przyszłości wprowadził tylko brak logiki i bezsens jaki mogę oglądać w Transformersach, ale nie w kontynuacji kultowych filmów SF. W tym filmie nic nie trzyma się, za przeproszeniem, kupy. Sytuację odrobinę ratuje postać Marcusa, która jako jedyna potrafi przykuć uwagę i skłonić do przemyśleń nad człowieczeństwem i ludzką naturą. Jednak czar ów bohatera nie trwa długo, bo w pierwszym planie są przede wszystkim gonitwy i fajerwerki przeplatane płytkimi dialogami równie płytkich bohaterów. Po 2 godzinach "niczego" film wieńczy patetyczne zakończenie i widz jest dokładnie w punkcie wyjścia. Osoba, która nie widziała poprzednich części i nie wie o co w tym wszystkim biega dalej będzie ciemna i niczego nie skuma, a ten kto widział poprzednie części nie dowie się niczego nowego. Albo budżet filmu przesłania twórcom zdrowy rozsądek, albo Hollywood cierpi na brak dobrych reżyserów/scenarzystów. Albo jedno i drugie… Co ciekawe, widać, że McG starał się (nieudolnie, ale jednak) utrzymać ducha poprzednich części i jednocześnie wnieść do serii nową formułę kina wojennego. Warto to docenić, choćby na tle Abrmasa, który bez wahania wywrócił Star Treka do góry nogami nie zważając na poprzednie filmy. Z drugiej strony, co za różnica, efekt końcowy jest ten sam - nowy Terminator jest niestety durny, nudny, mało interesujący, pozbawiony jakichkolwiek emocji. Wojna wydaje się być naciągana, maszyny są przeraźliwie głupie, a postacie (fatalny Bale) płaskie do granic możliwości. No, tu wypadałoby postawić gwiazdkę i gdzieś niżej dopisać „nie dotyczy Sama Worthingtona i wspomnianej wyzej postaci, w którą się wciela, Marcusa Wrighta”. To pierwszy film, jaki obejrzałem z udziałem Sama i przyznam, że gość zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Kończąc jednak ten pozytywny przerywnik muszę przyznać, że dawno nie widziałem filmu tak monotonnego z prawdziwie kretyńskim zakończeniem. Wszyscy wiemy, że Terminator skończył się na drugiej części i niestety Ocalenie tego nie zmieni. Swoją drogą, ciekawe, co za mózg wpadł na to, aby w pierwszych minutach zdradzić przeszłość najbardziej tajemniczej, a co za tym idzie najciekawszej postaci z całego filmu?
     Jeżeli chodzi o audio-wizualną stronę - efekty specjalne idealnie wpisują się w obecne Hollywodzkie standardy, ale poprzeczki pt. "widowisko" nie podnoszą. Za to wszelakiej maści scenografia robi spore wrażenie - pustynne krajobrazy, zdewastowane, pordzewiałe miasta, i do tego szaro-brązowa, taka piaskowa kolorystyka. Very nice effect. Rozczarowały mnie natomiast roboty - w gumo filcach na głowie :). Pomijając ich durnowatość i to, że nie mają nic wspólnego z robotami od Camerona, było ich zwyczajnie mało. Udźwiękowienie stoi na najwyższym, jakościowym poziomie - film świetnie buczy, huczy, aż okna we framugach jęczą z podniety. Również muzyka daje radę.



     Reasumując, polecam... obejrzeć 4 minutowy trailer powyżej. Są w nim wszystkie najbardziej wybuchowe sceny akcji, a także najważniejsze sceny fabularne. Co ciekawe, jest w nim klimat, napięcie, czyli wszystko to, czego nie ma w samym filmie. Bo czwarta odsłona Terminatora dobrze brzmi, nieźle wygląda, i nic poza tym. Ok, jest jeszcze naprawdę dobry Sam Worthington (Christian Bale znowu w cieniu postaci drugoplanowej), ale to zaledwie kropla w morzu, wróć, w oceanie nijakości i beznadziejności tego filmu. Nie polecam.

