Röyksopp – norweski duet grający muzykę elektroniczną. W skład zespołu wchodzą Torbjørn Brundtland i Svein Berge. Nazwa zespołu jest stylizowaną wersją norweskiego słowa "røyksopp", które dosłownie można przetłumaczyć jako grzyb dymny i po norwesku oznacza purchawkę.
"What Else Is There?" by Röyksopp
Niektóre piosenki Röyksopp zostały użyte w reklamach, grach, programach telewizyjnych oraz filmach. Utwór Eple został wykorzystany w filmie powitalnym systemu Mac OS X "Panther". Piosenka What Else is There? została wykorzystana w filmie Cashback. Utwór Follow My Ruin jest częścią soundtracku gry FIFA 06. Zespół zyskał sporą popularność w USA dzięki wykorzystaniu fragmentu piosenki Remind Me w reklamie firmie ubezpieczeniowej Geico.
"This Must Be It" by Röyksopp
For more information, free remixes and more go to royksopp.com
Po film „W pułapce wojny” w reż. Kataryn Bigelow sięgnąłem ze względu na mnogość przeróżnych, często skrajnych opinii, jakich naczytałem się na forach filmowych. Poza tym, dawno już nie widziałem filmu stricte o zmaganiach wojennych, zwłaszcza tych współczesnych, więc była to dobra okazja, aby nadrobić zaległości.
„W pułapce wojny” opowiada o elitarnej jednostce saperów wykonujących misje w Iraku. Przez niespełna dwie godziny jesteśmy świadkami żmudnej i niebezpiecznej pracy trzy osobowego oddziału, który dzień w dzień wyrusza z zadaniem rozbrojenia, zdetonowania lub zbadania miejsca wybuchu/zamachu. Nie ma żadnej intrygi skupiającej się na np. konkretnym zamachowcu czy śledztwie, nie ma zatem typowego formatu filmu wojennego czyli misji, podczas której ktoś bohatersko zginie, ktoś inny wygłosi patetyczne przemówienie, a wszystko to zwieńczy widowiskowe kaboom. Przyznam, że taki zabieg dał całkiem ciekawe efekty – trudno przewidzieć, co za chwilę się wydarzy to raz, a dwa, maksymalnie skupiamy się na tym, co w danej chwili dzieję się na ekranie. A niewiele się dzieje, jeśli patrzeć przez pryzmat akcji i efektów specjalnych. „W pułapce wojny” do złudzenia przypomina film dokumentalny – przegadany, z surowymi zdjęciami z ręki, chaotycznym ‘przypadkowym’ montażem, ze śladową ilością efektów specjalnych i muzyką ograniczoną do niezbędnego minimum. Jeżeli ktoś spodziewa się po filmie Biegelow drugiego „Helikoptera w ogniu” to może sobie od razu darować. Co zatem dzieje się na ekranie? Z reguły w filmach wojennych żołnierze definiowani są przez wyjątkowość, bohaterstwo, poświęcenie, honor, głęboki patriotyzm i wszystko inne, co podniosłe i „chwytające za serce”. Na szczęście Bigelow na każdym kroku unika tego typu schematów. Jej film to obraz zwyczajnych ludzi, którzy dobrowolnie zdecydowali się na zawód pt. zawodowy żołnierz, a nie rycerz w lśniącej zbroi. Bo co to znaczy być zawodowym żołnierzem? To monotonia w postaci codziennej, ciągłej: adrenaliny, strachu, presji, spięcia, odpowiedzialności za innych, skupienia, podejmowania szybkich decyzji w krytycznych momentach, planowania, walki samym z sobą i w końcu patrzenia śmierci w oczy. Przez cały film to się właśnie dzieje – przygniatająca, żołnierska rutyna. Muszę przyznać, że Bigelow udało się ją uchwycić, choć nie bez pewnych zgrzytów, czego przykładem może być nocna eskapada za zamachowcem, lub postać sympatycznego doktorka. Rozumiem, że potrzebny był kontrast „walki w teorii” z „walką w praktyce”, ale litości, mało nie oplułem telewizora jak zobaczyłem, co ten człowiek wyprawia. Może o to właśnie chodziło Bigelow, aby jeszcze bardziej uwydatnić oblicze czynnego udziału w konflikcie, jednak zupełnie mnie to nie przekonało. Nawet ćwierćinteligent wie, że przysłowiowego palca do ognia nienależny wkładać. Natomiast inną sprawą jest cała otoczka, w jakiej muszą pracować żołnierze. Irak to taki cichy