27 listopada 2010

Muzyczna zagadka #61

2 [dodaj komentarz]

Z jakiego filmu pochodzi poniższy utwór? Kto jest jego autorem? Co o nim sądzicie (odsłuchajcie do końca!)? Kto pierwszy, ten lepszy:

Rozwiązanie poprzedniej zagadki:
Massive Attack - I am home. Utwór pochodzi z filmu "Człowiek pies" w reżyserii Louisa Leterriera. Nikt nie udzielił prawidłowej odpowiedzi.
Kliknij tutaj aby przesłuchać wszystkie dotychczasowe zagadki będące listą najciekawszych utworów filmowych.

25 listopada 2010

SERIALE: Zagubieni - sezon 1

4 [dodaj komentarz]

      6 sezonów, ponad 100 odcinków i miliony fanów na całym świecie. Zagubieni - fenomen małego ekranu, który kompletnie mnie nie interesował. Serial ciągnął się przez lata, a ja widziałem może ze 4 odcinki i to też przez przypadek (nic z nich nie zrozumiałem). Co ludzie widzą w 48 ocalałych z katastrofy samolotowej, którzy ganiają po bezludnej wyspie w tą i z powrotem? Po 6 latach od premiery pierwszego odcinka postanowiłem nadrobić zaległości i zobaczyć to na własne oczy.
      Teraz już wiem - ciągłe napięcie, suspens i igranie z emocjami widza to domena praktycznie każdego odcinka. A tych jest niemało - pierwszy sezon Lostów liczy aż 24 odcinki, co jak na serial jest sporym osiągnięciem (z reguły w sezonach odcinków jest 2x mniej). Muszę przyznać, że serial jest naprawdę świetnie przemyślany i na szczęście nie jest tylko i wyłącznie o przetrwaniu po katastrofie lotniczej. Natłok retrospekcji z życia poszczególnych bohaterów, w których próżno szukać chronologii, buduje bardzo konkretny obyczajowy dramat, a seria niezrozumiałych dziwności na wyspie (trochę fantasy, trochę thrillera) niejednokrotnie chwyta za gardło (m.in. dźwięk “tego czegoś” w dżungli to prawdziwe mistrzostwo). Chyba największe wrażenie robi niesamowita przyswajalność tego serialu. Przede wszystkim mnogość bohaterów, do których człowiek bardzo szybko się przyzwyczaja i bardzo szybko zaczyna się przejmować ich losem (wszystko m.in. przez liczne retrospekcje, ale też przez bardzo charakterystyczne wizerunki - dobór aktorów bezbłędny). W narracji serialu nie ma żadnego chaosu, wszystko jest tak sprytnie przemyślane, że ogarnięcie wszystkich wątków nie sprawia żadnego problemu. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że każdy odcinek stawia kolejne pytania bez odpowiedzi, na końcu okazuje się, ze wiemy tyle ile na początku serialu, a i tak mamy poczucie, że wszystko jest jasne i zrozumiałe :)
      Pierwszy sezon Lostów bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i teraz rozumiem, dlaczego gro widzów oszalała na punkcie przygód rozbitków. Jestem bardzo ciekawy czy serial pójdzie w miarę sensowną ścieżką rozwoju i dalej będzie trzymać w napięciu czy może wszystko co dobre już zobaczyłem.  

::::::::::::::::: 8/10 :::::::::::::::::


23 listopada 2010

Green Zone (2010 - Blu-Ray)

1 [dodaj komentarz]

     Chyba wszyscy pamiętają najazd Stanów Zjednoczonych na Irak i późniejsze przekonywania “oni mają broń masowego rażenia, my ją znajdziemy i odbierzemy”. Prawie codziennie telewizja serwowała relacje z działań amerykańskich żołnierzy. W całej tej krwawej szopce było wszystko (od dramatu, przez bohaterstwo po zwykłą propagandę), nie było tylko rzeczonej broni. Greengrass w swoim filmie nawiązuje do tych wydarzeń i stara się pokazać walkę żołnierzy w obliczu politycznych celów, które, jak nietrudno się domyśleć, nie zawsze są ukierunkowane na prawdę. Akcja ma miejsce w Bagdadzie w 2003 roku, oddział inspektorów wojskowych pod dowództwem starszego chorążego Roy’a Millera (Matt Damon) przeczesuje tereny Bagdadu w poszukiwaniu broni. Przemieszczając się z jednego zabezpieczonego minami miejsca – pułapki na drugie, żołnierze w trakcie poszukiwania śmiertelnych odczynników chemicznych natykają się na zawiłe próby zatajenia prawdy, które zmieniają cel ich misji.