::::::::::::::::: 4/10 :::::::::::::::::


Kilka słów o wydaniu DVD
CENA: 59,99 za wydanie dwupłytowe w metalowym opakowaniu (steal box)
Format obrazu: 2.40:1
dźwięk: DD 5.1, fatalny lektor DD 2.0 + napisy PL
Wszystkie dodatki z polskimi napisami.
+Reforging The Future
Kulisy produkcji. Niestety nie obyło się bez zachwytów nad panem McG i rewelacyjnymi scenarzystami. Sam McG sprawia wrażenie cholernie nieprzyjemnego typa, a jego wypowiedź "Nie cierpię akcji dla samej akcji. W tym filmie tego nie będzie. Wszystko będzie miało jakiś powód" w konteście jego filmu wypada naprawdę idiotycznie. Ale to tylko kilka pierwszych minut, potem jest już znacznie ciekawsza część czyli designerzy, artyścu, kaskaderzy, efekciarze, szczypta aktorów i masa ujęć z planu. Szkoda, że pojawiły się takie przechwałki jak "my to zrobiliśmy po raz pierwszy", "mamy najwieksze wybuchy" i inne tego typu bzdury. Całość trwa 20min.
+ The Moto-Terminator
Oddzielny dodatek o moto-terminatorach. Ciekawy, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to przede wszystkim jest to reklama marki Ducatii.
+ Focus Points
Fantastyczny, obszerny dodatek podzielony na kilka krótkich filmików poświęconych konkretnym etapom produkcji/kręcenie filmu. Największe wrażenie robią makiety - nie potrzeba żadnego komputera, aby zrobić widza w balona realistycznymi wybuchami

+DODAJ KOMENTARZ - ZOBACZ KOMENTARZE+

9 grudnia 2009

7 grudnia 2009

Oko (2008 - dvd)

6 [dodaj komentarz]

     'Rimejki' największych hitów z Europy lub z Azji w wykonaniu ju-es-ej to już niemalże 'codzienność'. Z jednej strony ma to swoje niezaprzeczalne plusy, np wielu widzów pewnie w ogóle nie zwróciłoby uwagi na azjatyckie kino grozy, z drugiej zaś strony Amerykańce wyraźnie z ilością przeróbek przeginają, a do tego chełpią się i nagradzają masą nagród za filmy, w których gdzieś drobnym maczkiem napisane jest "based on". Żeby jeszcze były to produkcje wnoszące do oryginału cos nowego, pozwalające na poznanie historii/bohaterów z innej perspektywy, ale nie, po co. Zwykła kalka za miliony zielonych z nadętym, masowym marketingiem... "Oko" w reżyserii nikomu nieznanych Xaviera Paluda i Davida Moreau to kolejny remake, tym razem azjatyckiego horroru/przeboju pt. "Jian gui". Film opowiada o kobiecie, Sydney Wells (Jessica Alba), która jest niewidoma. Bohaterka przechodzi skomplikowaną operację rogówki oka w wyniku której odzyskuje wzrok. Ale nie tylko. Zyskuje też zdolność dostrzegania zmarłych i jasnowidzenia.



     Horrory oglądam stosunkowo rzadko i naprawdę nie trzeba wiele, aby obudzić we mnie cykora. To tak jak z alkoholem - im mniej go człowiek pije, tym szybciej uderza do głowy. Oczekiwałem więc, że "Oko" choć trochę ruszy moje serce w okolicę gardła. Poza tym miałem na uwadze fakt, że Hollywoodzkie przeróbki, cokolwiek o nich nie mówić, z reguły trzymają poziom i da się je oglądać (wystarczy wspomnieć "Ring" w reżyserii Gore Verbinskiego). Więc (nie zaczyna się zdania od „więc”) jak jest z „Okiem”? Czy „gała” choć trochę mnie przestraszyła? Tak. Po wprowadzającej do filmu scenie slow motion ala Michael Bay, w której uśmiechnięta Jessica Alba wodziła na pokuszenie swoją urodą bałem sie, że mi ja zaraz pokiereszują.. :). Na szczęście nie pokiereszowali co stanowi chyba jeden z największych atutów tej produkcji…. Przynajmniej było na co, przez te 1,5 godziny, popatrzeć.
     "Oko" to niestety najsłabszy horror jaki do tej pory widziałem. Oryginalnej wersji nie znam, ale nie przeszkodziło mi to w rozgryzieniu kolejnych poczynań głównej bohaterki nim ta w ogóle o nich pomyślała. Finał tej nudnej opowieści był jednak całkiem zaskakujący, bo jakoś zupełnie nie pasował mi do całego filmu (zwłaszcza widowiskowe ka boom). Zapewne azjatycka wersja była bardziej pokręcona i tajemnicza, nie sadzę aby Azjaci ze swoją lekko zjechaną wyobraźnią wymyślili coś tak banalnego. A "Oko" pod względem intrygi niestety zawodzi na całej linii, wszystko jest jasne, bez krzty jakiejkolwiek tajemnicy. Dramat głównej bohaterki wypadł bezbarwnie, co jest konsekwencją kiepskiego scenariusza, ale także samej Alby. Urody dziewczynie odmówić nie można, ale na umiejętności aktorskie, przynajmniej w tym filmie trzeba już było oko przymrużyć. Również w kwestii straszenia film wypadł przerażająco blado. Owszem, było kilka scen, w których coś wyskoczyło, muzyka ryknęła, ale co z tego skoro nie było klimatu i napięcia..