bohater w tej całej rutynie. Słońce, upał, piasek, wiatr. Słońce, upał, zasyfione miasta, wiatr. I tak w kółko. Za mianownik robią mieszkańcy – kobiety, dzieci, mężczyźni, wszyscy w chustach na twarzach, z trudną do ogarnięcia mentalnością. Po dwóch godzinach „siedzenia w tym świecie” końcówka filmu w markecie jest wręcz kosmiczna.. Duży plus. „W pułapce wojny” to w końcu film o konsekwencjach, jakie niesie ze sobą wojna, jednak w tej kwestii Bigelow nie odkrywa niczego nowego. Mamy, bowiem do czynienia z przewartościowaniem, tęsknotą za normalnym życiem, oraz niemożliwością odnalezienia się w skórze normalnego obywatela. To już było, i to nie raz, ale muszę przyznać, że Bigelow w końcówce filmu kapitalnie spuentowała wszystkie poruszone wątki. Za to nie plus, a punkt więcej w ostatecznej ocenie. Na ekranie poza błyszczącym Jeremym Renner w roli sierżanta sztabowego Williama Jamesa, zobaczymy kilka bardziej znanych nazwisko jak np. Ralph Fiennes, David Morse, Guy Pearce, Evangeline Lilly. Wzorem „Cienkiej czerwonej lini” są to postacie drugoplanowe, które pojawiają się na ekranie w jednej scenie tylko po to, aby na okładce dvd/plakacie można było wypisać znane nazwiska.. :) Niestety, „W pułapce wojny” ma swoje momenty, w których pytałem się sam siebie, „co on robi?”, „po co on to robi?”, „jaki w tym sens?”. Oczywiście nigdy nie byłem w wojsku, mój wojenny skill ogranicza się do siekania po nocach w multi Call of Duty (za co na filmwebie zostałbym pewnie zlinczowany :)), ale tak na zdrowy rozum: czy wyciąganie z ziemi 6-7 ciężkich bomb ciągnąc je za kabelki nie wydaje się być co najmniej dziwne? Mógłbym jeszcze wypunktować otwierającą film scenę, która była strasznie naciągana, czy np. pojedynek snajperów, w którym widać, że starano się uchwycić realizm, ale i tak wyszło z tego lekkie „śmiechu warte”. Ogólnie wpadki nie mają jakiegoś większego znaczenia (choć można było spokojnie ich uniknąć), poza tym warto zaznaczyć, że jest też kilka momentów zapierających dech w piersiach (np. rozbrajanie ostatniej bomby).
„W pułapce wojny” to film dobry i warto go zobaczyć. Może nie powala, może nie jest jakoś specjalnie odkrywczy, ma kilka niedociągnięć, ale w dość ciekawy sposób pokazuje, na czym polega praca żołnierza biorącego udział w czynnym konflikcie. W naszym kraju premiera dvd miała miejsce razem z premierą telewizyjną, więc jeżeli komuś szkoda kasy to warto przyczaić się na powtórki w Canal+. Polecam, jeden z ciekawszych filmów wojennych.
::::::::::::::::: 7+/10 :::::::::::::::::
Kilka słów o wydaniu DVD CENA: 39.90 Format obrazu: 16:9 Dźwięk: DD 5.1 lektor DD 5.1 + napisy PL Wszystkie dodatki z polskimi napisami. - Z planu 15 minutowy film dokumentalny. Wywiad z reżyserką oraz scenarzystą, który przyznał, że spędził z żołnierzami kilka tygodni, aby lepiej poznać ich pracę. Poza tym kilka słów od operatora kamery i aktorów. Ci drugoplanowi mają oczywiście więcej do powiedzenia niż ci główni (Guy Pearce swoją skromnością przeszedł sam siebie). Sporo materiału z planu filmu.| - Wywiady z aktorami Dodatek trochę na siłę. Są to wypowiedzi aktorów wycięte z dodatku powyżej… - zwiastuny filmów
Film będący ekranizacją powieści o tym samym tytule, autorstwa José Saramago. Ludzie nagle zaczynają tracić wzrok. Zjawisko przybiera rozmiary epidemii. Nie wiadomo jednak, co wywołuję ślepotę. Próbując opanować sytuację, władze ogłaszają kwarantannę, a ociemniałych zamykają w strzeżonym przez wojsko obozie. Wraz z gwałtownie rosnącą liczbą pacjentów dramatycznie pogarsza się ich sytuacja. Stopniowo wyczerpują się zapasy jedzenia, zaczyna się walka o władzę. Do takiego obozu trafia także kobieta (Julianne Moore), która pozorując utratę wzroku, postanawia towarzyszyć swojemu mężowi.