     Jest dobrze, ale mogło być znacznie lepiej. Green Zone to całkiem niezła próba ukazania kulis współczesnego konfliktu wojennego, ale nie na tyle aby skłaniać do jakiejkolwiek dyskusji. To chyba największy fabularny mankament - film nie zdradza niczego nowego, nie jest w żaden sposób kontrowersyjny/szokujący, po prostu luźno nawiązuje do wydarzeń sprzed lat. Zarówno cała otoczka polityczna, jak i śledztwo Millera nie budzi większych emocji bo nie dość, że fabuła sprawia wrażenie “to już gdzieś było” to jeszcze zbyt duże uproszczenie całej intrygi nie pozwala uwierzyć w wersje Greengrassa. Przyznam, że spodziewałem się trochę więcej realizmu, w końcu temat już z założenia kontrowersyjny i ciągle na czasie. Tymczasem film Greengrassa okazał się produkcją zaledwie ciekawą i do tego dość mocno cierpiącą na przewidywalność. Nie wiem dlaczego, ale spodziewałem się czegoś choć trochę przypominającego Hurt Locker. Greengrass poszedł jednak w zupełnie inną stronę (co w sumie było do przewidzenia) przez co Green Zone to w 95% zwykłe kino akcji z elementami thrillera. Można powiedzieć, że tak jak w Hurt Locker było kilka naciąganych momentów, tak w filmie Greengrassa jest kilka momentów na poważnie.
     Za to na pewno ów produkcja nie cierpi na brak akcji. Jest jej pod dostatkiem, jest świetnie zmontowana i ogólnie daje sporo radochy. Fani stylu Bourne'a, czyli lekkiego trzęsienia ziemi kemerą będą zadowoleni. Aczkolwiek, jeżeli już jestem przy tym co w filmie widać, mam małe “ale” odnośnie wiarygodności. Przede wszystkim od początku seansu miałem wrażenie, że ten filmowy Irak niewiele ma wspólnego z tym realnym. W Hurt Locker (nie wiem dlaczego tak się uczepiłem tego filmu :) ) Irak był drugoplanowym bohaterem, przytłaczał swoją architekturą, mentalnością mieszkańców, kulturą. W Green Zone wszystko co można podciągnąć pod scenografie krajobrazową sprawia wrażenie udawanego. Zresztą, po obejrzeniu dodatków, wyszło szydło z worka - w filmie nie ma ani jednego ujęcia, nawet około irackiego, bo film został nakręcony w Hiszpanii i Maroku (a najcharakterystyczniejsze miejsca to zwyczajny komputer). Inną kwestią jest Matt Damon. Lubię go, ale obsadzenie go w tej roli chyba nie było najlepszym pomysłem. Facet stara się ile może, ale po pierwsze, trudno uniknąć porównań do Bourne'a, a po drugie, jest zbyt charakterystyczny. O wiele lepiej sprawdziłby się manewr wykorzystany w Hurt Locker - gwiazdy na drugi plan. Poza tym to ciągłe “bravo, na pozycji”, “bravo, kieruję się na pozycje”, “bravo, ruszamy”, szkoda tylko, że nie wiadomo kto dowodzi, skąd w ogóle wiadomo kto i gdzie ma się pojawić. 



     Green Zone plasuje się gdzieś pomiędzy Hurt Locker i Helikopterem w ogniu. Z jednej strony nie angażuje widza w fabułę tak jak ten pierwszy, nie rzuca na kolana widowiskiem tak jak ten drugi, ale z drugiej strony jest to film na tyle ciekawy, i na tyle dobrze nakręcony, że można go spokojnie obejrzeć. Ale nie na Bluray (o czym poniżej)

::::::::::::::::: 6/10 :::::::::::::::::


Kilka słów o wydaniu Blu-Ray
CENA: 119,90zł
format obrazu: 2.40:1, 1080p
dźwięk: DTS-HD 5.1 + DTS 5.1 z lektorem
Wszystkie dodatki z polskimi napisami