     Podejrzewam, że "Oko" z azjatyckim oryginałem łączy tylko ślepota głównej bohaterki i jej późniejszy syndrom "i see dead people". Szczerze mówiąc, poza obecnością Alby, na którą miło popatrzeć, trudno wskazać jakiekolwiek atuty tej produkcji. Film słaby fabularnie, przewidywalny, mało straszny, no i przeraźliwie nudny.. Już chyba kino obyczajowe jest bardziej emocjonujące. Na szczęście nie ja płaciłem za dvd :P. Można sobie darować.

::::::::::::::::: 3/10 :::::::::::::::::


Kilka słów o wydaniu DVD
CENA: 19,99
Format obrazu: 2.40:1
dźwięk: DD 5.1, lektor DD 5.1 + napisy PL
Wszystkie dodatki z polskimi napisami.
+ Wycięte sceny
8 wyciętych scen, niektóre nawet strasznie. Tak, jakby twórcy szukali i szukali czegoś, co przestraszy widza, a dopiero potem dochodzili do wniosku, że w obliczu fabuły nie ma to najmniejszego sensu.
+ Ludzie z cienia
2 minutowy dodatek poświęcony aktorowi, który grał cień. Wow, przy takim chudzielcu każdy wygląda jak Pudzian :)
+ Rola Sydney
Czyli 5 minut mdłych odpowiedzi na pytanie: dlaczego rola Sydney Wells była tak trudna? Cóż, każdy powód jest doby aby popatrzeć na Albe… :P
+ Widzenie zmarłych
W sumie całkiem ciekawy dodatek. Jest to 10 minutowy film dokumentalny o zjawisku widzenia rzeczy/wspomnień poprzedniego właściciela danego organu. Ponoć jest to możliwe!
+ Wybuchowy finał
O tym, jak wysadzić cysternę nie zabijając przy tym ekipy filmowej. Przyznam, że ten wybuch w filmie wyglądał naprawdę nieźle, a w dodatku nawet lepiej :)


Nie ma. Od dzisiaj muzyczne zagadki będą pojawiać się w oddzielnych postach.

+DODAJ KOMENTARZ - ZOBACZ KOMENTARZE+

2 grudnia 2009

NIE TYLKO FILMY: Call of Duty: Modern Warfare 1/2

3 [dodaj komentarz]


     Nie wiem co mnie podkusiło, aby zagrać w największego złodzieja czasu Call Of Duty: Modern Warfare 1/2. Nieprzespane noce, wory pod czerwonymi oczami i delikatny odcień zieleni to tylko kilka objawów po licznych już zerwanych nockach. Być może takie gry to teraz standard i nie ma się czym zachwycać (nie wiem, w gry gram okazyjnie czyli prawie w ogóle bo nie mam czasu), ale nie spodziewałem, że gra komputerowa może być tak bardzo filmowa. Powiem Wam, że przy tej gierce wysiadają wszystkie najlepsze filmowe blockbustery, od pierwszej minuty akcja pędzi do przodu niczym korek wystrzelony od szampana i do samego końca ani na chwilę nie zwalnia. Genialne misje (Czarnobyl wymiata) nawiązujące do takich filmów jak np. Helikopter w Ogniu, Twierdza itp., kapitalne zwroty akcji chwytające za gardło, świetnie poprowadzona głupitka fabuła (z perspektywy kilku żołnierzy) no i oczywiście zapierające dech w piersiach realistyczne efekty czyli grafika i cholernie klimatyczna muzyka. Ta gra dała mi naprawdę solidnego kopa, nie sposób zliczyć ile razy głośno wypuszczałem z siebie powietrze gdy kończyłem kolejną misję. Prawdziwa gra XXI wieku. A po kampaniach zostaje fantastyczny Multiplayer - to dopiero jest złodziej czasu.. :) Jeśli macie Xboxa, PS3 albo w miarę mocnego kompa - nie wahajcie się. Genialna gra (1 i 2 część), genialna rozrywka.
     Co ciekawe, w komponowaniu muzyki do pierwszej części gry brał udział Harry Gregson-Williams, a do drugiej części sam Hans Zimmer (brawo Alek :)! Próbkę muzyki mieliście w ostatniej muzycznej zagadce (do odsłuchania pod wpisem Gnijącej Panny Młodej). POLECAM!



+DODAJ KOMENTARZ - ZOBACZ KOMENTARZE+