Upadek cywilizacji. Modny ostatnio temat, obrazujący to, kim, bądź, czym w głębi duszy jesteśmy i jakie tego mogą być konsekwencję. „Miasto Ślepców” jest kolejnym tego typu filmem i w pierwszej chwili zapowiada kawał dobrego kina „na poważnie” pozorując tym samym jedną z tych nielicznych perełek, o których można powiedzieć „wartościowa rozrywka”. Tym większe jest rozczarowanie, gdy okazuje się, że film Fernanda Meirelles sprowadza się tylko i wyłączenia do sugestywnych scen obrazujących upadek moralności, czyli rzeczonej cywilizacji. Brodzenie w fekaliach, gwałty, morderstwa, do tego obowiązkowo postacie z charakterami pt. chciwość, bezwzględność, itp. daje pełen wachlarz wszystkiego, co ohydne i najgorsze. Przez bite 2 godziny obserwujemy obraz nędzy i rozpaczy, obraz pusty, pozbawiony jakiejkolwiek głębszej treści. Jest to o tyle dziwne, że w filmie nie ma żadnych innych wątków, które mogłyby, choć trochę uzupełnić obleśne sceny. Nie dowiemy się, jakie są przyczyny ślepoty, nie dowiemy się nawet jak poszczególni bohaterowie mają na imię. Cały film skupia się tylko i wyłącznie na dosłownym zobrazowaniu ludzkiego zezwierzęcenia, prymitywnych wartości, jakimi człowiek może kierować się, gdy ktoś zabierze mu jeden element z życia codziennego – w tym przypadku wzrok. Cały ten bajzel obserwujemy z perspektywy kobiety, która jako jedyna nie straciła wzroku. Niestety Meirelles zupełnie nie korzysta z tej arcy ciekawej postaci, która mogłaby nadać „wyraz” całej produkcji. Jej postępowanie jest durne, nielogiczne, zwyczajnie irytujące. Szkoda, bo cały kontrast dramatu niewidomych z dramatem człowieka, który jest skazany na oglądanie końca świata, jest jednym wielkim niewypałem prowokującym do zadawania sobie pytania, do czego ten film zmierza. I tu kolejny ‘gol’, bo niestety do cholernie banalnego finału opierającego się na pseudo refleksyjnej sentencji pt. obejrzałeś właśnie wstrząsający film będący obrazem drzemiących w człowieku prymitywnych instynktów… bla bla bla. Zamiast dobrego filmu o przewartościowaniu człowieka, otrzymaliśmy mordy, gwałty, czyli same banały składające się na płytką treść całej produkcji.
Cóż, ekranizacje mają to do siebie, że zazwyczaj z oryginałem literackim niewiele mają wspólnego. Na palcach jednej ręki można wyliczyć filmy, które jakimś cudem przeżyły konfrontacje z fanami oryginału (np. „Władca Pierścieni”) i jednocześnie zachęciły „nieoczytanych” do sięgnięcia po daną powieść (np. „Lot nad kukułczym gniazdem”). „Miasto Ślepców” jako ekranizacja jednej z głośniejszych powieści ma jedną niezaprzeczalną zaletę – na pewno zachęca do przeczytania oryginału. Bo film, nie oszukujmy się, jest kiepski, ma jednak swoje momenty, które podpowiadają, że książka jest czymś więcej aniżeli wizualizacją brudu i smrodu. Krótko mówiąc, film można sobie darować, ale książkę myślę, że warto przeczytać. I trzeba przyznać, że to dość ciekawe wnioski jak na film, który widziałem i książkę, której kompletnie nie znam… :)
::::::::::::::::: 4/10 :::::::::::::::::
Kilka słów o wydaniu DVD CENA: od 19,99 Format obrazu: 16:9 Dźwięk: DD 5.1 lektor DD 5.1 + zwalone napisy PL Film nabyłem w tzw. EKO-PACKU czyli w kartonowym opakowaniu sprawiającym wrażenie tandety :). W środku znajduje się mała książeczka zawierająca przesłodzone informacje o filmie i jego produkcji oraz płytka z filmem. Ten dostępny jest z całkiem niezłym lektorem, a także z napisami, które gdzieś tak 20-30minut przed końcem zwyczajnie urywają się… Brawo. Na płycie nie ma żadnych dodatków, jest natomiast plik z filmem skonwertowanym specjalnie pod iPhony i iPody. W gruncie rzeczy fajny dodatek, niestety tylko dla wybranych.