Decydując się na własną kolekcję filmów, trzeba uważać co się kupuje i za ile. Szczególnie teraz, gdy nowości na bluray kosztują ok. 120zł, a potem w reedycjach są po niespełna 50zł (ostatnio kupiłem bluray Nieustraszonych Braci Grimm za, uwaga, 29zł). Najlepszą więc metodą jest… przeczekać pierwszy bum cenowy. Potem warto zapoznać się z opiniami o danym wydaniu, bo czasami na rynku pojawiają się rodzynki bez tłumaczenia, dodatków, w marnej jakości. Staram się trzymać tej zasady i wyczekiwać promocji, ale czasami wiem lepiej i kupuje trochę w ciemno, trochę z przekonaniem “takie filmy lubię, będzie dobrze” przez co niepotrzebnie tracę kasę. 119zł, tyle dałem za BluRay Green Zone i jestem wściekły. Nie sadziłem, że film w HD może być gorszej jakości od DVD (takie mam wrażenie). Dźwięk jest ok. (tylko ok.!), za to jakość obrazu fatalna. Przede wszystkim w ogóle nie ma tej ostrości, którą widać na pierwszy rzut oka przy filmach w tej technologii. Green Zone zalicza się do filmów widowiskowych, do filmów stworzonych pod HD, tymczasem obraz bardzo często śnieży, szczególnie w ujęciach nocnych w których ziarno jest tak duże, że na ekranie niewiele widać. Paul Greengrass, reżyser filmu, ma na swoim koncie sporo filmów dokumentalnych oraz tych stylizowanych na dokumenty i być może marną jakością chciał podciągnąć realizm. Niestety, wg mnie odniosło to zupełnie odwrotny skutek - obraz drażni nienaturalnym brakiem wyrazistości. Już pomijam fakt, że wszystkie dodatki są w perfekcyjnej jakości.. Zwróciłbym film jeszcze tego samego dnia, ale niestety jeszcze przy kasie ynteligentnie wychrzaniłem paragon. Masakra..

+ Sceny usunięte z komentarzem twórców
Nie są to jakieś tam migawki, tylko kilka naprawdę długich i ciekawych sekwencji (włącznie z tymi bardziej widowiskowymi).
+ Matt Damon: Gotowy do akcji HD
Czyli słów kilka o tym, jaki to zaszczyt był dla prawdziwych żołnierzy grać u boku Matta Damona, a jakim wyzwaniem dla Matta było rozkazywanie weteranom wojny. Mocno patetyczny materiał, z którego wynika, że Damon to naprawdę spoko gość. Dla zajawek z planu i zdjęć Maroka warto zobaczyć.
+ Wewnątrz Zielonej Strefy HD
Tym razem kilka słów o tym, jaki to zaszczyt grać w filmie Greengrassa. Masa ciekawego materiału z planu, a także, niestety sporo słodzenia reżyserowi.
+ Prawdziwy Miller HD
O fabularnym tle opowieści. Sporo wywiadów z żołnierzami, ale przede wszystkim z prawdziwym Millerem, który dowodził oddziałem podczas poszukiwań broni masowego rażeni, a w filmie pełnił rolę konsultanta.
+ Rekonstrukcja Bagdadu HD
Najkrótszy, ale za to najlepszy ze wszystkich dodatek o Maroku. Sporo zdjęć z planu pokazujących przygotowywanie scenografii, a także kilka ujęć z kręcenie najbardziej widowiskowych scen.

14 listopada 2010

Kino Obcego

2 [dodaj komentarz]

Czeka nas prawdziwy wysyp kina obcego. No, może aż taki wysyp to to nie będzie, ale na pewno będzie się działo. Pierwszej wizyty alienów możemy spodziewać się jeszcze w tym roku w Los Angeles przy okazji filmu Skyline. Inwazja na szczęście nie będzie miała pokojowego charakteru dzięki czemu wszystko skończy się happy endową demolką. Przynajmniej mam taką nadzieję, bo wbrew pozorom po niskobudżetowym filmie braci Strause (panowie od cieniutkiego Obcy kontra Predator 2) nie spodziewam się niczego dobrego. Ok, efekty specjalne powinny być przynajmniej niezłe, ale po ostatnim zwiastunie mam wrażenie, że całą resztę trzeba będzie wymownie przemilczeć. Zresztą krótki opis fabuły nie pozostawia złudzeń co do tego czym Skyline będzie. Impreza, kac, przybycie obcych, porwania ludzi, grupka osób ocali świat. Podobno w planach jest już druga część.

