
Film oparty na grze komputerowej, w którą oczywiście grałem, ale jeszcze na Commodore (a może to było 386?) i nie mam pojęcia, jak wygląda współczesna wersja. Musi być jednak niezła skoro zainteresował się nią Disney :).
VI wiek, Persja. Syn króla Dastan zawiera porozumienie z tajemniczą księżniczką Taminą, kapłanką i władczynią świętego miasta Alamut, i wyrusza na wyprawę przeciwko złym siłom. Razem muszą ocalić magiczny sztylet uwalniający Piaski Czasu. To podarunek od bogów, który może odwrócić czas i zapewnić swemu właścicielowi władzę nad światem.
Po raz pierwszy byłem w kinie na pokazie cyfrowym (2D) i muszę powiedzieć, że przy widowiskowych produkcjach pełnych akcji, pościgów itp. jest to wybór najlepszy z możliwych. Już sam obraz - ostry, wyraźny, pozbawiony szumów, migoczących rys i czarnych plam (prawie jak w HD) wbija w fotel. Zdecydowanie wole cyfrowe 2D od 3D, w którym obraz z reguły nie jest tak wyraźny i tak ładnie nasycony barwami (okulary dość mocno przyciemniają). Książę Persji, jak nietrudno się domyśleć, w cyfrowej wersji wygląda wspaniale. Piękne panoramiczne ujęcia, masa świetnych pojedynków, dynamiczne gonitwy w stylu parkour oraz doskonałe efekty specjalne budzą prawdziwy zachwyt. Przyznam, że nie spodziewałem się aż tak dobrego, momentami wielkiego widowiska. Podobnie jest zresztą z dźwiękiem i doskonałą muzyką Williamsa, bowiem Książę Persji jest najlepiej udźwiękowionym filmem, jaki do tej pory w tym roku widziałem. Najmocniejsze efekty (również wizualne) słychać przy użyciu sztyletu, podczas którego wszystko dzieje się w zwolnionym tempie, a z głośników bucha klimatyczna (taka specyficzna, magiczna) muzyka oraz dźwięki szeleszczącego piasku. Odjazd, proszę ja Was, odjazd! Książę Persji jest drugim w kolejce (po Avatarze) filmem, który na pewno kupię na BluRay (ciułam grosz do grosza, może w tym roku w końcu kupie sobie odtwarzacz)
Film przez prawie dwie godziny nie zwalnia ani na minutę. Fabuła jest głupiutka, ale jak na kino czysto rozrywkowe przystało, nieważny jest przewidywalny koniec, a cała przygoda, która do ów końca prowadzi. A ta jest wciągająca i ciekawa - w kolejnych minutach poznajemy nowe krainy, kolejne postacie drugoplanowe (szejk Amar ze strusiami wymiata), nowych przeciwników (zabójcy robią wrażenie) oraz przede wszystkim postacie pierwszo planowe. Tu warto słów kilka odnośnie obsady: napakowany Jake Gyllenhaal w roli Dastana wypada wręcz idealnie, natomiast Gemma Arterton w roli księżniczki Taminy błyszczy. W Starciu Tytanów kompletnie niewidoczna (ledwo ją kojarzę), natomiast w Piaskach Czasu twarda, wyszczekana, piękna. Po prostu pycha ciasteczko, choć w rzeczywistości pewnie niezły zakalec… :P Jedyne czego mi brakowało to humor, którego jest zdecydowanie za mało. Również chemię pomiędzy Destanem i Taminą można było podkręcić na ciut wyższe obroty (więcej słownych przepychanek).

Muszę przyznać, że do tej pory, podobnie jak większość graczy, dość niechętnie podchodziłem do ekranizacji gier. Jednak po obejrzeniu Piasków Czasu zastanawiam się nad tym, którą jeszcze grę chciałbym zobaczyć w kinie. Apokaliptycznego Fallouta? Trzymającego w napięciu Half-Life’a? A może krwistego God of War? Oj tak - ogromny budżet (co najmniej taki jak ten od Avatara), najnowocześniejsza technologia 3D i Zack Snyder na stołku reżysera. To byłoby coś! Wracając jednak do Księcia Persji - podobało mi się. A po takiej miernocie jak Starcie Tytanów, podobało mi się i to bardzo. Polecam!
::::::::::::::::: 8/10 :::::::::::::::::