SKYLINE
Reżyseria: Colin Strause, Greg Strause
Scenariusz: Joshua Cordes, Liam O'Donnell
Muzyka: Liam O'Donnell
Zdjęcia: Michael Watson
Obsada: David Zayas, J. Paul Boehmer, J. Paul Boehmer





Bracia Strause mają swój udział w innej inwazji, która będzie miała miejsce w marcu przyszłego roku. Chodzi o film Battle: Los Angeles (uhum, znowu Los Angeles). Ponoć Sony Picuters zastanawia się nad pozwem przeciwko ich firmie, której zlecili realizację efektów specjalnych. Sony nie wiedziało, że równocześnie ta sama ekipa pracuje przy Skyline i teraz węszą teorie spiskowe (pewnie bardziej dla szumu medialnego aniżeli jakichkolwiek odszkodowań). Nie mniej, inwazji od Sony kibicuje bardziej. Po premierze pierwszego zwiastuna jestem niemalże pewien, że będzie to jedno z lepszych widowisk roku 2011. Podoba mi się sama koncepcja postawienia na efektowny realizm, a nie efekciarstwo (przynajmniej takie mam wrażenie po zwiastunie). Na tą chwile wiadomo tylko tyle, że film opowiada historię oddziału marines walczącego na ulicach Los Angeles z inwazją obcych, którzy przybyli podbić Ziemię. Pozostaje mieć nadzieję, że ten krótki zarys fabularny zdradza tylko tyle, a nie aż tyle z całej fabuły.

BATTLE: LOS ANGELES
Reżyseria: Jonathan Liebesman
Scenariusz: Scott Silver, Christopher Bertolini
Muzyka: Brian Tyler
Zdjęcia: Lukas Ettlin
Obsada: Aaron Eckhart, Michelle Rodriguez, Michael Peña





Harrison Ford, Daniel Craig, Sam Rockwell, Olivia Wilde w filmie będącym mieszanką kina wojennego, akcji, fantasy, westernu i sf. Brzmi intrygująco? Film Cowboys & Aliens w reżyserii Jon Favreau (gość od obu części Iron Mana) to ekranizacja komiksu Freda Van Lente'a i Andrew Foleya, którego akcja ma miejsce w XIX stuleciu w samym apogeum walk białych osadników z plemionami Apaczów. Zażarty konflikt przerywa inwazja kosmitów nie znających litości. Wrogowie nie mają wyjścia i muszą wspólnie stawić czoła nowemu zagrożeniu. Z dzidami na obcego? Why not :) Tylko po co tylu scenarzystów? Premiera filmu w sierpniu 2011, premiera trailera prawdopodobnie przed najnowszym Harry Potterem.

COWBOYS & ALIENS
Reżyseria: Jon Favreau
Scenariusz: Mark Fergus, Hawk Ostby, Roberto Orci, Alex Kurtzman, Damon Lindelof
Obsada: Harrison Ford, Daniel Craig, Sam Rockwell, Olivia Wilde





J.J. Abrams, człowiek od Projekt: Monster i Star Trek również szykuje film około obcy. Akcja będzie się skupiać wokół legendarnej Strefy 51 i ściśle tajnego ładunku przewożonego pociągiem do Ohio. W jednym z wagonów jest coś wielkiego, silnego i… tyle wiadomo. Abrams lubi się bawić w takie podchody, marketing sam się przez to nakręca. Mówiło się, że to prequel Projekt: Monster, że tytułowe Super 8 to kamera, którą dzieciaki nakręciły film z dziwną istotą w tle. Abrams oczywiście nie puścił pary z gęby, tylko zdementował plotkę. Pojawiła się następna - to coś wydostanie się z wagonu i zacznie nękać pobliskie niewielkie miasteczko, które będzie musiało zjednoczyć się w obronie. Ale w ta plotkę z kolei ja nie wierzę, nie byłoby z tego widowiska. Teraz mówi się, że Super 8 to hołd dla wczesnych filmów Stevena Spielberga. Wszystkiego dowiemy się czerwcu 2011.

SUPER 8
Reżyseria: J.J. Abrams
Scenariusz: J.J. Abrams
Muzyka: Michael Giacchino
Zdjęcia: Larry Fong
Obsada: Ron Eldard, Noah Emmerich, Elle Fanning





I jeszcze jeden film. Tym razem rzecz dotyczy dwóch maniaków SF, którzy podróżując przez pustynną Nevadę trafiają do… Strefy 51. Tam spotykają cwaniaczkowatego obcego o imieniu Poul, który uciekł żołnierzom i chce wrócić na swoją planetę. Ta przygoda odmieni całą trójkę. W rolach głównych wystąpili scenarzyści, czyli wszystko mówiące dwa nazwiska: Nick Frost i Simon Pegg, panowie od Wysypu Żywych trupów i Hot Fuzz. Mówi się, że Paul ma być ostatnią częścią tej nietypowej trylogii, aczkolwiek w planach jest jeszcze jeden pojechany projekt The World’s End z Edgarem Wrightem na stołku reżysera (to on kręcił Wysyp i Hot Fuzz). Poczekamy do marca 2011 i zobaczymy. Póki co koniecznie zobaczcie zwiastun :)

PAUL
Reżyseria: Greg Mottola
Scenariusz: Simon Pegg, Nick Frost
Zdjęcia: Lawrence Sher
Obsada: Simon Pegg, Nick Frost, Jason Bateman, Sigourney Weaver

11 listopada 2010

NIE TYLKO FILMY: Call of Duty: Black Ops

2 [dodaj komentarz]

W rolach głównych (głosy):
Gary Oldman
Ed Harris
Sam Worthington
Ice Cube
Emmanuelle Chriqui

W zeszłym roku zachwycałem się Modern Warfare 1/2, więc nic dziwnego że w tym roku pozachwycam się trochę Black Ops :) Najnowsza odsłona Call Of Duty to cały czas jedyny film, w którym widz bierze czynny udział w akcji. Trwa od 6 do 7 godzin, i chociaż już tak nie zaskakuje jak poprzednie części, to dalej daje solidnego kopa. Wiem co mówię, bo właśnie skończyłem kampanie i jeszcze nie ochłonąłem.  Genialny realizm, świetna grafika i udźwiękowienie, a także, o dziwo, naprawdę wciągająca fabuła (ale jak zwykle fatalne tłumaczenie polskiego dystrybutora). Warto zainwestować tą zaledwie stówkę i wylądować w samym centrum akcji. Poza tym, po widowiskowej kampanii zostaje jeszcze esencja tej gry, czyli tryb wieloosobowy. I chociaż oczy trochę bolą, obraz trochę mi się rozjeżdza to nie daruje sobie jednej... No dwóch albo trzech rundek po sieci :P To będzie dłuugaa noc... Wróć, dłuuugiii weekend :) Polecam!

8 listopada 2010

Legendy sowiego królestwa: Strażnicy Ga'Hoole (2010 - kino)

3 [dodaj komentarz]

     Po zaledwie dwóch produkcjach, 300 i Strażnikach, Zack Snyder stał się dla mnie jednym z najbardziej obiecujących reżyserów współczesnego kina popcornowego. Facet garściami, ale umiejętnie korzysta z dobrodziejstw techniki i bez problemu serwuje ogrom lekkostrawnego efekciarstwa. Widać to po tytułach wspomnianych wyżej, widać to po Legendach Sowiego Królestwa, widać to też po zwiastunie Sucker Punch. Snyderowi można zarzucić, że filmy ma proste, pozbawione głębi, ale jak na porządne kino rozrywkowe przystało, nie są jakoś przesadnie ogłupiające, a poza tym najważniejsze w nich jest to, że wciągają i ogląda się je rewelacyjnie. Gdy po raz pierwszy zobaczyłem zwiastun „Legend sowiego królestwa” pomyślałem: to jest to! Ten gość wie co dobre, znowu będzie wciągająca jazda bez trzymanki. Ale najnowsza animacja Snydera okazała się kubłem zimnej wody wylanym na moją nienasyconą efekciarskim kinem głowę.



       Filmografia Snydera może nie jest zbyt imponująca, ale chyba nie minę się z prawdą twierdząc, że jego wizytówką jest właśnie efekciarstwo. Pod tym względem animacja w Legendach sowiego królestwa powala fotorealizmem i montażem. Film obejrzałem w cyfrowej jakości, a więc w 3D i muszę powiedzieć, że takie newralgiczne elementy jak np. pióra, futerka, czy oczy, nawet w ogromnych zbliżeniach i zwolnieniach zachwycają niewiarygodnym detalizmem. Oczywiście nie ma tu ani jednego nienaturalnego momentu, także w samej animacji ruchów, która jest absolutnie bezbłędna. 3D na szczęście nie wyłazi z ekranu, a jedynie podkreśla przestrzenność filmu, szczególnie we wszystkich „lotnych” scenach. A te, na tle pięknych widoków i różnych warunków atmosferycznych wyglądają rewelacyjnie. Natomiast fenomenalnie wyglądają w ogromie zwolnień, które są, i chyba będą normą w filmach Snydera. W Legendach jest ich masa (ale w granicach zdrowego rozsądku) doskonale podkręcają patos, wywołują gęsią skórkę, po prostu kładą szczękę na podłodze. Może wydać się to dziwne, ale wg mnie Legendy Sowiego Królestwa pod względem technicznym wypadają o niebo lepiej od filmów DreamWorksa, a także (i tu pewnie niektórym się narażę :) ) Pixara. Oczywiście, oba studia mają dopieszczone animację w każdym, najdrobniejszym detalu, ale film Snydera ma tą przewagę, że jest po prostu fotorealistyczny. Momentami trudno uwierzyć, że to animacja… 
Niestety, piękna animacja to nie wszystko. Po zwiastunach spodziewałem się porywającej, pogodnej, rodzinnej przygodówki, tymczasem Sowy okazały się lekko nijaką produkcją. Jeśli założyć, że to film dla dzieciaków (już samo takie gdybanie stawia film w nie najlepszy świetle) to wg mnie jest zdecydowanie za mroczny, momentami za straszny (oślepianie). Do tego prawi o braterskiej zdradzie i w konsekwencji morderczej rywalizacji (dosyć mocne zakończenie), o dzieleniu na lepszych i gorszych, o totalitaryzmie, o zagnieżdżaniu w młodym umyśle nienawiści ukierunkowanej na wszystko co dobre, ogólnie o kwestiach raczej ciężkich, przy których spełnianie marzenia głównego bohatera zupełnie blednie. To nic złego, że w filmie są poruszane bardziej poważne wartości, ale brakowało mi w tym jakiejś takiej lekkości i prostoty w przekazie (co jest domeną Pixara), która w filmie jest raczej dosadna. Jeżeli natomiast przyjąć, że film jest bardziej dla dorosłego widza za którego, bądź co bądź, uważam się :P to ta dosadność spłycała mi cały odbiór. Wszystko na zasadzie: nieważne jak, byle więcej i szybciej. Fabuła banalna, na co generalnie można przymrużyć oko, ale na to, że sprawia wrażenie pociętej tak, aby film był krótszy, już nie (co tylko potęgowało spłycenie całości). Jakoś nie dane było mi popłynąć (czy też polecieć) z tą przygodą, było mi kompletnie obojętne jak film się zakończy. Fakt, końcówka gdzieś tam w głębi mnie poruszyła, ale nie wiem czy dlatego, że w końcu poczułem walkę pomiędzy dwoma skrajnie różnymi ideami rodzinnymi, czy też dlatego, że efekty zwyczajnie wgniotły mnie w fotel… Poza tym w całej opowieści przewija się bardzo dużo bohaterów co też nie jest za dobre, bo nie idzie się skupić i z kimkolwiek utożsamić.



       Zdaje sobie sprawę, że moje oczekiwania wobec Sów były zbudowane głównie przez pryzmat mojej przesadnej gloryfikacji Snydera i jego poprzednich filmów. Może właśnie dlatego wyszedłem z kina z tak ogromnym niedosytem graniczącym z rozczarowaniem. Animacja Snydera powala, jeżeli chodzi o techniczną stronę, ale niestety nie zachwyca całą resztą. Wg mnie jest to produkcja zaledwie na jeden raz, a i odpuszczenie sobie seansu nie będzie wielkim grzechem. Snydera oczywiście nie skreślam i cierpliwie, choć studząc już trochę swoje emocje, wyczekuje jego najnowszego filmu pt. Sucker Punch

::::::::::::::::: 6/10 :::::::::::::::::

2 listopada 2010

#15 SHORT FILMS: Ten Thousand Pictures of You

2 [dodaj komentarz]


Written, Directed & Edited by Robin King
Starring: Denise Hoey, David Crow, Ruth Larkin

This pixilation (stop-motion animation using real people) was made for Screen South as part of the UK Film Council's Digital Shorts scheme. As much as possible, it was made 'in camera' without digital superimposure, using thousands of printed materials.

The whole film took about a year: roughly three months each for development, prep, shoot and post - although due to the nature of the film, part of the post bled into the shoot.

The programs I used were Photoshop, Premiere 6.5 and some bespoke programs I coded myself (a 3D animatic planning program and another to smooth out some of the tracking shots). To be honest my machine and the software weren't up to what I needed from them, and I would have a much better time of it now, with my macbookpro, FCP and a tablet...

I used a Canon Eos 350D Digital SLR to shoot, and took roughly 26,000 photos overall.


POPRZEDNIE KRÓTKOMETRAŻÓWKI